Kalorie niezgody

Ania zasugerowała na blogu, że współczuje Kasi, która od trzech lat jest na diecie. Sama kocha jeść i nie zamierza się głodzić. Czy mówi prawdę?

"Jedno carpaccio wołowe, drugie z miecznika z pysznymi borowikami, szpinak z oliwą i czosnkiem, bruschetta ze świeżymi pomidorami, potem olbrzymia pizza, która nie mieściła się na dużym talerzu, a na deser tiramisu i panna cotta" -  tymi słowami Anna Mucha (31) opisała na swoim blogu ucztę, którą ostatnio urządziła razem z ukochanym Marcelem Sorą w Nowym Targu. "Menu brzmi bardzo smakowicie!", skomentowali ten wpis fani gwiazdy. Sęk w tym, że Ania swoje wyznania o tym, że "kocham dobrze zjeść", okrasiła złośliwością pod adresem innej znanej aktorki. Cytujemy: "Wobec ostatnich rewelacji, że jedna z moich koleżanek jest na diecie od trzech!!! lat. Ja wymiękam, przeraża mnie to i współczuję... Biedna dziewczyna...".

Reklama

Dla uważnych obserwatorów show-biznesu było jasne, że ostrze krytyki Mucha wycelowała w Katarzynę Zielińską (32). Ta odpowiedziała chłodnym komentarzem: "Swojego bloga nie zamierzam przekształcać w blog kulinarny ani w nim komentować ogródka koleżanek" - napisała w sieci. Zawrzało! Nie tylko wśród internautów, ale także na warszawskich salonach. Każdy wie, że jeszcze trzy lata temu obie panie nie należały do najszczuplejszych. I jedna, i druga przeszły na dietę i zaczęły trenować.

Kasia nie ma problemu, by o tym mówić. Nieraz opowiadała, jak zapamiętale ćwiczyła w prestiżowym klubie Holmes Place w warszawskim hotelu Hilton. "Chodziłam na siłownię pięć razy w tygodniu" - mawia. Mówi otwarcie, że do dziś stara się odżywiać racjonalnie. Zwraca uwagę na to, co je. Nie rozumie, dlaczego jej wypowiedzi na temat żywienia wywołują sensację, a zwłaszcza dlaczego z tego powodu Mucha nazywa ją "biedną dziewczyną".

A Ania dalej prowokuje: "Lubię jeść i żyć! Jestem hedonistką". Tylko czy jej deklaracje są rzeczywiście uczciwe? Wszyscy pamiętają, jak po powrocie z USA, wzorem zadbanych amerykańskich kolegów z prestiżowej uczelni Lee Strasberg Theatre, postanowiła pozbyć się nadwagi. Wspierali ją dietetycy, masażyści oraz indywidualny trener Piotr Łukasiak. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Aktorka zaprezentowała nową sylwetkę w telewizji, podziękowała sponsorom nowego wizerunku i więcej do odchudzania i ćwiczeń się nie przyznawała. Milczy na temat tego, co robi, by utrzymać figurę. Trudno uwierzyć, że dziewczyna, która kiedyś miała tendencje do tycia, bez wysiłku odzyskuje superlinię tuż po porodzie. A Anna daje do zrozumienia, że tak właśnie jest.

Alicja Kalińska, właścicielka centrów dietetycznych Set Point, która pomagała kiedyś Musze schudnąć, twierdzi, że utrzymanie wagi to duży wysiłek. Czasem większy niż samo odchudzanie. Przyznaje, że nauczyła Anię przestrzegania diety: "W czasie odchudzana wspólnie pracowałyśmy nad jej zmianami żywieniowymi, by po schudnięciu nie wróciła do dawnej wagi". Oznacza to, że Mucha, choć się do tego nie przyznaje, kontroluje to, co ma na talerzu. "Raz na jakiś czas szaleństwo kulinarne jest możliwe, ale potem trzeba wrócić do zasad zdrowego odżywania" - mówi dietetyczka. Aniu, dlaczego nie chcesz się przyznać?

Iwona Zgliczyńska

Dowiedz się więcej na temat: odchudzanie | Anna Mucha | Katarzyna Zielińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje