Facetom łatwiej zachować pozory

Co je najbardziej śmieszy w mężczyznach? Jak się pozbywają natrętów? I czy faceci mają cellulit? Gwiazdy filmu "Jak się pozbyć cellulitu" dały się namówić SHOW na bardzo babską rozmowę...

To już siódmy film według scenariusza Andrzeja Saramonowicza ("Testosteron", "Lejdis"), który tym razem pełni również funkcję reżysera i producenta. "Jak się pozbyć cellulitu" odniósł spodziewany sukces. W pierwszy weekend po premierze zobaczyło go blisko sto tysięcy osób! SHOW rozmawia o sekretach pracy nad filmem z jego największymi gwiazdami:

Reklama

Podobno na planie komedii wszyscy świetnie się bawią. To prawda?
Magda Boczarska: - Jest takie powiedzenie: "Śmiesznie na planie, smutno na ekranie", co oznacza, że jeżeli jest zbyt zabawnie na planie, to w kinie może być niewesoło. U nas było śmiesznie, ale pracowaliśmy w dużym skupieniu. Przez dwa miesiące, po dwanaście, czasem nawet więcej godzin dziennie.

Maja Hirsch: - Nie jest tak, że na planie komedii wszyscy przez cały dzień boki zrywają. Absolutnie. Im ciężej się pracuje, tym komedia jest lepsza. Żeby zrobić lekką komedię, aktorzy muszą się bardzo napocić. Nam zdarzało się po kilkanaście dubli jednej sceny. Andrzej Saramonowicz lubi robić bardzo dużo dubli. W rezultacie wyciąga z nas niesamowite rzeczy, ale bywa to męczące.

Magda Boczarska: - Scenariusz "Jak się pozbyć cellulitu" jest bardzo barwny, wiele w nim nierealnych scen, wokół których było sporo zabawnych sytuacji. Wojtek Mecwaldowski owinięty folią jak dżdżownica czy dziewczyny upalone marihuaną - te sceny są dla nas tak nieżyciowe, że samo kręcenie ich było zabawne. Praca nad komedią jest jednak bardzo wymagająca. W przypadku dramatu łatwo się schować za kinem artystycznym i w razie niepowodzenia powiedzieć, że ktoś po prostu nie zrozumiał intencji twórców. A w przypadku komedii weryfikacja jest natychmiastowa - albo ludzi śmieszy, albo nie śmieszy.

Dominika Kluźniak: Raz dostałyśmy z Mają kompletnej głupawki. Musiałyśmy czekać sześć godzin w autobusie i z nudów malowałyśmy sobie zęby, bo Magda kręciła sceny ze szczurami.

Dodajmy, żywymi.
Magda Boczarska: Tak. Były cudowne. Kochane i grzeczne. Szczury aktorzy. Wystąpiły już w wielu filmach.

Dominika Kluźniak: Nie potrzebowały dubli (śmiech). Wszyscy je chwalili.

Ogromnego dobermana też się nie bałyście?
Maja Hirsch: - To był scena nocna. Ukrywamy się w krzakach, nagle podbiega do nas wielki pies, który patrzy nam prosto w oczy z bardzo bliska...

Dominika Kluźniak: - Ja myślałam, że umrę ze strachu!

Magda Boczarska: - Miałam świadomość, że gdyby nagle coś mu odbiło i rzuciłby się na mnie z paszczą, to straciłabym połowę twarzy (śmiech).

A jak wspominacie sceny bicia się z waszymi partnerami? Panowie nieźle oberwali...
Magda Boczarska: - Czarek (Cezary Kosiński, przyp. red.) dostawał deską po głowie...

Maja Hirsch: - ...ale mówił, że on to lubi.

Magda Boczarska: - Chyba tylko dlatego Maja, że ty go biłaś. Jak Wojtek Mecwaldowski go uderzał, nie miał już tak wesołej miny.

Dominika Kluźniak: - Mnie Czarek prosił, żebym biła go naprawdę, nie udawała uderzenia. Trudno bić kogoś na serio przez piętnaście dubli...

Joanna Łazarz

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 14 lutego!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje