Wyglądałem jak panienka

Podejrzewa, że miał ADHD, ale w czasach swej młodości uchodził po prostu za urwisa. „Na szczęście szybko moja nadpobudliwość stała się atutem”, mówi aktor.

"Moje pierwsze dziecięce występy miały miejsce w Krośnie. Z siostrą Ewą robiliśmy domowy show za pomocą suszarki i skakanki", śmieje się Robert. Na zdjęciach z tamtych lat w długowłosym i długonogim chłopcu trudno rozpoznać dzisiejszego gwiazdora. "Wyglądałem jak niezła laska", przyznaje aktor.

Reklama

Jego rodzice, choć z zawodu księgowi, mieli artystyczne dusze. "Słuchało się dobrej muzyki, śpiewaliśmy np. podczas rodzinnego gotowania", wspomina. Oprócz śpiewu miłością Roberta był sport. "Byłem trampkarzem klubu piłkarskiego Karpaty Krosno. Wróżono mi karierę, bo miałem »żelazne płuca«, a ze względu na moją sylwetkę i bujną czuprynę wołali na mnie Panenka (od nazwiska czeskiego piłkarza)".

W liceum wyspecjalizował się jednak w roli showmana i szybko zyskał popularność. Zamarzył o studiach aktorskich, ale za pierwszym podejściem się nie udało. "Wychodząc z budynku warszawskiej PWST po oblanym egzaminie, powiedziałem sobie: »Ja im jeszcze pokażę«!", wspomina.

Aby uchronić się przed obowiązkową służbą wojskową, podjął naukę w studium kulturalno-oświatowym na kierunku taniec ludowy. "Wycinałem hołubce i inne figury taneczne. To się bardzo przydało w zawodzie", podkreśla aktor.

W końcu dostał się na studia filmowe w Łodzi. "ADHD znowu się odezwało. Za swoje wybryki zostałem zawieszony, groziło mi wydalenie z uczelni. Ale byłem ambitny. Kiedy przeniosłem się do Warszawy i zatrudniłem w Teatrze Nowym, moja kariera nabrała rumieńców", podsumowuje.

Oskar Maya

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje