Naprawdę mam za co dziękować

Cieszy się z tego, co ma. Nie czekać na więcej - to jej osobisty przepis na życie. W serialu gra seksowną uwodzicielkę. Prywatnie samotna, ale spełniona. Im starsza, tym piękniejsza.

Kiedy na portalach pojawiła się informacja, że producenci serialu "Przepis na życie" nie chcieli Edyty Olszówki (39) w obsadzie, wywołało to głosy oburzenia. Internauci pisali: "Jak to???!!! Nie wyobrażam sobie innej aktorki na jej miejscu!", "Gra znakomicie!", "Jest megaseksowną kobietą!". Aż trudno było uwierzyć, że rok temu musiała przejść osiem castingów, zanim podpisano z nią kontrakt.

Reklama

Podobno producenci wahali się, czy Olszówka nie jest za stara do roli seksownej nimfomanki. Teraz na pewno tej decyzji nie żałują. Agnieszka Pilaszewska, aktorka, a zarazem scenarzystka "Przepisu na życie", wcale nie jest zaskoczona tym, że Edyta Olszówka budzi u widzów wielki entuzjazm. "Edyta dzięki swojej urodzie - nie posągowej, ale bardzo 'przystępnej' - sprawia, że patrząc na nią zachwycam się i myślę: 'Gdybym się postarała, też mogłabym tak wyglądać'. Jest więc jedną z nas. A jednocześnie to ktoś wyjątkowy" - tłumaczy w rozmowie z SHOW.

A co na to sprawczyni całego zamieszania? Spotykamy się na Rynku Nowego Miasta, w ulubionej knajpce Edyty. Aktorka wybiera stolik na zewnątrz, bo lubi przyglądać się ludziom. W przeciwieństwie do wielu gwiazd, które jedzą głównie sałatę, ona nie boi się zamówić makaronu.

Czy ty wiesz, że ludzie cię teraz uwielbiają? Widzowie "Przepisu na życie" piszą, że jesteś śliczna, seksowna, wspaniała.
Edyta Olszówka: - To znaczy, że nie dali się zmanipulować powszechnie panującemu kultowi młodości. Doszło już do absurdu: aktorki, które grają matki nastoletnich córek, faktycznie są od nich niewiele starsze. Dawniej córki chciały być podobne do matek, a teraz jest na odwrót - matki czeszą się i ubierają jak nastolatki.

Może widzowie się zbuntowali? Chcą dzisiaj oglądać wiarygodne postaci.
- Cieszy mnie to. Bo jeszcze niedawno specjaliści od badań rynkowych mówili, że ludzie pragną oglądać tylko piękno i młodość. Odnoszę wrażenie, że coraz mniej liczy się warsztat aktorski i pracowitość. Dziś trzeba być nie tylko cenionym aktorem, ale jeszcze bardziej cenionym celebrytą. A takim dość łatwo się zostaje. Wystarczy bywać w określonych miejscach i w określonych markach butów (śmiech).

Tobie udało się wyłamać ze schematu. Masz trzydzieści dziewięć lat, rzadko bywasz, ale to ty wygrałaś casting na seksowną Polę.
- Ta rola wiąże się z pewnym ryzykiem. Pola, którą gram, to kobieta wyzwolona i niepoprawna politycznie. Skupiona na sobie i swoich podbojach seksualnych, którymi stara się zapełnić panującą w jej życiu emocjonalną pustkę. Ma za sobą brutalną, trudną przeszłość. Dwa małżeństwa, podwiązanie jajowodów... To przecież musi być koszmar dla kobiety! Trudno, żeby aktorka mająca dwadzieścia parę lat, wiarygodnie zagrała taką rolę.

Niektórzy twierdzą, że czterdzieści lat to trudny wiek dla aktorek, bo są za stare, by grać amantki, i za młode, by grać kobiety dojrzałe.
- Kiedy słyszę takie teorie, zastanawiam się, czy nie powinnam opracować dla siebie wyjścia awaryjnego, takiego planu B.

Jak ci się gra sceny miłosne?
- To nigdy nie jest proste. Wiele zależy od partnera, z którym gramy, od reżysera, poczucia bezpieczeństwa na planie. Trzeba przeskoczyć własne kompleksy, poczucie wstydu i zaakceptować dotyk obcego człowieka. Ale ekshibicjonizm jest wpisany w zawód aktora.

Czy dziś mężczyźni patrzą na ciebie jak na podrywaczkę Polę?
- Faceci spoza środowiska traktują mnie jak "panią z telewizji". Mają do mnie dystans. Szkoda. Nie jestem przecież bohaterką, którą gram.

Pola nie potrafi poradzić sobie z samotnością. Myślisz, że ten problem dotyczy wielu osób?
- Każdy jest samotny. Bez względu na to, czy jest w związku, czy nie. Każdy próbuje zapełnić pustkę. Wszystkie filozofie zmierzają ku jednemu: żeby zbyt wiele nie oczekiwać, nie planować. Trzeba żyć tu i teraz. Przez lata wiele moich teorii i złotych myśli legło w gruzach. Dziś staram się być wdzięczna i uczę się akceptacji.

Nie wstrzyknęłaś sobie botoksu, nie zrobiłaś operacji plastycznych.
- To się nie zgadza z moim postrzeganiem siebie i świata. Nigdy nie było tak, że chciałabym zatrzymać moment. To nudne grać przez całe życie jedną i tę samą rolę. Właściwie im jestem starsza, tym bardziej akceptuję to, czym zostałam obdarowana. Mam poczucie, że czas działa na moją korzyść. Dzięki zmarszczkom czuję się bardziej charakterystyczna.

Dowiedz się więcej na temat: Przepis na życie | Edyta Olszówka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje