Edyta Górniak: Chciałam być kochana

Od dziecka pragnęła miłości i akceptacji, ale życie nie zawsze układało się po jej myśli. Szczęście dopisywało jej za to w pracy. Mija już ćwierć wieku od jej debiutu.

Życie Edyty Górniak (43) to pasmo sukcesów przeplatanych życiowymi traumami. Jednak gwiazda twierdzi, że gdyby nie one, nie byłaby tą osobą, którą jest teraz - silną i potrafiącą pokonać najtrudniejsze przeszkody.

Reklama

"Mam niezmiennie dużo wrażliwości na świat. Pozwala mi to tworzyć muzykę, rozumieć i usprawiedliwiać przed sobą ludzi. Wybaczać im i sobie. Śpiewać szczerze. Ale gdyby nie traumy życiowe, nie umocniłabym się, a wtedy wrażliwość bez partnerstwa wytrwałości zniszczyłaby mnie. Jestem o tym przekonana", wyznała w jednym z wywiadów.

W jej życiu było wiele przełomowych momentów - jednym z nich jest wydanie debiutanckiego krążka "Dotyk", którego premiera miała miejsce 8 maja 1995 roku. To wtedy kariera Edyty błyskawicznie przyspieszyła. Jednak artystka nie potrafiła w pełni cieszyć się tym sukcesem, bo wtedy jeszcze nie uporała się z demonami przeszłości.

Bolesne wspomnienia

Nie jest tajemnicą, że z goryczą wspomina swoje dzieciństwo. "Byłam bardzo karcona. Dorastałam w przekonaniu, że nie zasługuję na miłość mamy. Więc się coraz bardziej starałam. A czym się bardziej starałam, tym ona mnie bardziej poniżała. Przejęłam nawyki rodzicielskie mojego ojczyma i mojej mamy i podążałam w myśl tej samej szkoły: zawsze mogę lepiej. I to jest w pewnym sensie bardzo męczące. To spowodowało, że jestem w życiu w miejscu, w którym jestem. Rzadko jestem uradowana tym, co mi się udało osiągnąć", opowiadała.

Ojciec zostawił rodzinę, gdy Edyta była małą dziewczynką. Straciła z nim kontakt. Zresztą z mamą również przez wiele lat nie utrzymywała żadnych relacji. To się zmieniło dopiero w 2015 roku, a o ich pojednaniu mówiła cała Polska.

Trudne relacje z rodziną miały wpływ na dalsze życie Edyty. Piosenkarka wciąż poszukiwała miłości i zrozumienia, będąc jednocześnie trudną partnerką i współpracownicą. Już na początku swojej drogi zawodowej miała wielkie ambicje - chciała jak najszybciej wspiąć się na szczyt.

Sławę zdobyła w 1992 roku dzięki występom w musicalu "Metro". Dzięki nim znalazła też miłość - zakochała się w koledze z pracy, ubóstwianym przez kobiety Dariuszu Kordku. "Jestem wprawdzie kobietą o kosztownych gustach i nie wiem, czy Darka stać na mały domek z ogródkiem i konika. Ale na dobry początek ofiarował mi piękny zaręczynowy pierścionek", chwaliła się artystka.

Szukając tego jedynego

Niestety, miłość nie przetrwała, a Edyta skupiła się na pracy. W 1994 roku zdobyła popularność, występując na Eurowizji. Nic dziwnego, że kilka miesięcy później nagrała już swoją debiutancką płytę. Później jednak zapragnęła spróbować życia za granicą. Tam tworzyła i tam też poznała Roberta Kozyrę. Ich romans był wyjątkowo burzliwy. Edyta bardzo zabiegała o miłość dziennikarza, a chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, próbowała nawet popełnić samobójstwo. Kozyra postanowił z nią zerwać.

"Decyzja o zakończeniu związku bardzo wiele go kosztowała i była podejmowana bardzo długo. Mimo jednoznacznych rad przyjaciół i psychoterapeuty!", powiedział Piotr Krysiak, autor książki o Górniak (artystka wstrzymała jej publikację). Gwiazda nie płakała długo po Robercie, bo wpadła w ramiona Piotra Kraśki. Niestety, i to uczucie szybko się wypaliło.

Później Edyta poniosła porażkę także na polu zawodowym. W 2002 roku zaśpiewała hymn na mistrzostwach świata w piłce nożnej w Korei i Japonii. Jej interpretacja "Mazurka Dąbrowskiego" wywołała falę krytyki. Rok później piosenkarka była przekonana, że właśnie spełniają się jej marzenia o szczęśliwej miłości i rodzinie. Zakochała się do szaleństwa w gitarzyście Dariuszu Krupie. Szybko zaszła w ciążę - ich syn Allan urodził się w 2004 roku. Rok później para wzięła ślub. "Chciałam być kochana. Chciałam być żoną i matką. I mam to", mówiła wtedy w wywiadzie.

Darek został jej menedżerem i wspólnie otworzyli wytwórnię płytową EG.Production. Górniak była jednak tak zachwycona rolą matki i żony, że postanowiła na trzy lata wycofać się z życia publicznego. Taką decyzję podjęła także dlatego, że coraz gorzej radziła sobie z zainteresowaniem mediów jej życiem prywatnym.

Małżeństwo przeszło wspólnie przez trudne dla Edyty chwile. W 2006 roku zmarł jej tata. To był czas rozliczenia się z przeszłością. "Najtrudniejszy koncert przeżyłam w tym roku. I to nie po pogrzebie taty, ale po moim telewizyjnym wystąpieniu, w którym przyznałam się, że byłam molestowana w dzieciństwie. Następnego dnia po tym wystąpieniu miałam koncert w Warszawie. Wyszłam na scenę w tak niebywałej ciszy i skupieniu publiczności, że ona mnie po prostu złamała. Zaczęłam pierwszą nutę i odeszłam od mikrofonu. Zaczęłam drugą, odeszłam od mikrofonu. Pod koniec koncertu powiedziałam chyba coś takiego: »Mam nadzieję, że wybaczycie mi państwo te łzy, ale od dzisiaj zaczynam nowy etap w moim życiu«. Tę boleść nosiłam w sobie od piętnastego roku życia. Zrosłam się z nią, nauczyłam z nią żyć", wyznała w 2007 roku w jednym z wywiadów. To był jednak początek zmian w jej życiu.

Małżeństwo z Darkiem wydawało się idealne, ale tak naprawdę przechodziło poważny kryzys.

Kolejne rozczarowania

W 2009 roku para zdecydowała się na separację, a wkrótce Górniak złożyła do sądu pozew rozwodowy. Rok później ich małżeństwo oficjalnie się zakończyło. Edyta postanowiła wyjaśnić publicznie, jaka jest prawda o jej związku. "Dariusz Krupa mnie nie kochał. On kochał moje pieniądze. Pokazał to kilkanaście razy, pokazał to po naszym rozstaniu, pokazał w czasie rozprawy rozwodowej. Potem znalazłam dokumenty, które świadczą o tym, że cała nasza relacja była zaplanowana pod kątem finansowym. Wszystko było przemyślane. Tyle tylko, że nie umiał skorzystać z tego majątku, roztrwonił go", wyznała w jednym z wywiadów.

Ta bolesna miłosna porażka nie zniechęciła jednak piosenkarki do próby stworzenia nowej relacji. Tym bardziej, że paradoksalnie to właśnie rozwód z Krupą pozwolił jej poznać Piotra Schramma. "Szukałam opinii prawnej w sprawie strategii przeprowadzenia podziału majątku, który zresztą mimo upływu czterech lat od rozstania nadal się nie dokonał. Właśnie do Piotra zwróciłam się z zapytaniem o pomoc prawną, bo jest wybitnym prawnikiem. Poznałam go rok i cztery miesiące po tym, jak odeszłam od byłego męża. Nie byłam przygotowana na taką relację, nie szukałam mężczyzny. Uważałam, że nie jestem gotowa, że jestem zbyt wyczerpana tamtym związkiem", opowiadała.

Wydawało się, że Schramm dał jej wreszcie to, czego szukała. "Wolę żyć u boku mężczyzny, którego nie muszę podnosić, holować, by nie czuł się gorszy. Robiłam to całe życie, znudziło mi się. Piotr nie lubi eksponować siebie. Ma zasady. To silna osobowość", w wywiadach nie mogła się nachwalić nowego partnera.

Jednak po czterech latach gorącego uczucia piosenkarka zdecydowała o zakończeniu związku. "Dobra to była relacja. Ale wyszły różnice na przestrzeni czasu. Czasem one się ujawniały od początku. Potem zaczęło być ciężko. Wiedziałam, że nie jestem tą osobą, że nie dam mu tego, co spełniłoby jego jako mężczyznę i dałam mu wolność. Jestem przekonana, że będzie szczęśliwszy z inną osobą", tłumaczyła.

Po rozstaniu skupiła się na pracy i opieką nad Allanem. Ostatnio postanowiła kolejny raz zmienić życie i przeprowadziła się pod Kraków. Wciąż marzy o uczuciu. "Jak żyłam bez miłości - to nie tworzyłam, byłam jakby inną osobą trochę, taką bez własnej tożsamości, więc przywołałam tę miłość, obudziłam ją w sobie i jestem ciągle zakochana we wszystkim, co mnie otacza; w ludziach, w przyrodzie, w moim synu, w muzyce (...) Wiem, że to jest trochę inne zakochanie niż to bardziej popularne lub takie, na które się oczekuje, ale dla mnie miłość podobnie się wyraża", wyznała ostatnio w jednym z wywiadów.

Magdalena Makuch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje