Bez komputera ani rusz

​Bardzo się cieszyłam na ten wspólny, dwutygodniowy wyjazd na Mazury.

- Nareszcie będziemy cały czas we trójkę. Ja, ty, Maciek. Popływamy, poopalamy się, pojeździmy na rowerze, pogramy w piłkę z młodym, on ma tak mało ruchu... - mówiłam do męża.

Reklama

Nie mogłam doczekać się urlopu. No i wreszcie nadszedł. Zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę nad jeziora. Po kilku godzinach dojechaliśmy na miejsce. Zaczęłam rozpakowywać rzeczy.

- Po co ci ten laptop? - zdziwiłam się, kiedy otworzyłam plecak syna.

- Przyda się - usłyszałam od Maćka.

- Żartujesz, będzie tak fajnie, że zapomnisz o komputerze  - powiedział mąż i zabrał się do przeglądania sprzętu wędkarskiego.

Maciek udał, że tego nie słyszy. Zaczęły się nasze wczasy. Kąpaliśmy się, opalaliśmy, ale Maciek rzadko nam towarzyszył.

- Nie będę pływał, za zimna woda. A w ogóle nudzę się. Pójdę sprawdzić w kompie, jaka będzie jutro pogoda... - szukał pretekstu, aby szybko znaleźć się przed komputerem.

Nawet nie zdążyłam zaprotestować. Oczywiście, na plaży już się nie pojawił. Przesiedział pół dnia w Internecie.

- Synu, dosyć tego ślęczenia przed komputerem! Przyjechałeś tu po słońce i po świeże powietrze, pojeździć na rowerze... Będziesz mógł korzystać z laptopa tylko wieczorem - zadecydował mąż.

- Ale przyjechałem też spędzić miło czas. Przecież to są, kurcze, moje wakacje... - próbował bronić się.

- Nie z komputerem! - poparłam męża.

Maciek musiał się z tym pogodzić. Ale swoje niezadowolenie manifestował na każdym kroku. Prawie się do nas nie odzywał, ciągle miał skwaszoną minę... Tylko wieczorem, po kolacji miał używanie w... Internecie.

Ale zdarzyło się coś, co poprawiło nastrój Maćkowi. Do sąsiedniego domku przyjechało sympatyczne małżeństwo z dwoma synami 13-letnim Kubą i 11-letnim Stasiem. Zaczęliśmy trzymać się razem. Graliśmy w siatkówkę, robiliśmy obok siebie nasze plażowe obozowiska. Chłopcy początkowo kręcili się obok nas, ale wkrótce zaczęli znikać w domku.

Narzekali, że jest im za gorąco. A co robili? Oczywiście siedzieli przed laptopem. Nie byłam zadowolona. Nie chciałam wtrącać się w to, co robią tamci chłopcy, ale Maćkowi kazałam natychmiast wracać na plażę.

-  Przesadzacie - usłyszałam od matki Kuby i Stasia. - Takie czasy, bez komputera ani rusz. Moi bez facebooka, gadu-gadu żyć nie potrafią.Przynajmniej nie marudzą.

No i nasz Maciek, kiedy tylko nadarzała się okazja, ochoczo do nich dołączał. Tym bardziej,

że chłopcy siedzieli na plaży z... komputerem.

Robiliśmy, co mogliśmy, by aktywnie wypełnić mu czas. Zachęcaliśmy go do spływu kajakowego, zwiedzania... A on łaskawie zgodził się raz czy dwa pójść z ojcem na ryby.

- Kiedy w końcu stąd wyjedziemy? - zapytał zniecierpliwiony.

 Tym podsumował nasze wakacje. Zrozumiałam, że Maciek nie potrafi  żyć bez komputera i nic innego w wolnym czasie go nie cieszy. Jak to zmienić i czy to jest w ogóle możliwe?

Alicja W. z Inowrocławia

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 34 (w sprzedaży od czwartku 22 sierpnia br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: ojciec | matka | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje