Violetta Villas: Sława ją przerosła

Wielka kariera, a potem wielki upadek. Biografia Violetty Villas to idealny materiał na serial. Do roli gwiazdy typowane są Margaret i Katarzyna Figura.

"Mam nadzieję, że zrealizuję ten projekt. Jeśli nie serial, to film fabularny", mówi SHOW reżyser Paweł Chmielewski, który zamierza przenieść na ekran biografię największej polskiej diwy. Niestety, nie jest to takie proste. "Wciąż dyskutujemy z panem Krzysztofem Gospodarkiem, synem artystki, które fragmenty jej życia powinny się znaleźć w nowej produkcji", dodaje reżyser.

Reklama

Serial bądź film o Violetcie Villas (†73) z pewnością byłby hitem - może nawet osiągnąłby większy sukces niż "Anna German". Villas śmiało zasługuje na miano najbarwniejszej wokalistki czasów PRL-u.

Szaleństwa diwy

Przyszła na świat 10 czerwca 1938 roku w Liége w Belgii jako Czesława Cieślak. Od samego początku rodzice pokładali w niej wielkie nadzieje. Mała Czesia została zapisana na lekcje fortepianu, skrzypiec, puzonu i śpiewu. To podobno ojciec, Bolesław Cieślak, odkrył u córki wielki talent. Sam był górnikiem, ale także kapelmistrzem w miejscowej orkiestrze górniczej.

Rodzina Cieślaków wróciła do Polski zaraz po zakończeniu wojny. Jechali wagonami towarowymi wyściełanymi słomą i kocami. Osiedlili się w Lewinie Kłodzkim. Mama przyszłej gwiazdy, Janina, została bufetową, ojciec zatrudnił się w milicji. Czesia kontynuowała lekcje muzyki i pomału stawało się oczywiste, że zwiąże życie ze sceną.

Była obdarzona fenomenalnym głosem, tzw. sopranem koloraturowym, o skali obejmującej cztery oktawy. Nauczyciele wróżyli jej wielką karierę operową, jednak dziewczyna od samego początku miała pomysł na siebie i nie widziała się w teatrze. Zadebiutowała w wieku 22 lat w Polskim Radiu. To wtedy razem z kompozytorem Edwardem Czernym wymyśliła swój pseudonim artystyczny - Violetta Villas.

Niewiele osób wiedziało, że młodziutka gwiazda była już rozwódką. Z porucznikiem Piotrem Gospodarkiem wzięła ślub w wieku 17 lat, kiedy okazało się, że spodziewa się dziecka. Małżeństwo nie wypaliło, bo Piotr marzył o zwyczajnej żonie, a nie gwieździe, natomiast Violetta zawsze chciała błyszczeć. Swój cel zresztą osiągnęła.

Bardzo szybko zaintrygowała całą Polskę nie tylko genialnym głosem, ale także stylem godnym wielkiej gwiazdy. Nawet latem nosiła futro z norek. Nie chciała śpiewać na festiwalu w Sopocie, bo uznała, że wilgotne powietrze może zniszczyć jej słynną fryzurę. Kiedy śpiewała "Oczy czarne", zrzucała publiczności swoje pantofelki. Podobno tylko raz zdarzyło się, że ktoś zostawił je sobie na pamiątkę.

"Z Violettą związanych jest mnóstwo anegdot. Daniel Olbrychski, z którym pracuję na planie »Klanu«, opowiada do dzisiaj, że to z nią miał zagrać słynną scenę miłosną w »Ziemi obiecanej«. Violetta w ostatniej chwili zrezygnowała z występu w filmie, bo tuż przed wyjazdem czarny kot przebiegł jej drogę", mówi SHOW Paweł Chmielewski.

Violetta miała wielkie ambicje i nie zamierzała poprzestawać na śpiewaniu w Polsce. Kiedy w 1965 roku pojawiła się na przesłuchaniu w Casino de Paris u słynnego dyrektora Henriego Varny, ten poprosił ją o zaśpiewanie "Ave Maria No Morro". Kiedy okazało się, że Polka dysponuje wspaniałym głosem, Varna natychmiast zadzwonił do Frederica Apcara, słynnego reżysera i producenta z Las Vegas, i tak Villas podpisała swój pierwszy kontrakt na spektakl Casino de Paris w Ameryce.

Konkurs walentynkowy - wygraj prezent dla ukochanego lub ukochanej!

Wylądowała w mieście grzechu w 1966 roku. W Polsce pod opieką niani został jej 10-letni syn Krzysztof. Szybko okazało się, że artystka przewyższa swoimi umiejętnościami główną gwiazdę kasyna - Francuzkę Line Renaud. "Stałam na schodach, a pod moimi nogami palił się neonowy napis »Violetta Villas«. Zastanawiałam się, czy naprawdę jestem w Las Vegas", mówiła oszołomiona Polka.

Wielki świat ją przeraził

Niestety, rzeczywistość nie była tak kolorowa, jak przedstawiała ją sama zainteresowana. Violetta nie potrafiła odnaleźć się w Ameryce. Nie znała języka, prawie nie wychodziła z domu, wstydziła się, że nawet nie potrafi zamówić sobie jedzenia w restauracji. "Pisała list za listem. To było świadectwo jej wielkiej samotności. W Ameryce miała kompleks Polski, a w Polsce - Lewina koło Kudowy, skąd pochodziła. A przecież w Las Vegas była zjawiskiem wyjątkowym. Frederic Apcar był jedynym człowiekiem, który zapewniał jej kontakt ze światem. Przez kilka tygodni żyła w hotelu Dunes, gdzie występowała, jak w więzieniu. Dopiero potem Apcar wynajął jej mieszkanie", wspomina ten czas Janusz Ekiert, słynny muzykolog i prawdopodobnie jedyna prawdziwa miłość gwiazdy.

Villas miała z nim romans, jednak Ekiert był żonaty i nie zdecydował się na rozwód. W hotelu Dunes budziła zachwyt, ale wielki świat coraz bardziej zaczynał ją przerażać. Aby ukoić tęsknotę, sięgnęła po środki nasenne. Później zastąpiła je morfiną. W szczytowym momencie kariery zarabiała tysiąc dolarów tygodniowo. W USA nie była to zawrotna suma. Dawała status co najwyżej gwiazdki.

Koniec marzeń

Kiedy po dwóch latach kontraktu Violetta wróciła do Polski, była innym człowiekiem. "Włosy, cycki, dupa, noga. Cała była zrobiona. Mówiła do mnie: »Zobacz (biorąc się za pierś), jest cycowo?« Mentalnie też się zmieniła. Miała gest, mówiła z obcym akcentem", wspomina Jerzy Gruza. Jej amerykański styl nie spodobał się komunistycznej władzy. Media zaczęły ją ignorować.

"Gdyby nie moja wiara w Boga, chyba nie wytrzymałabym tego wszystkiego, co spotkało mnie po powrocie do Polski. Jechałam tu po dwuletniej nieobecności z bagażem kompleksów, z których zdążyłam się wyleczyć na drugiej półkuli, a które znów dały znać o sobie. Na lotnisku nikt na mnie nie czekał, nie dostałam kwiatów", mówiła rozgoryczona gwiazda. Ale brak akceptacji dla Violetty wynikał nie tylko z niechęci komunistów.

Artystka pracowała na opinię dziwaczki. W wywiadach wzywała słuchaczy do życia w skromności, pozując w błyszczących sukniach z ogromnym dekoltem. W latach 80. została zatrudniona w teatrze Syrena. Jednak coraz mniej pracowała nad głosem, a w jej garderobie coraz częściej pojawiała się butelka koniaku.

W 1988 roku piosenkarka wyszła za mąż za Teda Kowalczyka, restauratora z Chicago, którego poznała podczas tournée z Syreną. Małżeństwo okazało się kontraktem - Ted chciał w ten sposób zyskać nowych klientów restauracji.

Ostatnią szansę powrotu na szczyt dostała od Grzegorza Ciechowskiego, który zaproponował wspólną płytę. Violetta odmówiła. "Weszłam do jego domu i wyczułam grzech. Nie mogę z takimi ludźmi pracować. Czy pan wie, że on żyje bez ślubu?", mówiła w programie "Na każdy temat".

Skłócona z synem, zamknęła się w domu w Lewinie Kłodzkim. Towarzyszyły jej tylko opiekunka Elżbieta B. i ukochane psy. Zapomniana zmarła 5 grudnia 2011 roku...

Oskar Maya

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje