Sandra Bullock: Z boiska na salony

Najsłynniejsza „dziewczyna z sąsiedztwa” Hollywood dzieciństwo spędziła na walizkach. W dodatku często obrywała od rówieśników i nie była szkolną gwiazdą…

Początkowo nic nie wskazywało na to, że podbije Hollywood. Mała Sandra była chudziutką, zalęknioną istotką, w dodatku szykanowaną przez kolegów...

Reklama

Przyszła na świat w Arlington w Wirginii, w 1964 roku, ale dzieciństwo wraz z młodszą siostrą Gesine spędziła u dziadków w Norymbergii - jej ojciec John W. Bullock był Amerykaninem, a mama, Helga Meyer, Niemką.

Od początku przyszła gwiazda obcowała ze światem artystycznym. Helga była śpiewaczką operową. Bullock twierdzi, że nie odziedziczyła zdolności po mamie. Dzisiaj śpiewa tylko pod prysznicem: "Pod strumieniem wody wydaje mi się, że brzmię jak Whitney Houston. Gdy wychodzę z kabiny, czar pryska", żartuje aktorka.

Sandra zaczęła edukację w Niemczech. Rówieśnicy naśmiewali się z jej wymowy. Dochodziło nawet do przemocy. Popychano ją, a pewnego razu wrzucono książki do toalety. "Nie mogłam sobie znaleźć miejsca", wspominała. "Nie byłam akceptowana, miałam złe ubrania, złą fryzurę, zły akcent...".

Jedyną radością były dla niej występy w dziecięcym chórze w Teatrze Narodowym. Helga, przejęta sytuacją córki, uznała, że czas wrócić do Stanów. Jej mąż był innego zdania. Uważał, że dziewczynka powinna zacisnąć zęby i się przystosować. "Czasami mama i tata mieli zupełnie różne poglądy na pewne sprawy. Moje dzieciństwo było momentami trochę schizofreniczne", wyznała po latach Bullock.

W końcu jednak ojciec uległ namowom żony i w połowie lat 70. rodzina się przeprowadziła. Okazało się jednak, że na miejscu Sandrze także nie było łatwo. Długo nie umiała się odnaleźć się w amerykańskiej rzeczywistości. Wtedy też zaczęła się buntować.

Odnosiła jednak sukcesy w kółku teatralnym. Zachęcona nimi, zaczęła studiować aktorstwo na Uniwersytecie East Carolina w Greenville. Tak jej się tam spodobało, że zaraz po ukończeniu szkoły postanowiła spróbować szczęścia w zawodzie. Występowała na scenach teatrów off-brodwayowskich, była statystką w filmach telewizyjnych... Przełomem okazała się dla niej rola w sztuce "No Time Flat". Dobra recenzja cenionego krytyka Johna Simona sprawiła, że Sandra zdobyła agenta i ruszyła na podbój Hollywood.

Marta Uler

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje