Czuje się młodo

I wcale nie myśli o tym, że właśnie skończyła 60 lat. Dba o formę, dużo pracuje i nie wraca do przeszłości. A przecież jej życie było wyjątkowo burzliwe...

"Czuję się dobrze, mam dużo energii, uprawiam sport. Żyć nie umierać! Bo tak naprawdę nie kalendarz stanowi o wieku. Młodość czy starość to stan ducha", wyznała Izabela Trojanowska zapytana, jak się czuje obchodząc 60. urodziny. Piosenkarka i gwiazda serialu "Klan" wciąż zachwyca urodą i talentem.

Reklama

Największą popularność zdobyła w latach 80. Faceci za nią szaleli, a kobiety chciały wyglądać tak jak ona. "Boska Iza" robiła prawdziwą furorę. Nawet jej krótka fryzura z postrzępioną grzywką stała się hitem lat 80. Fryzjerzy musieli czesać Polki à la Iza.

Współpraca z Budką Suflera wywindowała artystkę na sam szczyt. "Pamiętam, że kiedy występowaliśmy razem z Izą, nasz autobus oblegały niezmierzone tłumy fanów płci męskiej z bukietami kwiatów, składając jej kolejne propozycje matrymonialne. Wtedy nie było komórek - dlatego przychodzili z aparatami fotograficznymi i błagali o wspólne zdjęcie. Kiedy podczas pewnego koncertu, w Bydgoszczy bodajże, Iza podupadła na zdrowiu, publiczność zażądała zagrania koncertu - obiecując, że sama zaśpiewa. I tak się stało", wspomina Romuald Lipko, ówczesny lider Budki Suflera, w jednym z wywiadów. W tamtym czasie piosenkarka wydała dwie płyty i podbiła Polskę wieloma hitami.

Wtedy też rozkwitło jej życie prywatne. W 1980 roku wzięła ślub z Markiem Trojanowskim. Znali się od siedmiu lat i łączyła ich wielka przyjaźń. "Trochę bałam się wychodzić za kogoś, kto mnie znał jako ››boską‹‹, bałam się, że może kochać tylko mój wizerunek. A Marka znałam już długo, był starszy ode mnie o pięć lat, imponował mi wiedzą, znajomością świata. Myśmy nie chodzili ze sobą. Po prostu byliśmy zaprzyjaźnieni", wyznała w jednym z wywiadów.

To on towarzyszył jej podczas największych sukcesów, ale też wspierał, gdy musieli opuścić Polskę z powodu kontaktów Izy z Solidarnością. Zaczęła się ich tułaczka po świecie. Para najpierw wyjechała do Holandii, potem zamieszkała w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. W końcu w 1987 roku małżonkowie znaleźli swoje miejsce w Berlinie Zachodnim. Życie Izy zmieniło się nie do poznania. Wielka artystka została kurą domową. Marek, uznany naukowiec, świetnie zarabiał.

"Od razu żyliśmy na odpowiednim poziomie. Wiodłam życie bliskie każdej kobiecie. Byłam panią domu", mówiła Trojanowska w rozmowie z Radiem RMF FM. Wszystko się zmieniło, gdy na świat przyszła ich córka Roxanna. Stała się oczkiem w głowie znanej mamy. Narodziny córki uruchomiły w Izie niespożyte pokłady energii i w tym samym roku wydała płytę, która trafiła głównie na rynek zachodni.

W Polsce jednak nie stała się zbyt popularna. Piosenkarka walczyła z falą plotek na swój temat. Sugerowano nawet, że wyjechała, żeby robić za granicą karierę w filmach pornograficznych. "To już była przesada", oburzała się Trojanowska podczas czatu z widzami TVP Info. "Poczułam się obrażona. Ponieważ czytałam o sobie straszne rzeczy, postanowiłam przy okazji jednego z wywiadów dla polonijnej gazety ogłosić konkurs. Za film porno z moim udziałem wyznaczyłam nagrodę miliona marek. Nikt oczywiście się nie zgłosił. Chociaż przez chwilę obawiałam się, znając polską pomysłowość, że ktoś spreparuje jakiś fotomontaż. Ale nic takiego się nie wydarzyło", dodała.

Trojanowska przypomniała o sobie w 1994 roku, gdy ruszyła w trasę jubileuszową Budki Suflera. To wszystko zmieniło. Spektakularny powrót dodatkowo zapewnił producent filmowy Paweł Karpiński, który zaproponował jej rolę w serialu "Klan".W 1997 roku po raz pierwszy piosenkarka wcieliła się w postać eleganckiej Moniki Ross. Trojanowska nie bała się nowego wyzwania i pracy z kamerą - ostatecznie ma na swoim koncie role choćby w kultowej "Karierze Nikodema Dyzmy" czy serialu kryminalnym "07 zgłoś się".

Niestety powrót na salony i gra w tasiemcu źle wpłynęły na jej małżeństwo. Mąż nie mógł się pogodzić z tym, że Iza nie zajmuje się domem jak kiedyś, że skupia się tylko na karierze. "Był niezadowolony, że zdecydowałam się grać w ››Klanie‹‹", wspominała artystka w jednym z wywiadów. "To oznaczało częste wyjazdy do Polski. Dąsał się, niby mnie nie zauważał, z przekąsem informował, gdy ktoś dzwonił w sprawach zawodowych", dodała.

Po 25 latach od ślubu ich małżeństwo istniało już tylko na papierze. Długo próbowali naprawić związek, głównie ze względu na córkę, ale nie udało się. "Marek chciał, żebym była szczęśliwa, ale nie wyszło. Coś przeszło bokiem, wypaliło się. Nie szukaliśmy już siebie. Ale tworzyliśmy rodzinę ze względu na Roxannę. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby przez jakieś moje widzimisię dziecko nie miało prawdziwego domu. Oboje z Markiem robiliśmy wszystko, by on istniał", wyznała Iza w jednym z wywiadów.

Jednak ich córka wiedziała, że coś złego dzieje się w związku rodziców. "Myślimy, że dziecko o niczym nie wie, że coś można przed nim ukryć, a ono doskonale widzi, jak jest między rodzicami. Roxanna rozumie mnie jak nikt. Powiedziała mi, że widziała, że nie pasujemy z mężem do siebie. Byliśmy z różnych światów. Mąż matematyk, ja marzycielka", dodaje piosenkarka. Cała sytuacja była o tyle trudna, że Iza jednak chciała się realizować zawodowo, co nie podobało się mężowi. Do tego pojawiły się złośliwe plotki, że Marek ją zdradza.

"Wierzyłam, że spełnię się zawodowo, i tak się stało. Nie miałam wyjścia. Jeśli nie chciałam popadać we frustracje, musiałam pracować. Nie mogłam już dusić się w czterech ścianach, mimo wielkiej miłości do córki i przyjaźni dla męża. Ale z powodu nieobecności pewne sprawy wymknęły mi się spod kontroli. Oduczyłam się zadawania pytań, przede wszystkim dlatego, by w domu był spokój. Właściwie więc nie wiem, jak naprawdę sprawy się miały. Czy Marek się z kimś związał? Nigdy go o to nie spytałam. Oddaliliśmy się od siebie", opowiada.

Choć od dawna nie układało się między nimi, rozpad małżeństwa Iza zniosła bardzo źle. Wpadła w depresję, zbyt często zaglądała do kieliszka. "Kiedy po ponad 25 latach małżeństwa, w które zainwestowałam wszystkie swoje uczucia, okazało się ono martwe, coś we mnie pękło. Minął może rok, zanim się pozbierałam. Okazało się, że życie na mnie nie czeka i toczy się dalej. Pomogła mi córka i przyjaciele", wyznała w jednym z wywiadów.

Na szczęście stanęła na nogi głównie dzięki muzyce. "Prawdziwego wiatru w żagle nabrałam, gdy postanowiłam wrócić do śpiewania. Wiara i optymizm  chłopaków z zespołu Mafia, z którym rozpoczęłam współpracę, okazały się zaraźliwe", dodała. Wtedy też pojawiła się jej nowa płyta, która zmusiła ją do małych zmian. "Wiedziałam, że będę musiała pomyśleć o swoim wizerunku, ponieważ czas płynie nieubłaganie. Ale można już dzisiaj coś dla siebie zrobić, nie robiąc drastycznych operacji plastycznych. (...) Zdecydowałam się na włókna kolagenowe, które troszeczkę podniosły mi brwi", wyznała w rozmowie z RMF FM.

Dziś, z okazji 60. urodzin, ma tylko jedno życzenie. "Proszę mi życzyć przysłowiowego zdrowia, bo jest, jak wiadomo, najważniejsze. Poza tym będę go potrzebowała, gdyż kalendarzyk na ten rok mam mocno zapisany. Poza serialem ››Klan‹‹ mam występy klubowe i występy z nowym zespołem Romualda Lipki. Tak więc o zwolnieniu tempa nie ma mowy", mówi w jednym z wywiadów.

Trojanowska choć zapracowana, może znajdzie czas na nową miłość. Odkąd rozstała się z mężem mówiono o wielu jej romansach, jednak Iza nigdy ich nie potwierdzała. "Miłość? Wszystko się od niej zaczyna i na niej kończy. Tak, jest wiele takich osób, mam wielu przyjaciół i to nadaje sens mojemu życiu. Bo jak napisał Wojtek Byrski, autor słów do mojej piosenki ››Słodkich snów‹‹: Samotność jest najokrutniejszą ze wszystkich kar", dodaje.

Magdalena Makuch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje