Leonardo DiCaprio: Czy wreszcie dostanie Oscara?

Leo czeka na nagrodę od 20 lat. Znów jest nominowany i wszyscy obstawiają, że teraz się uda. Ciekawe, czy aktor zdoła się też wreszcie ustatkować...

Czy w tym roku w końcu wygra? Zaraz po ogłoszeniu tegorocznych nominacji do nagród Akademii Filmowej komentatorzy zaczęli obstawiać szanse Leonardo DiCaprio na statuetkę. Nominacja za główną rolę męską w filmie "Zjawa" jest już piątą w jego karierze, jednak za każdym razem obchodził się smakiem. Gdy jego kolejni koledzy schodzili ze sceny z Oscarem w garści, uśmiechał się i gratulował, ale dało się zauważyć, że przychodzi mu to z coraz większym trudem.

Reklama

Jednak Leo nigdy się do tego nie przyzna. "Szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałem się, że dostanę Oscara. To nigdy nie było moją motywacją, gdy gram. Nakręca mnie sam fakt, że mogę pracować ze wspaniałymi ludźmi i tworzenie postaci, z których mogę być dumny", zapewnia. Tylko czy nie takiej właśnie deklaracji spodziewamy się od przegranych?

Sam wybrał sobie imię

Można by zapytać, o co tyle hałasu, w końcu Leonardo skończył dopiero 40 lat. Tak, ale pierwszą nominację otrzymał już ponad 20 lat temu za rolę w "Co gryzie Gilberta Grape’a", a o aktorstwie zaczął marzyć jako kilkulatek. Dorastał w jednej z gorszych dzielnic Los Angeles. Na każdym rogu stali dilerzy narkotyków i prostytutki. "To było przerażające. Wiele razy oberwałem. Widziałem ludzi uprawiających seks w ciemnych zaułkach. Pamiętam, że miałem pięć lat, kiedy facet z igłą w ręku przyparł mnie do muru", wspomina.

Na szczęście nad małym Leo zawsze czuwała jego matka, Irmelin Indenbirken. Ona i ojciec Leo rozwiedli się, gdy chłopiec miał rok. To mama zgłosiła go do agencji aktorskiej, gdy miał pięć lat. Pełen energii łobuziak szybko zwrócił uwagę producentów i dostał rolę w popularnym programie dla dzieci. Wyrzucono go jednak, bo swoim zachowaniem rozpraszał inne maluchy. "Lubiłem skupiać na sobie uwagę. Udawałem, że jestem niepełnosprawny i skakałem wokół ze »zdeformowaną« ręką", mówi aktor.

Jeden z agentów odrzucił go też ze względu na obco brzmiące imię i nazwisko. Proponował Leo występowanie pod pseudonimem Lenny Williams, ale ten odmówił. W końcu imię Leonardo wybrał sobie sam - gdy Irmelin była z nim w ciąży, kopnął ją akurat w chwili, kiedy oglądała w muzeum jedno z dzieł Leonarda Da Vinci.

Kobieta jego życia

Mama od początku była jego najwierniejszą fanką. "Woziła mnie na wszystkie przesłuchania. To tylko dzięki niej mogę robić to, co robię", mówił po latach aktor. Irmelin do dzisiaj ma ogromny wpływ na życie syna. Mówi o niej: "Chodzący cud" i "Centrum mojego życia". Nic dziwnego, że do dziś się nie ustatkował. Po prostu żadna kobieta nie dorównuje jego matce."Ktoś, kto jest silny i zawsze szczerze mówi ci, kim jesteś... To jest coś, co cenię i czego szukam u kobiety", podkreśla Leo.

Skromne początki playboya

Krążyły nawet plotki, że bez akceptacji mamy żadna dziewczyna nie ma u niego szans. Jedną z nich była Blake Lively, która nie spodobała się Irmelin. Wtedy Leo nagle zapragnął "więcej przestrzeni" w związku. Może to nadopiekuńczość mamy, a może traumatyczne wspomnienie pierwszego pocałunku (Leo nazywał go najohydniejszą rzeczą w życiu, bo dziewczyna mocno się śliniła) sprawiły, że zwykle przebojowy Leonardo w wieku 18 lat nadal był prawiczkiem. Wydał go Russell Crowe, z którym spotkał się w 1995 roku na planie "Szybkich i martwych". "Był prawiczkiem i o niczym innym nie mówił. To było całkiem zabawne", stwierdził aktor. DiCaprio zaprzeczył rewelacjom kumpla, ale oblał się przy tym purpurą, więc nikt nie miał wątpliwości, że Russell mówił prawdę.

Kobieciarz i ekolog

Od tego czasu sporo się zmieniło. Dziś Leo słynie z zamiłowania do przelotnych romansów z pięknymi kobietami. Tina Fay, popularna aktorka komediowa, przedstawiła go podczas jednej z imprez: "I teraz, jak wagina supermodelki, przywitajmy ciepło Leonarda DiCaprio". Każda kolejna narzeczona aktora jest piękna i zwykle pojawia się na wybiegu jako aniołek Victoria’s Secret. Najdłuższy związek udało mu się zbudować z Gisele Bündchen. Byli razem pięć lat.

Dziś modelka od dawna jest szczęśliwą mężatką i mamą dwojga dzieci, a Leo wciąż podrywa jej młodsze koleżanki po fachu. Przez to, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki, zaczęły nawet krążyć plotki, że tak naprawdę woli mężczyzn. Łączono go m.in. z Tobeyem Maguire’em, z którym poznali się w 1990 roku na planie serialu "Spokojnie, tatuśku!". Ich przyjaźń faktycznie przetrwała wszystkie związki DiCaprio.

Prasa uwielbia rozpisywać się o podbojach miłosnych Leo, bo to jedyny soczysty temat, którego im dostarcza. Aktor nie jest ekscentrykiem, nie szaleje na motocyklu, nie kolekcjonuje starych samochodów, nie rozbija się prywatnymi odrzutowcami, za to często jeździ rowerem i zasłania twarz chustą, by nikt go nie rozpoznał. Jego pasją jest ekologia. Został nawet niedawno wyróżniony nagrodą The Big Green Help za swoje zaangażowanie w sprawy środowiska. Był m.in. współtwórcą filmu "Za pięć dwunasta" dotyczącego problematyki światowej gospodarki, polityki oraz świadomości w zakresie ochrony przyrody.

Jest także członkiem organizacji Natural Resources Defense Council oraz Global Green USA. Aby ratować planetę, nie skąpi grosza. Podarował trzy miliony dolarów, by pomóc tygrysom w Nepalu i kolejne trzy na utrzymanie w czystości oceanów. Oprócz tego jest właścicielem znanej marki kawy fair-trade La Colombe i wraz z Tobeyem Maguire’em kupił za 55 milionów dolarów firmę produkującą "idealne materace". Stać go. Jest wart 245 milionów dolarów.

Narkotyki? Nigdy!

Leonardo, choć nie stroni od imprez, w przeciwieństwie do swoich kolegów po fachu nie przesadza z alkoholem i nigdy nie brał narkotyków. "Wystarczy, że raz spróbujesz, a przejmują kontrolę nad twoim życiem. Nie jesteś sobą. Nigdy tego nie chciałem", mówi aktor. Tym bardziej należą mu się brawa za rolę w "Wilku z Wall Street", za którą też był nominowany do Oscara. Aby wypaść przekonująco jako narkoman i alkoholik, konsultował się ze specjalistą od uzależnień i oglądał na YouTube filmiki o pijanych imprezowiczach.

Leo zawsze starannie przygotowuje się do ról i jest gotowy na poświęcenia. W "Zjawie" był pogrzebany w śniegu, biegał nago w temperaturze -5 stopni, spał w padlinie, jadł surową wątrobę bizona i skakał do lodowatej rzeki. Leonardo rozpoczął rok od zerwania ze swoją ostatnią miłością, modelką Kelly Rohrbach, i od zdobycia Złotego Globu. Krytycy są zgodni - powinien dostać także Oscara. Ale jeśli się nie uda, to w przyszłym roku zagra seryjnego mordercę H.H. Holmesa w długo oczekiwanym filmie Martina Scorsese "The Devil in the White City". Brzmi jak oscarowy pewniak...

Joanna Lenart-Świderska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje