Jerzy Bińczycki: Ustalono - jestem niefilmowy

Spokojny, małomówny, dobroduszny i serdeczny. Zupełnie jak Bogumił Niechcic z „Nocy i dni”. To jednak tylko część prawdy o Jerzym Bińczyckim…

Co pchnęło do aktorstwa tego niezbyt przystojnego chłopca z porządnej rodziny sklepikarzy z Witkowic? Chyba rywalizacja z Markiem Walczewskim (†72), kolegą z licealnego kabareciku. Ponoć Jurek poszedł na egzamin z przygotowaną połową wiersza "Bagnet na broń", modląc się, by mu przerwano zanim się skompromituje. Mimo to zdał! Wrócił do domu, a tam czekała straszna wiadomość: umarła jego ukochana mama.

Reklama

Ocet w winogronach

Uważał się za aktora teatralnego. Żył sceną, oddychał nią, tu znajdował kolejne miłości i nawet tam... mieszkał. Przez pięć lat, po rozwodzie z pierwszą żoną, aktorką Elżbietą Willówną (78), wraz z aktorem Leszkiem Piskorzem (69) mieszkali w służbowym mieszkaniu nad Starym Teatrem.

Okazało się, że Jerzy nie jest wcale spokojnym, misiowatym flegmatykiem. Wręcz przeciwnie - duszą towarzystwa, i to skłonną do figli, nie zawsze miłych dla jego ofiar. Piskorz wspomina, że Binio celował w straszeniu gości w ciemnym korytarzu prowadzącym do ich lokum. Uwielbiał też robić dowcipy podczas spektakli. Jerzy Trela (74) opowiadał, że podczas jednego z nich Bińczycki zabrał mu znienacka krzesło, na którym miał usiąść. "Chciałem tylko zobaczyć, jak sobie poradzisz bez niego", usłyszał wściekły Trela, gdy już opadła kurtyna.

Czasem dobry żart wymagał od niego więcej zaangażowania. "Do przedstawienia, w którym graliśmy, jako rekwizyt, potrzebne były winogrona. To był wtedy rarytas. Proszę sobie wyobrazić, jak wszyscy czekali na moment, kiedy po przedstawieniu będzie można je wreszcie zjeść. (...) Ale nasze koleżanki, wybitne aktorki, zawsze rzucały się na nie pierwsze. Zastałem więc Bińczyckiego w garderobie ze strzykawką, wstrzykującego do każdego winogrona ocet", opowiadał o wyczynie kolegi Jerzy Stuhr (69).

Bogumił ozdobą ogrodu

Bińczycki nie bardzo wierzył w siebie jako gwiazdora ekranu. "Ustalono, że jestem niefilmowy", powiedział zaskoczonemu Jerzemu Antczakowi (87), gdy reżyser, zaprosiwszy Binia na wódeczkę po przedstawieniu "Biesów", zaproponował mu rolę Bogumiła. Nazwał też Antczaka samobójcą lecz w końcu się zgodził. Ale słynna opowieść o tym, jak już po pierwszym dniu zdjęć do "Nocy i dni" chciał zrezygnować z roli Niechcica i zapłacić za wykorzystaną taśmę, jest prawdziwa. Reżyser jednak się nie poddał i zaryzykował.

Miał rację, bo Jerzy na planie wypadał znakomicie. Poprosił jednak, żeby Antczak darował mu sceny erotyczne. Podczas jednej z nich - z Ireną Kownas (79), aktorką o bujnych kształtach, dwumetrowy amant ze strachu gruchnął na łóżko z taką siłą, że mebel się połamał. Film przyniósł mu rozpoznawalność, ale sława nie była jedynym plusem udziału w kinowym hicie. Dzięki niemu znalazł żonę. Tak spodobała mu się Ela, studentka teatrologii, która przyszła z nim porozmawiać o "Nocach i dniach", że ostatecznie ją poślubił.

Przekonał do siebie widzów w roli wiejskiego gospodarza m.in. dlatego, że nauczył się świetnie kosić. Wykorzystywał później tę umiejętność we własnym ogródku, w którym pedantycznie rozlokował (kolorami) kwiaty i warzywa. "Bywał też atrakcją turystyczną, ludzie robili mu zdjęcia przy pracy w ogrodzie", wspominała żona aktora.

"Taki, jaki był na ekranie: skupiony, milczący - był w rzeczywistości. Dla mnie to doskonały przykład oszczędnego grania. Można uczyć studentów, właśnie na podstawie tej roli, że mniej znaczy więcej. Ile mocy jest w bezruchu, spojrzeniu i pauzie", opowiada SHOW Tomasz Stockinger (62), który pracował z Jerzym na planie "Znachora".

Spotkał się tam ze swoją ulubioną koleżanką z teatru Anną Dymną (65). Kiedyś aktorka usłyszała taką wymianę zdań na ulicy: "»Zobacz, to ta kochanka Bińczyckiego! «. »Jaka kochanka, przecież to jest jego żona«. »Co panie mówią, to jego córka.«". Gdy powiedziała o tym Biniowi, usłyszała: "Ania, nic się nie bój, pożyjesz trochę, to usłyszysz, że jesteś moją matką". W ostatnich miesiącach życia Bińczycki został szefem Dymnej w Starym Teatrze. Niestety, wkrótce po objęciu stanowiska zmarł na zawał.

Katarzyna Jaraczewska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje