Nie mam sposobu na łzy

Są powody do wzruszeń. I do dumy! Skromna dziewczyna z Łomży, która nie potrafi czytać nut, w „Bitwie na głosy” pokonała Beatę Kozidrak! Kogo najbardziej cieszą jej sukcesy?

Podobno stałaś się popularna dosłownie w minutę?

Reklama

Jula Fabiszewska: - Kiedy znajomi wrzucili link do internetu z moją piosenką, przekonałam się, co znaczy poczta pantoflowa. Patrzyłam, jak co minutę przybywały dziesiątki nowych odsłon.

Pomyślałaś wtedy: jestem genialna?

- Nie! (śmiech) Czułam się dziwnie. Przecież miliardy ludzi umieszczają własne kompozycje na YouTube. A moja miała nie sto, ale miliony odsłon. Do dziś nie potrafię zrozumieć, jakim cudem to wszystko się stało.

Skończyłaś szkołę muzyczną?

- Niestety nie.

Jakiś kurs nauki gry na fortepianie czy gitarze?

- (śmiech). Nic z tych rzeczy. Nie potrafię grać na żadnym instrumencie, nie umiem czytać nut. Moje utwory powstały tylko przy stacjonarnym komputerze, do którego miał-am podłączony mikrofon. Ściągałam sobie bity z netu, potem zgrywałam je do specjalnego programu na komputerze. Dopiero wtedy wymyślałam własne melodie, na które nakładałam wokal.

Ktoś jest muzykiem w twojej rodzinie?

- Nikt (śmiech). Ale siostry mojej mamy, ciocia Basia i ciocia Renia, świetnie śpiewają.

Kto najbardziej ci teraz kibicuje?

- Właśnie kobiety z mojej rodziny! Wszystkie zaczęły się bardziej interesować muzyką. Moja babcia na przykład, choć jest z zupełnie innego pokolenia, ogląda kanały muzyczne. I dokładnie zna wszystkie nazwiska najmodniejszych wokalistów.

Kiedy zorientowałaś się, że jesteś popularna?

- Kiedy zaczęłam dostawać maile od fanów. Pisali do mnie nieznajomi ludzie, ale najdziwniejsze było to, że chcieli ode mnie porady. Na każdy list starałam się odpisać. Byłam bardzo przejęta. Bo jeśli ktoś zwierza się z intymnych spraw, to czuję się za niego odpowiedzialna. Dzisiaj myślę, że gdyby nie ci ludzie, to nie nagrałabym pierwszej płyty. Oni byli dla mnie inspiracją. Kiedyś napisał do mnie chłopak, że ciągle kłóci się ze swoją dziewczyną. Oboje są jak na huśtawce. Rozstają się i wracają do siebie. I czują się już tym zmęczeni. Pytał, czy mogę mu coś poradzić. I wtedy powstał tekst: "Za każdym razem więcej tych słów, przez które cierpię. Za każdym razem głębiej, ja wciąż wracam po więcej".

Ktoś cię próbował poderwać przez internet?

- (śmiech). Nigdy. Ludzie raczej traktują mnie jak przyjaciółkę. I prawdą jest, że częściej piszą do mnie kobiety.

Kiedy pierwszy raz stanęłaś na scenie?

- Tego chyba nie można nazwać sceną. W 2007 roku miałam takie małe wystąpienie w Łomży. Śpiewałam do płyty CD, na której były nagrane bity z netu.

To był koncert dla samych przyjaciół?

- Nie. Już wtedy w Łomży robiło się o mnie głośno. Jak szłam ulicą, to z co drugiego samochodu słyszałam, że ludzie słuchają moich utworów. Musieli ściągać mp3 z netu i nagrywać sobie na płytę, bo wtedy jeszcze radio nie grało moich piosenek.

Jak to się stało, że pojawiłaś się w stacjach muzycznych?

- Pierwszą poważną propozycję dostałam jeszcze przed maturą, więc postanowiłam z niej zrezygnować. Najważniejsza była nauka. Po dwóch latach na YouTube znalazłam wiadomość od mojego obecnego wydawcy Remika. Kiedy porozmawialiśmy, błyskawicznie między nami zaiskrzyło. Poznałam też producenta Adiego. I wtedy ruszyła cała machina. W studiu nagraniowym pod Lublinem Adi pomógł zaaranżować profesjonalną muzykę do moich kompozycji.

Zobacz teledyski Juli na stronach INTERIA.PL!

Dochodzimy do momentu, kiedy w czerwcu usłyszeliśmy singiel "Za każdym razem".

- I właśnie wtedy stanęłam pierwszy raz na prawdziwej scenie podczas Festiwalu TOPtrendy w Sopocie. Ale gdy jechałam nad morze, to całą drogę bolał mnie brzuch. I powiem szczerze, że niewiele pamiętam z tego występu. Trzeba się przecież było zmierzyć z muzyką na żywo, a nie z płytą CD. Pierwszy raz miałam z czymś takim do czynienia jak nagłośnienie, odsłuch, kamery.

Ale wyszło wszystko świetnie. Zgarnęłaś trzy nagrody: od słuchaczy Radia RMF, od internautów i od sopockiej publiczności.

- Pamiętam tylko, że stanęłam jak posąg, wyśpiewałam piosenkę. A gdy zeszłam, popłakałam się. Bo to dla mnie było ogromne przeżycie. Jestem bardzo wrażliwą osobą.

Boisz się czasem o siebie?

- Nie, bo chociaż mam wrażliwą naturę, twardo stąpam po ziemi. Nie bujam w obłokach.

A potrafisz kłamać?

- Kompletnie nie. Od razu robię się czerwona. 

Dowiedz się więcej na temat: Bitwa na Głosy | Talent show | sukces

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje