Lepiej być nie może

Jak miłość potrafi odmienić mężczyznę! Lada dzień przyjdzie na świat jego czwarte dziecko. Zawodowo też super: poprowadzi nowe show, wrócił do aktorstwa. Kiedyś dziennikarze się go bali. A teraz? Można się zakochać...

Podoba się panu jury nowego programu TVP2 "The Voice"? Kayah, Ania Dąbrowska, Nergal, Piasek...
Hubert Urbański - Gdybym sam zajmował się śpiewaniem, chciałbym sprawdzić się właśnie przed takimi ludźmi. Nie ma w naszym jury ani jednej przypadkowej osoby, sami profesjonaliści z wykształceniem muzycznym i ciekawym dorobkiem.

Reklama

Pan ten program poprowadzi. Ale podobno wziął też pan udział w internetowym castingu...
- Zrobiłem sobie próbę na stronie internetowej voice.tvp.pl. Wykonałem miks, który zwykle śpiewam dziecku na dobranoc. Wiązanka kolęd zmieszana z przedwojennymi piosenkami i repertuarem Starszych Panów.

Ile punktów pan dostał w skali od 1 do 10?
- Czy musimy o tym mówić?

Musimy. Proszę się przyznać.
- No dobrze, dostałem trzy z małym haczykiem. Nie wracajmy do tego tematu (śmiech).

A żona próbowała swoich sił?
- Muszę ją namówić. Jest przecież z wykształcenia dyrygentem i świetnie śpiewa.

Wszystko już gotowe na przyjęcie nowego członka rodziny?
- Jasne. Chociaż mamy teraz zdecydowanie mniejsze "spięcie techniczne" niż przy narodzinach pierwszej córeczki Stefanii. Ale ekscytacja jest taka sama jak dwa lata temu.

Będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Oboje z żoną od samego początku chcieliśmy mieć niespodziankę. Poznamy płeć, gdy dziecko się urodzi. Im dalej w las, tym mocniej się tego trzymamy. Poród już lada dzień. Niedługo wszystko będzie jasne.

Wakacje były czy dopiero będą?
- Teraz mam gorący czas w pracy - "The Voice" ruszył pełną parą. Mam nadzieję, że w sierpniu uda nam się całą rodziną spędzić choć tydzień w domku na wsi.

Jest pan w połowie Bułgarem. Proszę rozstrzygnąć dylemat, który kurort lepszy: Słoneczny Brzeg czy Złote Piaski?
- Ja wolę omijać zatłoczone kurorty. Przede wszystkim radzę jechać tam po sezonie, na przykład we wrześniu. Murowana pogoda, doskonała plaża i ciepłe morze.

Dokąd ucieka pan przed ludźmi?
- Omijam miasta, które na siłę próbują udowodnić, że należą do Unii Europejskiej. Wolę małe miejscowości, najlepiej nie opisane w przewodnikach. Tam najłatwiej spotkać sympatycznych ludzi, którzy wieczorami, kiedy upał zelżeje, odpoczywają sobie w domowym ogródku. Ktoś przyjdzie pogadać, dostanie kieliszeczek rakii, zakąsi sałatką. To jest mój świat, ja to bardzo lubię. Ale nie chcę tu nikogo pouczać, jak spędzać urlop, jestem daleki od tego. Mój ojciec na przykład nie lubi podróżować bez celu, nazwijmy to, praktycznego. Jakby go ktoś zamknął w hotelu "all inclusive", to poczułby się uwięziony. Ale codziennie coś zwiedzać to też nie dla niego.

Jak to jest być ojcem trzech córek?
- Fantastycznie! Kocham je i czuję się kochany. Nie ma większego szczęścia. Najstarsza Marianna ma 22 lata, Krystyna 16, a Stefania dwa.

Kiedy dzieci idą już w świat, przychodzi moment podsumowania, co się zrobiło źle, a co dobrze.
- A co to? Jest jakaś punktacja za wychowanie!? Według mnie, tego nigdy nie można ocenić jednoznacznie i ostatecznie. Ja na przykład kiedyś miałem wiele żalu do swoich rodziców. A teraz jak już swoje przeżyłem, to jestem pewien, że mam najlepszych rodziców na świecie. Układy między najbliższymi są przecież bardzo dynamiczne, zmieniają się. To, co jednego roku będzie dobre dla moich córek, kolejnego może okazać się nieprzydatne. One się zmieniają, ale ja też się zmieniam. Są lata, że potrafię być lepszym dla nich ojcem, a są takie, że pewnie trochę gorszym.

Pan bardzo się zmienił. Kiedyś pan nie rozmawiał z dziennikarzami wcale. Od dwóch lat...
- ...tak, odpuściłem.

Dlaczego?
- Nie potrafię precyzyjnie wytłumaczyć. Stało się.

Ja mam na ten temat teorię. Wydaje mi się, że to zasługa pana żony.
- Tak. Zanim poznałem Julię, byłem dużo bardziej bojowo nastawiony do świata. Teraz złagodniałem.

Miłość i związek zmieniają człowieka.

Jak jesteśmy szczęśliwi, to automatycznie mamy więcej luzu?
- Przestałem traktować wywiady z dziennikarzami śmiertelnie poważnie.

Nie wierzy pan, że jako gwiazda telewizji można być dla kogoś inspiracją?
- Absolutnie w to nie wierzę! Dlatego nie lubię wywiadów z pytaniami typu: "Czy mężczyzna powinien pozwolić kobiecie płacić za siebie w restauracji?". Albo: "Czy wzrost kursu franka szwajcarskiego zmieni upodobania kulinarne Polaków?". Ja się na tych tematach nie znam. Nie umiem nikomu radzić, jak ma żyć!

Niedawno słyszałam, że jako prowadzący "The Voice" zamierza pan pajacować. Podobno będą ubrania z ćwiekami, a może nawet irokez?
- Nie jestem manekinem do przebierania.

Dowiedz się więcej na temat: Hubert Urbański

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje