BABCIU, PROSZĘ, WEŹ DLA MNIE PIESKA

​- Babciu, a jak byłaś mała, to miałaś pieska? - spytała nagle Zuzia, moja 8-letnia wnuczka.

Byłyśmy w kuchni, mała odrabiała lekcje przy stole, a ja szykowałam obiad. Zuzia wpada do mnie po szkole, gdy rodzice są w pracy. Nie lubi siedzieć w świetlicy, a ja nie mam nic przeciwko temu. Jedyna wnusia jest moim oczkiem w głowie.

Reklama

- Tak, pewnie, że miałam - odpowiedziałam. - Wabił się Burek, jak większość psów na wsi, gdzie się wychowałam - uśmiechnęłam się.

- A lubiłaś go? - dopytywała się Zuzia. - Mieszkał w twoim pokoju?

Tym razem roześmiałam się głośno.

- Kochanie, po pierwsze nie miałam swojego pokoju tak jak ty, a po drugie Burek mieszkał w budzie na podwórku i do domu nie miał wstępu - wyjaśniłam.

- Oj, biedny... - zmartwiła się wnuczka. - Ja bardzo bym chciała mieć pieska, byłby moim największym przyjacielem - rozmarzyła się. - Ale rodzice się nie zgadzają, mówią, że to za dużo obowiązków. Proszę ich i proszę, nawet wczoraj się popłakałam, ale nie pomogło... - przyznała.

- Rodzice mają rację - próbowałam tłumaczyć. - Piesek to nie zabawka, nie wystarczy go głaskać, trzeba się nim opiekować, dawać jeść, wyprowadzać na spacer...

- Ale ja bym to wszystko robiła, naprawdę! - Zuzia zerwała się z krzesła i przytuliła do mnie mocno.

- Babciu... - szepnęła. - A może ty byś wzięła sobie pieska? Może być malutki, nie miałabyś kłopotu, a ja bym cię codziennie odwiedzała i się nim zajęła. I ty też byś miała towarzystwo, bo dziadek jest stale w pracy - trajkotała.

- Oj, ty mała spryciulo - uśmiechnęłam się. - Naprawdę mam co robić i piesek mi zupełnie niepotrzebny!

Zuzia odsunęła się ode mnie i zrobiła obrażoną minę.

- No tak, ty też mnie nie rozumiesz, zupełnie jak mama i tata - oczy jej się zaszkliły. - A ja naprawdę kocham pieski, chciałabym tak bardzo mieć swojego... Przecież jestem już duża.

- Zuziu, kochanie -  zrobiło mi się żal małej. - Zastanowię się, dobrze? Porozmawiam z dziadkiem... A potem zobaczymy.

- Och, naprawdę? -  buzia Zuzi rozpogodziła się w okamgnieniu. - Babciu, jesteś kochana! - rzuciła mi się na szyję.

Od tamtego dnia minął tydzień. Zuzia codziennie dopytuje się, czy już się zastanowiłam i zauważyłam, że jest coraz bardziej smutna, nawet chyba obrażona, że nie podjęłam jeszcze decyzji. A ja nie wiem, co robić.  Chciałabym z całego serca sprawić jej przyjemność, ale... Mąż jest przeciwny i puka się w głowę. 

Uważa, że po kilku dniach zachwytu Zuzia się znudzi pieskiem i wszystkie obowiązki spadną na mnie. Obawiam się, że ma rację... Ale z drugiej strony, nigdy nie wiadomo, może mała rzeczywiście będzie się nim czule opiekować? Jeśli ja zawiodę i odmówię, może nie zechce już mnie tak często odwiedzać?

Kazimiera Milik z Tucholi

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje