"Nie jest fajnie być samemu"

"Dziewczyna ma szczęście, że trafiła na mnie", mówi Radosław Majdan (37), definitywnie kończąc swój związek z Dodą.

SHOW: Kiedy ostatni raz kontaktowaliście się ze sobą?
Radosław Majdan: Z Dorotą nie mam kontaktu już od dawna.

Reklama

Zamalowałeś też tatuaż z wizerunkiem byłej żony. Zaczynasz nowe życie?
Tak. Postanowiłem usunąć ten tatuaż, bo coś się w moim życiu skończyło. Tatuaże mają dla mnie symboliczne znaczenie. A poza tym nie wyobrażam sobie, żeby moja przyszła partnerka go oglądała.

Dorota wiele razy publicznie wypowiadała się na temat waszego związku. Ty zachowujesz dystans. A gdy Doda reaguje emocjonalnie, bronisz jej. Tak robią ludzie, którzy wierzą, że da się jeszcze coś odbudować. Ty wierzysz?
Za każdym razem, gdy się rozstawaliśmy, Dorota miała coś do powiedzenia na ten temat. A moje milczenie ludzie odbierali jako słabość. Jest inaczej. Jej wypowiedzi - to, że czasem ze mnie szydziła - miały mnie sprowokować. Ale ja tym prowokacjom nie ulegałem. Mam 37 lat, jestem za stary na coś takiego. Dziewczyna ma szczęście, że trafiła na mnie. Jestem inaczej wychowany. Raz jeden, kiedy Dorota coś powiedziała, odbiłem piłeczkę, i później bardzo tego żałowałem. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy więcej.

Choć masz wiele asów w rękawie, które mógłbyś wykorzystać?
Jeżeli obrażałbym Dorotę, to obrażałbym sam siebie.

Kim byłby Radosław Majdan, gdyby nie spotkał Dody? Nie żałujesz, że zaprzepaściłeś szanse na znaczącą karierę sportową?

Nie żałuję. Nie wiadomo, co by było. Wierzę, że wszystko, co w życiu robimy, ma sens. Wierzę też w przeznaczenie. I w to, że jeśli jesteś dobrym człowiekiem, życie ci za to odpłaci. "Wszystko, co robisz, do ciebie wraca" - taki napis mam wytatuowany po arabsku - to cytat z Koranu. I trzymam się tego. Będąc z Dorotą, zrezygnowałem z wyjazdu za granicę, który mi wtedy proponowano. Dzięki niemu mogłem znacznie poprawić swoją sytuację materialną. Ale postanowiłem inaczej, i nie żałuję. W tamtym czasie najważniejsze było, żeby nasz związek się ustabilizował, więc zamiast wyjechać za granicę, przeniosłem się do Warszawy. Mogło być różnie, mogłem już nie grać w piłkę, ale znalazłem pracę - Polonia szukała bramkarza.

Piłkę traktujesz bardzo poważnie.

Owszem. Od zawsze była dla mnie bardzo ważna. Podchodziłem do tego z jak największą odpowiedzialnością. Inni chodzili na imprezy, a ja wiedziałem, że muszę być w formie, bo jutro mam mecz, i to był priorytet. Jestem też lojalny wobec swojego klubu. Pół roku temu miałem propozycję z pierwszej ligi. Zapytałem trenera: "Panie trenerze, pana decyzja, chce pan żebym odszedł, czy nie?". On powiedział, że nie, i nie było tematu.

Jesteś lojalny wobec klubu. A wobec ludzi nie związanych ze sportem?

Wyznaję zasadę: jeśli o kimś mówię, to muszę mieć pewność, że jak się z tą osobą spotkam, będę mógł powiedzieć to samo. Jeżeli kogoś przekreślam, to na dobre, na całe życie. Jeśli jestem przyjacielem, to na maksa, i daję z siebie wszystko. Mam wielu przyjaciół. Wśród bliskich mi ludzi jestem bardzo szanowanym człowiekiem.

Ale chyba nie w mediach. Gazety chętnie przyklejają ci łatki. Kiedy ostatnio wziąłeś udział w charytatywnym turnieju pokera, okrzyknięto cię hazardzistą.

Chciałem pomóc chłopakowi, którego spotkało nieszczęście. Zostałem zaproszony na ten turniej. Przy stole znane nazwiska... Graliśmy, by wszystkie pieniądze oddać temu chłopcu. Zlicytowałem swoje rękawice, dałem jeszcze pieniądze. A później przeczytałem, że się wciągnąłem i gram hazardowo. Takich sytuacji była masa. Wciąż się tłumaczyłem, dawałem sprostowania...

Może lepiej się nie tłumaczyć?

Na wiele opinii nie mam wpływu. Ktoś robi zdjęcie, ktoś podpisuje... Nie zamierzam ze wszystkimi walczyć, bo i tak przegram. Ale też nie zamierzam pozwolić sobie na to, żeby ktoś odarł mnie z godności. Za dużo odpuściłem, to poszło za daleko. Gazety robią ze mną, co chcą.

Dowiedz się więcej na temat: show | dziewczyna | szczęście | Majdan | Radek Majdan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje