Za młoda gęba

Nie lubi mówić o miłości, przyznaje się do walki z Maciejem Dowborem, wierzy, że młody wygląd może przeszkadzać w karierze. I nie jest to prowokacja szalonego prezentera!

Słyszałem, że spoważniałeś. Przestałeś jeździć na motocyklu...

Reklama

Maciej Rock: - Sprzedałem go po wypadku. Kiedyś potrąciłem pieszą. To była jej wina, bo weszła pod motocykl, w dodatku na oczach policji. Ale do dzisiaj mam przed oczami widok zalanej krwią kobiety. Zdałem sobie sprawę, że niezależnie od tego, jak długo by się nie ćwiczyło, może się okazać, że ktoś inny popełni błąd. Na motocyklu człowiek jest bezbronny. Dlatego mimo prawdziwej pasji do jazdy, nigdy już nie wsiądę na motocykl, bo mam dzieci. Teraz korzystam głównie z komunikacji miejskiej.

Kiedyś byłeś bardzo bojowy. Z tego powodu nawet wyrzucili cię z radia.

- Miałem wtedy dwadzieścia parę lat i byłem gówniarzem. Mogłem smagać biczem sprawiedliwości wszystko, co mi się nie podobało. W imię prawdy byłem w stanie tłuc się ze wszystkimi. Teraz mam trzydzieści cztery lata, dwoje dzieci, a za sobą wiele porażek. Były też momenty, kiedy media o mnie zapominały. Na szczęście miałem trochę oszczędności i co ważne, nie byłem wtedy żonaty. Ale takie doświadczenia spowodowały, że oprócz czerni i bieli, zaczynam dostrzegać szarości. I już nie oceniam ludzi tak łatwo jak dziesięć lat temu.

- Kiedyś byłem dziennikarskim partyzantem, bez wahania przelałbym krew za wartości, w które wierzyłem. Teraz może spakowałbym rodzinę i uciekł z kraju? Bo czuję się odpowiedzialny nie tylko za siebie.

Mało kto wie, że jesteś mężem i ojcem. Próżno szukać twoich sesji z rodziną w kolorowych magazynach. Nie lubisz opowiadać o miłości?

- Nie widzę w tym żadnego sensu. To nie daje dobrych efektów i nie wnosi nic ciekawego do mojego życia zawodowego. Dzięki temu, że jestem dyskretny, mam też spokój z paparazzi. No bo jakby wyglądało takie zdjęcie? Idę ja, a później trzy postacie z zamazanymi twarzami?

Czujesz się dziś lepszy zawodowo?

- Czuję się tak samo. I z nikim nie zamierzam się ścigać. Chciałbym robić rzeczy istotne i poważne. Ale do tego potrzebuję jeszcze sześciu, siedmiu lat. Teraz mam za młodą gębę!

Ale w programie "Must Be The Music" odnajdujesz się znakomicie. Szykuje się kolejna edycja. Zdradzisz receptę na sukces?

- Formuła "Must Be The Music" jest prosta. To nie my kreujemy nowych idoli, tylko słuchacze. Teraz, kiedy robimy czwartą edycję, czuję wielką siłę tego programu.

Uczestnicy dają sobie potem radę na rynku?

- Utrzymują się z tego samego, co cała nasza branża muzyczna: z imprez firmowych.

Chałturzą?

- A pokaż mi zespół, który w Polsce nie chałturzy? Przecież nie masz co miesiąc trasy koncertowej.

Uważasz, że tylko nieliczni muzycy żyją ze sprzedaży płyt?

- W Polsce? To chyba głęboki underground! Jestem pewien, że nawet Behemot przyjąłby propozycję zagrania dla jakiejś wyluzowanej firmy, np. z branży informatycznej (śmiech).

Oprócz "Must Be the Music" współprowadzisz z Agnieszką Popielewicz "Się kręci". Tęsknisz za duetem z Maćkiem Dowborem?

- Bardzo chciałbym poprowadzić z nim program, ale nam nie pozwalają. W telewizji lepiej wygląda para prowadzących - facet i dziewczyna. Na początku buntowałem się przeciwko temu, ale teraz widzę, że tak jest faktycznie lepiej. My z Maćkiem nie dość, że jesteśmy kuplami, to jeszcze myślimy podobnie. A kobieta wprowadza nową jakość i przełamuje monotonię męskiego punktu widzenia.

Szkoda ci było Maćka, gdy Szymon Majewski wkręcił go w rozmowę z sobowtórem Agnieszki Radwańskiej?

- Szymon zrobił mistrzowski żart. Ten numer to petarda, miazga. Jednak nie zrobił tego konkretnie Maćkowi, tylko całej ekipie "Się kręci".

Byłbyś wściekły, gdyby to spotkało ciebie?

- Mnie akurat łatwo wkręcić, bo nie znam się na sporcie i nie wiem, jak wygląda Radwańska. Ciebie na przykład mógłbym bez problemu pomylić z Michaelem Jordanem. Co ciekawe, to ja miałem wtedy robić ten wywiad i byłem wpisany w grafik. Ale wszystkim wydawało się naturalne, że skoro Dowbor zna się na tenisie, to on powinien gadać z Radwańską. Dlatego w ostatniej chwili zmieniono prowadzącego.

- Ktoś, kto nigdy nie prowadził programu na żywo, nie ma prawa oceniać tej sytuacji. Bo to wygląda tak: słyszysz w słuchawce "masz Radwańską, jedziesz!". I co masz zrobić? Poprosić o dowód osobisty? Wpadki zdarzają się wszystkim.

Jak oceniasz dowcip o Ukrainkach w programie Figurskiego i Wojewódzkiego? Przeholowali?

- Oni dobrze wiedzą, że przeholowali. Moim zdaniem dziennikarze powinni brać odpowiedzialność za to, co mówią. Nie chodzi o żadną wyrazistość przekazu czy walkę o wolność słowa, tylko po prostu o to, że oni poszli o jeden most za daleko. Natomiast tzw. opinia publiczna zareagowała za ostro i tym samym też przeholowała.

Nie masz ochoty oderwać się od show-biznesu i sprawdzić się na innym polu? Ostatnio twoi koledzy, Maciek Dowbor i Paulina Sykut, wzięli udział w triatlonie. Może czas na ciebie?

- Nie cierpię biegać, nie rozumiem ludzi, którzy to robią. Owszem, lubię rowerowe wycieczki z synem. To jest fajne. Ale nie mam ambicji sportowych. Co innego, jak gramy z Dowborem w piłkarzyki albo w gry komputerowe. Wtedy jest walka na całego. Nie ma zmiłuj, trzeba zniszczyć przeciwnika!

Oskar Maya

SHOW 16/2012


Dowiedz się więcej na temat: Maciej Rock | Maciej Dowbor

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje