Rozstaliśmy się w zgodzie

Nowy kolor włosów, nowe wyzwania. Tylko SHOW Agnieszka Szulim opowiada, jak wygląda jej życie po rozstaniu z mężem i odejściu z „Pytania na śniadanie”.

Uważasz, że to jest dla ciebie udany rok?

Reklama

Agnieszka Szulim: - Tak, zawodowo na pewno. Prowadzę "Bitwę na głosy", audycję w radiu, jestem naczelną magazynu "e!stilo". Ostatnio wystąpiłam w teledysku jednego z moich ulubionych polskich zespołów Neo Retros. Nie mogę narzekać.

Dlaczego odeszłaś z "Pytania na śniadanie"?

- Nowa szefowa miała inną wizję. Ja się w niej nie mieściłam.

Tomek Kammel i reszta ekipy "Pytania" zorganizowali ci pożegnanie?

- Nie, w naszej redakcji chyba nigdy nie mieliśmy zwyczaju pożegnań, a z Kammelem widujemy się tak czy inaczej, bo się lubimy. Z drugiej strony, w tym czasie z "Pytania..." odeszło tyle osób, że mogłaby to być całkiem duża impreza (śmiech).

"Pytanie na śniadanie" znalazło się całkiem wysoko w pewnym rankingu na najgłupsze programy. Zgadzasz się z tym werdyktem?

- Nie. Myślę, że programy śniadaniowe są potrzebne, nie wszyscy chcą rano słuchać o polityce. Faktycznie wachlarz tematów bywa czasami absurdalny - najpierw rozmawiasz o pieluchach, za chwilę o grzybicy stóp, a potem biegniesz do kuchni. Jednak dzięki temu w "śniadaniówce" każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie oba programy śniadaniowe, które prowadziłam, naprawdę dużo dały. Sporo się przez te siedem lat nauczyłam. Spotkałam mnóstwo ciekawych ludzi, m.in. Tomasza Stańkę, Michała Urbaniaka, Leszka Możdżera. Ta lista jest bardzo długa. 

"Bitwa na głosy" w twoim przypadku okazała się strzałem w dziesiątkę?

- To jest bardzo fajny, misyjny format. W tym programie nie ma niezdrowej rywalizacji, jest za to świetna energia. Fantastyczni młodzi ludzie spełniają marzenia, zżywają się ze sobą, ze swoimi trenerami, planują wspólne projekty, czasem się zakochują. Z drugiej strony są gwiazdy, które możemy zobaczyć w zupełnie innej roli. Przekonujemy się, jaki mają kontakt z ludźmi, kto ma taką charyzmę, że potrafi pociągnąć za sobą tłumy, a kto jest nieśmiałym introwertykiem. To fascynujące! Trzeci element to kompletnie zaskakujące wyroki widzów. Wynik każdego odcinka jest niespodzianką. Nie da się przewidzieć, kto wygra. Na początku poprzedniej edycji nikt nawet nie przypuszczał, że może to być Kamil Bednarek. Pojawił się przecież obok takich gwiazd jak Edyta Górniak! Czwartym elementem jest jury. Według mnie w tej edycji zdecydowanie najlepsze. Lubię tę pracę, nie ukrywam.

Jak sobie radzisz z komentarzami, jakie czasami pojawiają się w internecie: jesteś seksowną blondyną, która ma w dodatku niewiele do powiedzenia.

- Dodam jeszcze - pustą napompowaną lalą, złą i wredną, a do tego głupią jak but (śmiech). Cieszę się, bo w teledysku Neo Retros mam okazję zażartować z tego wizerunku. Zagrałam niesympatyczną, zimną gospodynię teleturnieju, która znęca się nad uczestnikiem programu i muszę przyznać, że świetnie się w tej roli czułam (śmiech). A tak poważnie, to internet daje wolność i nie da się z tym walczyć. A mamy takie społeczeństwo, które kocha nienawidzić. Na szczęście spotykam się też z oznakami sympatii. Przy okazji chciałam sprostować: nie mam doczepianych włosów.

Dzisiaj łatwo stać się obiektem ataków, szczególnie dla internautów.

- Ta eskalacja nienawiści skierowana przeciwko nam jest tak bardzo niewspółmierna do naszych "przewinień", że nie jestem w stanie tego ogarnąć swoim małym umysłem.

Czym można się dziś narazić?

- Na przykład operacją plastyczną, po której w zasadzie powinno się natychmiast poddać eutanazji, bo człowiek staje się niegodny tego, by żyć i stąpać po tej ziemi (śmiech). Bycie zadowolonym z siebie też nie jest najlepiej widziane. Można się jakoś przypodobać internautom? Marzyć publicznie o gromadce dzieci albo płodzić i rodzić te dzieci na łamach gazet. Zostać porzuconą przez męża... Jest parę sposobów.

W Esce Rock prowadzisz audycję z Kubą Wojewódzkim. Nie uważasz, że wykorzystał cię do złagodzenia nadszarpniętego wizerunku?

- Gdyby tak było, mój wizerunek musiałby być krystaliczny... Kuba jest facetem, od którego można się wiele nauczyć, więc w pewnym sensie to ja wykorzystuję jego. Myślę, że dla naszej trójki współprowadzących (Maćka Stuhra i Bartka Węglarczyka, przyp. red.) jest to wyzwanie. Robimy audycję, świetnie się bawimy, trochę rozrabiamy. Jest przyjemnie. Ale bywamy też poważni.

Co ostatnio było na poważnie?

- Na przykład rozmowa na temat projektu zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. W naszej audycji jasno mówimy, co nam się podoba, a co nie. W telewizji śniadaniowej musiałam poglądy trzymać na wodzy, a to nie leży w mojej naturze.

Uprawiasz dziennikarstwo wysokiego ryzyka?

- Skąd! Lubię i cenię ludzi, którzy mają poglądy i nie boją się ich wyrażać. Przecież najbezpieczniej i najprościej jest uśmiechać się do obiektywu i nie otwierać dzioba, żeby nikomu nie podpaść.

Jakie tematy w ogóle cię nie interesują?

- Piłka nożna. Patrzenie przez 90 minut jak dwudziestu paru facetów biega za piłką, jest ponad moje możliwości. Rozmowy o tym również.

Po rozstaniu z mężem wyprowadziłaś się z waszego domu pod miastem i teraz mieszkasz w Warszawie. Jesteś zadowolona?

- Wszystko ma swoje plusy i minusy. Masz dom za miastem, żyjesz sobie blisko natury i to jest piękne. A jednocześnie jesteś tak daleko od miasta, że wiele ciekawych rzeczy cię omija. Teraz nadrabiam, bo wszędzie mam blisko. Ale brakuje mi lasu, zapachu sosen.

Rozstaliście się w zgodzie, stąd zapewne plotki o tym, że nie wszystko skończone i że jeszcze do siebie wrócicie...

- Tak, rozstaliśmy się w zgodzie, ale ustaliliśmy z Adamem, że nie rozmawiamy o tym publicznie. I tego się trzymamy.

Nowy kolor włosów, nowe życie, że tak banalnie zakończę...

- Tak, powiedzmy, że to taka pieczątka (śmiech).

Oskar Maya
SHOW 22/2012

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Szulim | rozwód | stylizacja | Adam Badziak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje