Katarzyna Bujakiewicz: Wulkan energii

Jest jedną z najbardziej lubianych gwiazd, pracowitą poznanianką i duszą towarzystwa. My odkryliśmy, że Katarzyna Bujakiewicz ma też wielkie serce!

"Ta nagroda mi się po prostu należy", żartuje Katarzyna Bujakiewicz, która kilka dni temu odebrała statuetkę Gwiazda Dobroczynności magazynu SHOW. Trudno się z tym nie zgodzić.

Reklama

Popularna aktorka konsekwentnie od 9 lat wolny czas przeznacza na akcje charytatywne, wspierając Fundację Dar Szpiku. Gdzie tylko może, pojawia się w czerwonej koszulce Drużyny Szpiku. Cierpliwie i, jak sama mówi, "do znudzenia" przekonuje, by rejestrować się w banku dawców. Tłumaczy, że w Polsce wciąż jest ich wielki deficyt, tylko ok. miliona - dla porównania w Niemczech to 5 milionów osób. A to przecież kwestia ratowania ludzkiego życia.

"Ogromnym problemem jest to, że ludzie nie rozumieją, że jeśli już zdecydują się zostać dawcą, to nie wolno się wycofać", mówi aktorka. "Czasem zdarza się, że potencjalny dawca rezygnuje, a konsekwencje takiego obrotu spraw są poważne, bo organizm pacjenta przygotowanego do przyjęcia szpiku jest bardzo osłabiony i to może go zabić".

By zmieniać świadomość ludzi, wolontariusze Drużyny Szpiku, tak jak Kasia biegają w maratonach, organizują wykłady, odwiedzają punkty krwiodawstwa i szkoły.

Uśmiech przez łzy

Kasia często odwiedza też oddział onkologii dziecięcej poznańskiego szpitala. "Jesteśmy blisko rodzin małych pacjentów. Często są to biedni ludzie, którym brakuje środków do życia. Robimy dla nich zbiórkę pieniędzy lub potrzebnych rzeczy", mówi. Ta część pracy dobroczynnej jest dla niej najtrudniejsza. No bo jak uśmiechać się w takim miejscu?

"W ciąży jeszcze jakoś to znosiłam, ale po urodzeniu Oli nie byłam w stanie tam wytrzymać. Wystarczało jedno spojrzenie którejś z matek i tonęłam we łzach. Bo jeśli chodzi o same dzieciaczki, to one nie są do końca świadome. A gdy się patrzy w oczy tych matek, chce się wyć... Trzymam się, nie wiem jak", mówi.

Każde wyleczone dziecko to sukces. Potwierdzenie, że to, co robi, ma sens.

Serce dla wielu

Bujakiewicz jest wulkanem energii. Żartuje, że wszędzie jej pełno. Ale prawda jest taka, że gdy chodzi o pomaganie, nigdy nie odmawia. "Z Dzieciakami Chojrakami walczymy o wybudowanie nowoczesnego szpitala onkologii dziecięcej w Poznaniu. Wspieram fundację Patria, Motylki", wymienia gwiazda.

Energią zaraża też kolegów po fachu: "Kiedyś na konferencję serialu "Lekarze" wszyscy przyszliśmy w koszulkach swoich fundacji". Jak to możliwe, że kobieta pracująca, aktorka Teatru Polskiego w Poznaniu, którą ostatnio mogliśmy oglądać w takich hitach jak "Listy do M.", "Kochaj i rób, co chcesz", a obecnie w serialu "Na dobre i na złe", a przede wszystkim mama, znajduje na to wszystko czas?

W chwilach, gdy nie pomaga...

Przyznaje, że bywa ciężko... "Pamiętam, jak kiedyś, mógł to być grudzień, bo zwłaszcza w okresie przedświątecznym jest natężenie akcji dobroczynnych, partner wziął mnie pod rękę, pokazał mi to moje dziecko siedzące na jakiejś kanapie i powiedział: »Tam jest człowiek, który bardzo cię potrzebuje. Musisz się zatrzymać. W którymś momencie ona już nie będzie wiedziała, że ma mamę«", wspomina Katarzyna.

Dlatego od czasu do czasu pozwala się wywieźć rodzinie gdzieś daleko. "Jemy zdrowe jedzenie, biegamy na świeżym powietrzu. Aktywnie spędzamy wolny czas. Jeździmy na nartach, na snowboardzie, bardzo dużo chodzimy. Ja i Ola uwielbiamy wielogodzinne spacery. Mamy cudowną suczkę, która jest dla nas motywacją i często to ona nas wyprowadza. Gdy tylko możemy, wyjeżdżamy gdzieś, gdzie nie ma smogu, w Alpy, albo nad polskie morze", zdradza gwiazda, która prosto z uroczystości wręczania nagród pomknęła na ferie z rodziną.

Marta Uler

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje