Poradnik pięknej kariery

Ma 22 lata i na koncie już 33 nagrody filmowe. Właśnie odebrała pierwszego Oscara i była największą gwiazdą gali. Wszyscy gratulowali jej także... spektakularnego upadku.

Świat oszalał na punkcie Jennifer Lawrence. Jest nie tylko jedną z najmłodszych laureatek Oscara. Aktorka znalazła się też m.in. na liście najpiękniejszych ludzi magazynu "People", zajęła dziesiąte miejsce wśród stu najbardziej pożądanych kobiet świata (według serwisu Askmen.com), a marka Victoria’s Secret uznała ją za... posiadaczkę najseksowniejszych oczu świata.

Reklama

A przecież Jennifer nie jest ani posągową pięknością, jak Nicole Kidman, ani seksbombą w typie Scarlett Johansson - właściwie jej urodę można określić jako przeciętną. Aktorka nie jest też fashionistką. Ubiera się dobrze, ale jej styl trudno określić jako wyjątkowy. Jennifer ma inne atuty: jest niezwykle utalentowana i... pyskata. Ostatnio przekonał się o tym sam Jack Nicholson.

Legendarny aktor był pod wielkim wrażeniem roli Jennifer w "Poradniku pozytywnego myślenia", za którą dostała Oscara. Tak bardzo chciał porozmawiać z nową gwiazdą Hollywood, że przerwał wywiad, którego udzielała po odebraniu statuetki. Nie zbiło jej to z tropu. "To bardzo niegrzeczne" - powiedziała. "Uwielbiam cię w tym filmie. Wyglądasz jak jedna z moich byłych dziewczyn" - kontynuował gwiazdor. "A może jak nowa?" - odparowała niespeszona gwiazda.

Jennifer nie onieśmielają legendy fabryki snów. Nie stresują jej też wywiady. "Nie boi się mówić o niczym i o nikim" - podkreśla David O. Russell, reżyser "Poradnika pozytywnego myślenia", który początkowo nie chciał dać aktorce roli, bo uznał, że jest za młoda. Zmienił zdanie, gdy odkrył, że Lawrence "ma taką ekspresję w twarzy i w oczach, na jaką inne gwiazdy pracują latami".

Faktycznie, oglądając aktorkę w "Poradniku..." trudno uwierzyć, że ma ona tylko 22 lata. Jennifer gra jak osoba z wielkim bagażem życiowych doświadczeń. A rolę ma niełatwą. Wciela się w Tiffany, która po śmierci męża udaje twardzielkę, choć tak naprawdę jest pogrążona w depresji. Smutek leczy, uprawiając seks z kim popadnie, co kosztuje ją utratę pracy i szacunku otoczenia. Jennifer musiała nie tylko oddać tragizm tej postaci, ale też wykazać się talentem komediowym, bo "Poradnik pozytywnego myślenia" to klasyczny komediodramat.

Jak ona to robi? Gra od dziecka. Jej debiut to rola... nierządnicy w kościelnym przedstawieniu. Rodzice wiedzieli, że jest zdolna, ale nie chcieli, by została aktorką. "Robili wszystko, by do tego nie dopuścić" - mówi dziś Lawrence. Inna sprawa, że nie bardzo mogli jej pomóc w robieniu kariery. W przeciwieństwie do takich idolek młodzieży, jak Miley Cyrus czy Kristen Stewart, Lawrence nie ma żadnych koneksji w show-biznesie.

Jej tata jest właścicielem firmy budowlanej, a mama organizowała obozy dla młodzieży. Gdy Jennifer skończyła 14 lat, uparła się, że musi sobie znaleźć agenta. Mimo niechęci matka, pojechała z nią do Nowego Jorku, gdzie przebojowa nastolatka umówiła się na spotkania w kilku agencjach aktorskich. Już po pierwszym przesłuchaniu agenci zaczęli przekonywać Karen Lawrence, że jej dziecko ma wyjątkowy talent i nie powinno się go marnować. Bez skutku.

Później, podczas spaceru po Manhattanie, mamę i córkę zaczepił obcy mężczyzna i zapytał, czy może zrobić Jennifer zdjęcie. "Chyba powinnyśmy uznać, że to dość przerażające" - mówi dziś aktorka. Wtedy jednak pozwoliła się sfotografować. Następnego dnia została zaproszona na kolejne przesłuchanie, bo nieznajomy okazał się łowcą talentów. I znowu agenci namawiali Karen, by pozwoliła córce zostać aktorką. Tym razem się udało.

Jennifer zaczęła grać w reklamach, występowała też gościnnie w telewizyjnych produkcjach (m.in. w "Detektywie Monku"). Pierwszą większą rolę dostała w rodzinnym serialu komediowym "Terapia domowa". Miała wtedy 17 lat. "Od 15. do 16. roku życia dawałam ciała, bo nie miałam pojęcia, co robię. Potem pomału przestałam dawać ciała" - podsumowuje swoje początki w zawodzie.

Prawdziwy przełom w jej karierze to wywalczenie roli w mrocznym offowym thrillerze "Do szpiku kości". "Wywalczenie" to odpowiednie słowo. Po pierwszym castingu Jennifer odpadła, bo uznano, że nie pasuje do roli dziewczyny z marginesu społecznego. Lawrence pojechała więc na kolejny casting. "Musiałam być tak brzydka jak to tylko możliwe. Nie myłam włosów przez tydzień. Nie zrobiłam makijażu, wyglądałam jakby mnie ktoś pobił. Chyba sople zwisały mi z brwi" - wspominała potem z rozbawieniem. 

Wysiłek się opłacił, bo dzięki "Do szpiku kości" zaledwie 20-letnia wówczas aktorka zdobyła pierwszą nominację do Oscara. Rola, do której Jennifer musiała się nauczyć walczyć, rąbać drewno i... oprawiać wiewiórki, była wprawką do zagrania w ekranizacji superbestsellera "Igrzyska śmierci". Katniss Everdeen, bohaterka powieści, to także nieustraszona nastolatka, która mistrzowsko strzela z łuku, a survival nie ma przed nią żadnych tajemnic.

"Igrzyska śmierci" już po dziesięciu dniach od premiery zarobiły 251 mln dolarów, a Jennifer została nową ulubienicą młodzieży i utrapieniem Kristen Stewart z kultowego "Zmierzchu". "Zapomnijcie o mdłej Belli Swan!" - pisał magazyn "People". Co ciekawe, Jennifer też ubiegała się o rolę w sadze o wampirach. Dziś chyba nie żałuje, że jej nie dostała.

Gdy ona odbierała Oscara, Kristen została "uhonorowana" nagrodą Złotych Malin dla najgorszej aktorki pierwszoplanowej. Lawrence zbiera pochwały za grę i barwną osobowość, a Stewart właśnie wygrała w rankingu na najmniej seksowną aktorkę Hollywood serwisu Menkind.co.uk i czytamy o niej najczęściej w kontekście ratowania związku z Robertem Pattinsonem. Hollywood aż trzęsie się od plotek o nienawiści Stewart do zdolniejszej koleżanki po fachu!

Młodziutka laureatka Oscara ma ponoć także innego wroga. To Miley Cyrus (20), której narzeczony Liam Hemsworth partneruje Jennifer w "Igrzyskach śmierci". Była gwiazda serialu "Hannah Montana" jest podobno bardzo zazdrosna o znajomą swojego ukochanego. A teraz pojawiły się dodatkowe powody do zmartwienia. Do stycznia Jennifer miała status "w związku", ale niestety to się zmieniło. Po dwóch latach rozstała się z Nicholasem Houltem, aktorem najbardziej znanym z roli u boku Hugh Granta w "Był sobie chłopiec".

Poznali się na planie filmu "X-men: Pierwsza klasa". "On nie ma pojęcia, jaki jest przystojny. Myślę, że wiele kobiet i mężczyzn nienawidzi mnie z jego powodu" - mówiła Lawrence jeszcze kilka miesięcy temu. Niestety, para nie miała dla siebie czasu...

Na razie Jennifer musi więc wystarczyć miłość fanów. A ma ich coraz więcej. Gwiazda "Poradnika pozytywnego myślenia" mogłaby napisać "Poradnik robienia kariery" dla młodych gwiazd.

Jakie zalecenia powinny się w nim znaleźć? Po pierwsze, nie wywołuj tanich skandali. Po drugie, nie uskarżaj się na popularność ("Nie cierpię, kiedy aktorzy narzekają" - mówi Jennifer). Po trzecie, nie zrywaj kontaktów z przyjaciółmi z dzieciństwa - cierpiący na zespół Downa Andy Strunk zrobił ostatnio Lawrence świetny PR, wyznając, że aktorka przyjaźni się z nim od lat. Po czwarte, pozwól sobie na żarty. "Kiedy tańczę, wyglądam jak tatuś na balu maturalnym", "Sikam najszybciej na świecie. Słynę z tego", "Lubię robić filmy, co nie oznacza, że sama oglądam czarno-białe nudziarstwo" - to już kultowe cytaty z wypowiedzi Jennifer.

Agnieszka Niedek

SHOW 6/2013

Dowiedz się więcej na temat: Jennifer Lawrence | Oscary 2013 | nagroda filmowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje