Arnold Schwarzenegger: Chłopak ze wsi

Jego dzieciństwo dalekie było od sielanki. Musiał pilnie się uczyć i pracować, a i tak dostawał od ojca lanie. Miał jednak marzenia, które konsekwentnie realizował i pewnego dnia usłyszał o nim cały świat.

Urodził się w małej austriackiej wiosce Thal, 30 lipca 1947 r. To były ciężkie czasy tuż po wojnie i matka Arnolda przemierzała czasem wiele kilometrów po okolicznych wsiach, zanim zdobyła coś do jedzenia dla rodziny. Ojciec Arnolda, Gustav, był członkiem NSDAP, a po wojnie dostał przydział w miejscowej policji. Porządku pilnował nie tylko we wsi, ale i we własnym domu.

Reklama

Rodzina mieszkała w budynku bez kanalizacji i Arnie musiał chodzić po wodę do studni oddalonej o 1,5 kilometra. Towarzyszył mu przyrodni brat, Meinhard, którego, co ciekawe, ojciec bardziej kochał niż własnego syna.

Gustav był praktykującym katolikiem. Co niedziela cała rodzina jeździła wozem do kościoła, a później na przejażdżkę, z której chłopcy pisali sprawozdanie. Każde słowo, w którym popełnili błąd, przepisywali potem 10 razy. Meinhardowi pisanie i w ogóle nauka przychodziła łatwo i ojciec wciąż stawiał go za przykład. Gdy Arniemu coś się nie udało - bił go pasem.

"Według współczesnych standardów nazwalibyśmy to znęcaniem się nad dzieckiem", napisał wiele lat później Schwarzenegger w autobiografii "Pamięć absolutna". W tej książce wyznał też, że od dziecka spełniał każde swoje marzenie. Wszystko, co w życiu osiągnął, zawdzięcza tylko sobie. Chciał mieć rower, więc przepracował w polu całe wakacje i mógł go kupić. Aby zdobyć pieniądze na cukierki, żebrał kiedyś na ulicy. Co prawda dostał za to później w skórę, ale cel został osiągnięty.

W szkole nie przodował, ale był dobry w sporcie, grał w piłkę nożną. Pewnego dnia trener zabrał całą drużynę do siłowni i wtedy Arnold pierwszy raz w życiu podniósł sztangę. Od tej pory wiedział już, jak będzie wyglądać jego życie. Jako 14-latek zaczął trenować kulturystykę. Ojciec systematycznie go wtedy lał, bo uważał, że pasja syna świadczy o tym, że jest on gejem. Arnolda to jednak nie złamało. Marzył o karierze w Ameryce, a atmosfera domu rodzinnego przyśpieszyła tylko jego wyjazd. Za oceanem znalazł się bez grosza przy duszy, ale zwyciężył w zawodach Mr. Universe. Otworzyło mu to drogę kariery nie tylko w kulturystyce, ale też w filmie, biznesie, a w końcu nawet i w polityce.

Marta Uler

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje