Mój sekret? Wspaniały mąż!

Największe odkrycie "Bitwy na głosy"! Jej drużyna idzie jak burza. Ale dla Haliny najważniejsze jest to, że gdy wraca do domu, czekają tam ukochani mężczyźni.

Wszyscy teraz pytają cię: "Skąd w tobie tyle energii?"
Halina Mlynkova: - Robert Amiriam, z którym właśnie nagrywam płytę, śmieje się: "Halina, zachowujesz się, jakby cię ktoś spuścił z łańcucha" (śmiech). A ja taka zawsze byłam. W Brathankach czy nawet gdy siedziałam w domu i przecierałam dla synka zupę. To nie jest tak, że przez 7 lat kumulowałam w sobie energię i teraz muszę ją na scenie wyładować.

Reklama

Kiedy odeszłaś z zespołu Brathanki, nagrywałaś piosenki, których nikt nie usłyszał. Martwiło cię to?
- Byłam spokojna. Wiedziałam, że to nie był mój czas. Przez ten czas kombinowałam z różnymi stylami muzycznymi. Szukałam siebie i... nie znajdowałam.

Siedem lat bez płyty. Dlaczego tak długo czekałaś?
- Ludzie mówili mi nieraz: "Wrzuć na luz i wydaj tę płytę". A ja nie potrafię pracować na pół gwizdka. Poza tym, gdybym musiała stanąć przed dylematem, za co wyżywię rodzinę, nagrałabym cokolwiek. Ale nie musiałam, bo mój mąż Łukasz wziął na siebie odpowiedzialność za nasze finanse. Pod tym względem jestem wielką szczęściarą. Oczywiście, czasem słyszałam od niego kilka gorzkich słów, że przesadzam, że on sam pozbiera moje piosenki i w końcu wyda je na swoją odpowiedzialność... (śmiech).

Czyli twoim sekretem jest dobry mąż?
- Cudny jest! Wspaniały! Tydzień temu zadzwoniłam do domu bardzo zmęczona: "Proszę cię, Łukasz, naucz Piotrka obsługiwać pilota do telewizora. Bo jak w niedzielę rano po "Bitwie na głosy" przyjdzie do mnie do łóżka z pytaniem, jak włączyć telewizor, to oszaleję". Kiedy wróciłam w nocy do domu, patrzę: jedno łóżko puste, drugie też. Zaglądam do gabinetu i okazuje się, że oni tam obaj śpią, by mnie rano nie obudzić. Łukasz jak zwykle stanął na wysokości zadania, i to kompletnie bez marudzenia.

Widziałam zdjęcia waszej rodziny: ty, Łukasz, mały Piotruś, Małgorzata Potocka i Jan Nowicki. Wydajecie się wszyscy bardzo szczęśliwi.
- To żadna filozofia, my po prostu bardzo się lubimy. Cenię Małgosię i Jana za to, że są nietuzinkowi. Oboje idą przez życie pod prąd, wbrew klasycznemu modelowi ludzi z ich pokolenia. Szanuję ich za to.

Jak dogadują się mężczyźni w rodzinie Nowickich?
- Czasem przyglądam się relacjom Łukasza, naszego syna Piotra i dziadka Jana (Nowickiego - przyp. red.). W tej rodzinie z pokolenia na pokolenie przekazywane są określone wartości.

Rozpieszczasz swoich chłopców?
- Wzajemnie lubimy sobie robić niespodzianki. Dzięki temu cały czas się zaskakujemy i co za tym idzie, w naszym domu nie ma nudy.

A jakim dzieckiem jest twój syn?
- To mój kochany aniołek. Jest w zerówce, w przedszkolu. Bardzo się z tego cieszę, że nie musiał iść do szkoły, bo uważam, że dzieciom potrzebny jest jeszcze ten rok beztroski. Zwłaszcza chłopcom, którzy wolniej rozwijają się pod względem emocjonalnym.

Piotruś jest utalentowany muzycznie?
- Gra na skrzypcach, podobno całkiem nieźle, tak mówi nauczyciel Ale ostatnio powiedział mi, że wybierając instrument, pomylił się. Chodziło mu o gitarę (śmiech).

W programie "Bitwa na głosy" ludzie z twojego zespołu są wyjątkowo emocjonalni. To był klucz, jakim się kierowałaś przy wyborze?
- Od początku stawiałam na emocje i pracę. Wiele osób mówi teraz, że w grupie cieszyńskiej to widać. Ludzie wrażliwi sami mnie do siebie przyciągnęli.

Dowiedz się więcej na temat: Bitwa na Głosy | Halina Mlynkova

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje