Ewa Błaszczyk: Czekanie na cud

Po 16 latach jej córka może wreszcie wybudzić się ze śpiączki. Błaszczyk zdradza szczegóły i mówi, jak łączy role matki, aktorki i eksperta od spraw medycznych.

"Ola jest już w domu, dochodzi do siebie, wszystko się goi. Nie można nic więcej powiedzieć, to jest proces, który trwa do pół roku. Po prostu trzeba mieć wielką cierpliwość i nie wybiegać w przyszłość, nie robić mitów. Wszystkim towarzyszy wielka niecierpliwość i już chcą efektów", mówi Ewa Błaszczyk (60) w rozmowie z SHOW.

Reklama

Jej córka Aleksandra (22) w połowie maja przeszła skomplikowaną operację wszczepienia stymulatora do rdzenia kręgowego. Zabieg przeprowadził specjalista z Japonii, który przyjechał do Polski na zaproszenie aktorki. Istnieje duża szansa, że dziewczyna wróci do pełnej sprawności.

"Rodzice są pokorni, bo już swoje przeżyli, w związku z tym mają w sobie dużo cierpliwości i są nastawieni na czekanie. Ja czekam już 16 lat", mówi Ewa.

W 2000 roku sześcioletnia Ola zadławiła się tabletką i zapadła w śpiączkę. Błaszczyk nie ukrywa, że nie do końca przepracowała tę traumę. "Absolutnie siebie nie winię, po prostu to się stało. Ale nie mogę się z tym uporać, bo to jest obecne i będzie obecne, dopóki ja będę i dopóki Ola będzie", mówi.

Aktorka widzi jednak w swojej sytuacji głęboki sens. Nie ukrywa, że wierzy w opatrzność. Gdyby nie to tragiczne wydarzenie, nie założyłaby fundacji "Akogo?" i kliniki Budzik, w której wybudza się ze śpiączki coraz więcej dzieci. "To jest straszne dla Oli, jest to dla niej ogromne cierpienie, i to jest niepojęte, dlaczego. Ale jeśli chodzi o mnie, to mam wrażenie, że mnie ta sytuacja rozwinęła pozytywnie", dodaje.

Błaszczyk zdaje sobie jednak sprawę, że jest nie tylko ekspertką od spraw medycznych, ale przede wszystkim mamą i aktorką. Potrafi znakomicie łączyć wszystkie te role. "Grunt to dobra organizacja. Gdyby tak nie było, zwariowałabym, obracając się tylko w tematyce medycznej. Robię to, co umiem i kocham, wydałam nową płytę, jeżdżę z nowym recitalem", mówi.

W jej ślady poszła druga córka Marianna (22), która uczy się w szkole aktorskiej. Ewa nie zakłada jednak, że dziewczyna podjęła ostateczną decyzję dotyczącą zawodu, jaki chce wykonywać. "Chcę, żeby sama zdecydowała, co chce robić. Czy będzie to aktorstwo? Nie wiem, ale na pewno jest to inwestycja na życie, żeby opanować tremę, nerwy", tłumaczy SHOW aktorka.

Niestety, tragedia Oli odbiła się na Mariannie. "Oczywiście, że jest to dla niej bardzo duże obciążenie. To jest dziecko zestresowane, straumatyzowane, w związku z tym dojrzalsze, ale staramy się żyć normalnie. Jak pani widzi, na nic się nie zamykam i Mania również prowadzi normalne życie. Ma przyjaciół, ma chłopca, co nie znaczy, że się nie troszczymy o Olę", tłumaczy Ewa. "Z Manią po prostu staramy się odnaleźć w całej tej sytuacji, mamy wszystko dobrze zorganizowane", dodaje.

Błaszczyk stara się skupiać na tym, co przyniesie jej życie. Pomimo że do tej pory nie było dla niej łaskawe. Do wypadku Oli doszło zaledwie 100 dni po nagłej śmierci męża aktorki, Jacka Janczarskiego. Jednak Ewa udowadnia, że nawet po tak ciężkich doświadczeniach można zacząć nowe życie. Ma na to swój sposób. "Wyjść do ludzi, działać. Nie siedzieć bezczynnie i nie gnić w czterech ścianach. Energia musi być w ruchu, a wtedy na pewno coś się poukłada", zapewnia.

Najważniejsze to nie rozdrapywać ran z przeszłości. Aktorka zapewnia, że nie myśli już o mężu. "W ogóle nie myślę do tyłu", mówi zdecydowanie. Nie ma nic przeciwko nowemu związkowi, choć nie zależy jej na kolejnym ślubie. Zapytana przez nas, czy z kimś się spotyka, zaśmiała się i odpowiedziała dosyć niejednoznacznie: "Nie, ale jest dobrze, zobaczymy, co będzie".

Wkrótce Ewa, która wciąż musi działać i nadzorować milion spraw, poświęci chwilę na relaks. "W sierpniu jadę na tydzień nad morze, będę leżeć i tylko przekręcać się z jednego boku na drugi. I tak przez kilka godzin", wyznaje. Przedtem jednak będzie miała sporo pracy. 20 lipca odbędą się kolejne cztery operacje, które finansuje w całości fundacja Błaszczyk.

W przyszłym roku ma ruszyć klinika Budzik dla dorosłych. "Będzie funkcjonowała w Olsztynie. Będzie tam laboratorium komórki macierzystej, wszczepy stymulatorów, czyli nowe metody naukowe ze świata. To są systemowe rozwiązania, o których mówiliśmy na początku, żeby pacjent w śpiączce od razu trafił do naszego ośrodka i został poddany kompleksowej terapii", tłumaczy fachowo aktorka.

Magdalena Makuch

Życie Ewy w liczbach:

16 LAT czeka na wybudzenie ze śpiączki córki Aleksandry. W 2000 roku dziewczynka zadławiła się tabletką. Teraz została poddana eksperymentalnej operacji. Na jej efekty liczy nie tylko Ewa, ale też jej druga córka Marianna (22).

80 RÓL zagrała w filmach i serialach. W tym roku wystąpiła w dwóch produkcjach.

27 DZIECI wybudziło się ze śpiączki w klinice "Budzik" w ciągu trzech lat. To zasługa Błaszczyk, dzięki której klinika funkcjonuje. "Nie rozpatruję tego w kategorii cudu. Została wykonana ciężka praca, która przyniosła określone efekty", mówi aktorka. Aktualnie w Budziku przebywają dzieci, ale wkrótce ruszy szpital dla dorosłych.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje