Dzieciństwo z kluczem na szyi

Ogoliła pół głowy na łyso, nosiła glany i mówiła, co myśli. Przesadziła, gdy z jej powodu omal nie unieważniono matury!

Nigdy nie słyszała od rodziców: "Siedź cicho i nie wychylaj się". Oni wierzyli, że ich mała dziewczynka może osiągnąć wszystko, o czym tylko zamarzy. "Czułam więc, że świat należy do mnie i to dało mi wielki potencjał" - mówi Agnieszka.

Reklama

Przez pierwsze trzy lata większość czasu spędzała w domu babci Krysi w Raszynie. Rodzice przyjeżdżali do niej tylko na soboty i niedziele. Nie ma o to żalu. "Byli młodzi, zapracowani, zmieniali mieszkanie... A mnie było u babci cudownie. Jeszcze podczas studiów przyjeżdżałam do niej co weekend. Ona plotkowała o sąsiadkach, a ja opowiadałam jej o swoich miłościach".

Agnieszka nie pamięta dokładnie, kiedy przeprowadziła się na warszawską Pragę. Jako kilkulatka zamieszkała z rodzicami w szeregowcu, ale - jak mówi - z najpiękniejszym widokiem w stolicy. Z balkonu patrzyła na Wisłę i Stare Miasto. "Towarzystwo na podwórku było mieszane: od dzieci z rodzin patologicznych, po takie z profesorskich domów" - opowiada. Choć długie godziny spędzała na trzepaku, nie pamięta, by zdarzyło się cos niebezpiecznego.

"Nad Wisłę nie chodziliśmy, bo rodzice nie pozwalali, i tyle. Jeśli już zgodzili się, bym wyszła na imprezę, musiałam wracać wcześniej niż inni. Akceptowałam to" - wspomina. Agnieszka ceni sobie sposób, w jaki była wychowywana. "Czułam się kochana, ale mama nie poświeciła dla mnie życia.

I chwała jej za to!" - mówi.

Nie była dzieckiem zamkniętym na elitarnym osiedlu. Poznała smak podwórkowego życia, biegając po lekcjach z kluczem na szyi. "Sama w przyszłości nie chcę być matką, która każe bawić się dziecku tylko ekologicznymi zabawkami i posyła je na sto zajęć pozalekcyjnych zamiast pozwolić na zabawę z rówieśnikami" - twierdzi.

Przyszła prezenterka nie była ani specjalnie romantyczna, ani tym bardziej rozważna. W podstawówce ogoliła na łyso pół głowy. W ósmej klasie chodziła pod pomnik Kościuszkowców, by czytać listy na murze od zakochanego w niej kolegi, typu: "Przyjdź na imprezę do Anki. Proszę!!!". Czasem mu odpisywała...

Na czternaste urodziny dostała od rodziców skuter i latem jeździła z koleżankami do żwirowni, na kąpielisko. I zawsze mówiła, co myśli. A czasem nawet - zanim pomyślała. Po maturze w liceum im. Mikołaja Kopernika, Szulim i jej przyjaciel spontanicznie podzielili się wrażeniami z reporterami WOT. Na pytanie: "Czy można było ściągać?" - odpowiedzieli trochę żartem, a trochę serio, zdradzając kilka uczniowskich patentów, takich jak podawanie ściągi do kolejnej ławki w słowniku języka angielskiego. "Wybuchła afera. Byłam przerażona, że kuratorium unieważni przeze mnie maturę, bo nie umiałam trzymać języka za zębami! Wtedy moja mama, choć była surową osobą, stanęła za mną murem. Pojechałyśmy razem do jednego z nauczycieli do domu i opracowaliśmy taktykę działań. Miałam wszystkim tłumaczyć, że się przejęzyczyłam i chodziło mi o to, że słownik, który jest legalny na maturze, sam w sobie jest już doskonałą ściągą".

Dorosła Agnieszka, jako dziennikarka telewizyjna, musiała okiełznać swoją spontaniczność. Ale nadal jej wypowiedzi bywają kontrowersyjne. Jako jedna z niewielu gwiazd przyznała się na przykład do... powiększenia piersi.

Iwona Zgliczyńska

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 23 maja!

Dowiedz się więcej na temat: dzieciństwo | Agnieszka Szulim

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje