A ty znów przy komputerze?!

Nasza 15-letnia pociecha dosłownie „przylepiła się” do komputera. I wcale nie po to, żeby pomóc sobie w odrabianiu lekcji. On grał w gry komputerowe! Tak nim owładnęły, że wszystko inne zeszło na dalszy plan.

Kiedy syn dostał od nas na urodziny wymarzony komputer, cieszył się jak małe dziecko.

Reklama

Czas mijał i ani się obejrzeliśmy, jak w ciągu półtora roku nasza 15-letnia pociecha dosłownie "przylepiła się" do komputera. I wcale nie po to, żeby pomóc sobie w odrabianiu lekcji. On grał w gry komputerowe! Tak nim owładnęły, że wszystko inne zeszło na dalszy plan.

Zaniedbał naukę, kłócił się z Martą, młodszą  siostrą. Ponoć przeszkadzała mu w graniu.

- Dość tego, kolego. Dostajesz godzinę dziennie w dzień powszedni, po dwie w weekend - zdecydował mąż. Na nic zdały się prośby i gniew Bartka.

- Ustalone i nie będzie inaczej - usłyszał od ojca.

Wydawało się, że syn w końcu przyjął to do wiadomości. Wyciągnął z piwnicy rower, poprosił o piłkę do koszykówki.

- Lekcje odrobione. Jadę do Witka i na boisko pograć w koszykówkę - obwieszczał nam, oczywiście po wykorzystaniu swojego komputerowego limitu.

- Wszystko się poukładało - cieszyłam się. Byłam zadowolona, że Bartek spędza sporo czasu na świeżym powietrzu.

Niestety, w szkole w dalszym ciągu szło mu opornie.

- Ukrócę mu tę koszykówkę - złościł się mąż.

- Tato, on gra, ale nie w piłkę - powiedziała Marta.

- Jak to nie gra w piłkę? A w co? - dociekałam, ale córka nie chciała powiedzieć. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Faktycznie, z treningów Bartek wracał niespocony...

Miesiąc temu spotkałam matkę Witka, kolegi syna.

- Cieszę się, że nasi chłopcy są tacy spokojni. Siedzą sobie w pokoju i całymi godzinami grają na komputerze - szczebiotała.

- To oni nie grają w koszykówkę?

- Nie. I dobrze że nie latają po mieście. Teraz takie czasy...

- Gdzie byłeś? - spytałam Bartka, gdy wrócił do domu.

- Pojechaliśmy rowerami nad rzeką - powiedział.

- Z Witkiem? - dociekałam.

- Tak - odpowiedział. Kiedy powiedziałam, że rozmawiałam z matką Witka,  w końcu przyznał się, że nas oszukiwał.

Mąż zablokował komputer i zabronił Bartkowi wychodzenia po szkole z domu.

- Dopóki nie zmądrzeje - zapowiedział mąż. - Oduczę go takich sztuczek.

 Mam mieszane uczucia. Bo jak zabronić nastolatkowi korzystania z komputera? Przecież to XXI wiek. Może zwiększyć mu limit grania, żeby nie oszukiwał?

Joanna J. z Łomży


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje