Dzieciństwo księżniczki

Przeżyła rozczarowanie, gdy dowiedziała się, że jest prawdziwą księżniczką. A tu ani sukni, ani pałacu, ani księcia.

Ania ma cztery lata. Przebierając się za księżniczkę, zakłada na głowę plastikowy diadem. Tej zabawie przygląda się jej ojciec, Stanisław Czartoryski. "A czy ty wiesz, córeczko, że jesteś prawdziwą księżniczką?" - pyta. "To było dla mnie trudne do zrozumienia. Księżniczki znałam tylko z bajek. Sądziłam, że mieszkają w zamkach i że kochają się w książętach na białych koniach. Odkrycie, że sama jestem księżniczką, było, co by nie mówić, jednak jakimś rozczarowaniem!" - śmieje się aktorka.

Reklama

Tym większym, że w tamtych czasach jej ojciec prowadził... gospodarstwo ogrodnicze. "Pamiętam ogromne szklarnie z goździkami, kultowymi kwiatami w czasach PRL-u" - śmieje się. W soboty tata zabierał Anię i jej brata Michała na dworzec towarowy. "Nadawaliśmy wielkie paczki z kwiatami na przesyłki konduktorskie. Tam były takie duże wagi towarowe, na których razem z bratem lubiliśmy się ważyć" - opowiada.

Wydawało się jej, że są zwykła rodziną. Ale nie byli! Kiedyś ojciec zabrał ją do posiadłości rodziny Czartoryskich w Konarzewie pod Poznaniem. Udało im się wejść do środka. Ania dotykała ścian i serce jej się ściskało, bo dom, w którym mieszkali jej dziadkowie i siódemka rodzeństwa taty, niszczał. Zresztą niszczeje do dziś. Sprawa odzyskania własności ciągnie się już od ponad dwudziestu lat. "Dla mnie to miejsce jest trochę jak z bajki, nierzeczywiste. Tata wyjechał stamtąd, gdy był małym chłopcem. W 1939 roku całą rodziną musieli uciekać przed Niemcami" - opowiada.

Anna zaczęła poznawać historię swojej rodziny już jako bardzo mała dziewczynka. Kiedy miała pięć lat, z rodzicami i bratem pojechali na zjazd rodziny Czartoryskich w Zaborowie. "Pamiętam, jak tata uczył mnie, bym do każdej osoby mówiła ciociu i wujku" - wspomina.

Właśnie tam pierwszy raz stanęła razem z mamą na scenie. Jej mama Ewa była śpiewaczką operową. Występowała w Teatrze Wielkim w Warszawie, m.in. w sektaklach dla dzieci "Małym Kominiarczyku" i w "Paziach królowej Marysieńki". Na jednej z rodzinnych uroczystości zagrała na fortepianie, a Ania zaśpiewała. "Już wtedy czułam, że będę to robić całe życie" - wspomina. A potem dotykała desek sceny, jakby chciała je zaczarować tylko dla siebie.

Dowiedz się więcej na temat: Anna Czartoryska | Miłość nad rozlewiskiem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje