Patrz, a jednak się udało!

Właśnie zadebiutowała jako prowadząca "You Can Dance". Jest znakomita! Czy to dlatego, że sama świetnie zna smak i sukcesu, i porażki? Na pewno, ale to niejedyny powód.

Widzowie mieli okazję oglądać cię już w roli prezenterki na castingach do YCD. Widać, że złapałaś bardzo dobry kontakt z uczestnikami.
Patricia Kazadi: - W tej edycji biorą udział ludzie wyjątkowo młodzi. Ich emocje mi się udzielały. Sama od trzeciego roku życia chodzę na castingi i wiem, jak trudno odnaleźć się w takiej sytuacji. Pamiętam te emocje, ten stres.

Reklama

Wiesz też, że nie można sobie odpuszczać.
- Dokładnie. Dlatego starałam się pomóc tancerzom, żeby się nie poddawali. Pocieszać, ale i mobilizować do pracy. Wysłuchać. Jeżeli sobie tego życzyli, dzieliłam się swoim doświadczeniem. Niektórzy wydawali się nie rozumieć, jak wielką szansę dostali dzięki talentowi. Byli tacy, którzy ją zmarnowali. Do tego programu trzeba mieć charakter. I odnaleźć się w zespole. Szanować innych.

Sama korzystałaś z rad Kingi Rusin, która prowadziła pięć poprzednich edycji?
- Wiedziałam, że mogę liczyć na jej pomoc, ale ona ma swoje zadania, więc nie może cały czas trzymać mnie za rączkę. Podczas warsztatów w Maroku spotykałyśmy się codziennie na obiedzie i wtedy Kinga zawsze pytała mnie, czy wszystko jest OK.

- Ona sama świetnie sobie radzi w roli jurorki. Bardzo przeżywa swoją nową funkcję i wkłada w nią mnóstwo pracy. Uczestnicy programu ją uwielbiają i bardzo cenią sobie jej zdanie.

Nadal przyjaźnisz się z Michałem Pirógiem?
- Tak, jasne! W Maroku, gdy tylko mieliśmy chwilkę, rozmawialiśmy lub szliśmy na kolację na miasto.

Jest z ciebie dumny?
- Musiałabyś jego zapytać (śmiech).

A ty jesteś z siebie zadowolona?
- Ta praca sprawia mi ogromną radość! Na początku nie byłam pewna, czy produkcji spodobają się moje żywiołowe reakcje i spontaniczne pomysły, ale mój styl prowadzenia programu na razie się sprawdza.

Kiedyś bałaś się występów na żywo...
- Teraz wręcz nie mogę się ich doczekać. Chociaż jest jedna rzecz, której się obawiam: że poślizgnę się na obcasach i wyrżnę na podłogę.

Podobno modelki na pokazach mody ratuje cola, rozlana wcześniej na wybiegu.
- Ciekawe! Ja chyba jednak po prostu podkleję buty.

W maju ma się ukazać twoja nowa płyta.
- Pracuję nad nią z Jackiem Piskorzem i Kubą Badachem. Fajnie się dopełniają. Komponuję od jedenastego roku życia, więc większość utworów napisałam sama, niektóre z Kubą. Ufam mu, bo podoba mi się to, co robi. Chętnie korzystam z jego rad.

Jaka to będzie płyta?
- Oldskulowa, trochę R&B, soul, trochę elektronicznych brzmień...

Nagrałaś już dwie płyty, które przeszły bez echa.
- Niestety, nie udało mi się przekonać nikogo do ich wydania. Były za mało komercyjne.

Jak to robisz, że się nie poddajesz?
- Poddawałam się po każdej płycie. Myślałam: "Nie, to bez sensu, szkoda czasu i pieniędzy". Ale niestety, jak potem słyszałam jakąś piękną płytę lub szłam na koncert, ciekły mi łzy po policzkach. Wiedziałam, że niczego nie pragnę bardziej, niż stać na scenie i śpiewać. I znów wracałam do pracy.

Zawsze tak twardo dążyłaś do celu?
- Niedawno byłam w programie Szymona Majewskiego. Pokazano tam wideo z mojego dzieciństwa. Mam siedem lat i śpiewam "Mydełko fa", a potem ze łzami w oczkach pytam mamy: "A kiedy to będzie w telewizji?". Popatrzyłam na tę małą dziewczynkę i pomyślałam: "Patrz, a jednak się udało!".

Dowiedz się więcej na temat: You Can Dance

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje