Król życia

Gerarda Depardieu (61) los ciężko doświadczał. Dwa lata temu przeżył największy dramat: śmierć syna. A jednak znalazł w sobie siłę, by podźwignąć się po tej tragedii. Znów widzi jasne strony życia.

Trzynastego października 2008 roku Gerard Depardieu przeżył nieszczęście, które niejednemu złamałoby życie - stracił swojego jedynego syna. Guillaume Depardieu zmarł w wieku 37 lat z powodu powikłań po zapaleniu płuc. Ojciec i syn nigdy nie mieli łatwych relacji. "Kocham ojca i nienawidzę go równocześnie" - pisał w swojej książce Guillaume.

Reklama

Po śmierci syna Gerard mógł odciąć się od świata, załamać psychicznie, uciec w nałóg. On jednak uciekł w... pracę. Przez dwa lata po tragedii zagrał w siedemnastu filmach! Ani na chwilę nie zwolnił tempa. Jaki jest sekret siły tego człowieka?

Babcia przepowiada przyszłość

Śmieje się sam z siebie, że niczego nie potrafi robić z umiarem. "Jestem nadmierny we wszystkim. Naciągam strunę tak mocno, że trudno nie wyobrazić sobie ostatecznych konsekwencji. Mam bulimię na życie" - tłumaczył swoje postępowanie w książce "Po prostu żyję".

Znajomi aktora mówią o nim: kiedy pije alkohol, to z beczki, kiedy je, to olbrzymią chochlą. Pali jednego papierosa za drugim. Zawsze robił to, co chciał.

Wychował się w Chateauroux - małej miejscowości w środkowej Francji. Matka Lilette zajmowała się wychowywaniem sześciorga dzieci. Ojciec, zwany Dede (podpisywał się inicjałami, bo był analfabetą), pracował jako blacharz. W wieku 12 lat Gerard rzucił szkołę. Włóczył się z prostytutkami, robił podejrzane interesy. Kilka miesięcy spędził nawet w wiezieniu.

A jednak nie śmiał się, gdy babcia, o której mówiono, że ma dar przepowiadania przyszłości, powiedziała mu pewnego dnia: "Będziesz sławny! Cały świat pozna twoje imię i to się nigdy nie skończy".

Dla chłopca, który w tym czasie parał się kradzieżą samochodów, to musiały być zaskakujące słowa. Ale dzięki nim uwierzył, że świat stoi przed nim otworem.

Jako szesnastolatek dotarł do Paryża i zapisał się na kursy do Theatre National Populaire. Odkrył nowy, fascynujący świat. Zaczął uczyć się poezji, dużo czytał, ale przede wszystkim cieszył się życiem.

Kobiety dodają skrzydeł

Do stałych związków nie miał w życiu szczęścia. "Nie udaje mi się z tymi, których kocham" - mówi. O swoich kobietach nie chce opowiadać, ale przyznaje, że zawsze miewał miłosne przyjaźnie z aktorkami. "Tylko że te historie to mój sekretny ogród".

Ma za sobą dwa małżeństwa: z Elisabeth Guignot i Carole Bouquet. Elisabeth poznał, kiedy miał 17 lat. Byli z innych światów: ona arystokratka, on - chłopak z nizin społecznych. Kiedy poprosił o rękę ukochanej, był przygotowany na odmowę. A jednak został przyjęty. Ojciec Elisabeth tłumaczył: "Gerard ma coś znacznie ważniejszego od wykształcenia: ma wielkie serce".

Depardieu szybko został zaakceptowany przez nową rodzinę. Miał niesamowitą zdolność dostosowywania się do okoliczności i do ludzi. Mawiał, że jest jak kameleon: wszędzie i z każdym czuje się dobrze. I z biednym, i z bogatym. I z profesorem, i z prostakiem. Tylko z synem nigdy nie potrafił się porozumieć.

Dowiedz się więcej na temat: Gerard Depardieu | śmierć | świat | ojciec | król

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje