Bo nie chcę być ''wieśniarą''…

Kupiła sobie obcisłe spodnie i megakrótką spódnicę. Kiedy mi to pokazała, aż jęknęłam: – To do szkoły?! Iza zrobiła naburmuszoną minę. – Muszę tam jakoś wyglądać – powiedziała hardo.

W tym roku moja córka Iza rozpoczyna naukę w gimnazjum.

Reklama

- Czeka cię duża zmiana. Nowi nauczyciele, nowi koledzy... - próbowałam z nią porozmawiać.

- Spoko, wiem - nie chciała mnie słuchać, ale widziałam, że była przejęta. Zapowiedziała, że sama kupi sobie podręczniki,  i nowy plecak. Odłożyłam pieniądze na zakupy, powiedziałam Izie, gdzie leżą i postawiłam na jej samodzielność.

Gdy wróciła z obozu, rozpoczęła wędrówki po sklepach. W pierwszym tygodniu przybyło kilka nowych bluzek, w jaskrawych kolorach, z jakimiś cekinami... Kupiła sobie obcisłe spodnie i megakrótką spódnicę. Kiedy mi to pokazała, aż jęknęłam:

- To do szkoły?!

Iza zrobiła naburmuszoną minę.

- Muszę tam jakoś wyglądać - powiedziała hardo.

- Ale szkoła to nie dyskoteka!

- Wiem, jak się tam ludzie ubierają - usłyszałam. - Poza tym kupuję nie za twoje. Babcia dała mi pieniądze, poza tym miałam oszczędności.

Mówiła prawdę, gotówka na szkolne zakupy leżała prawie nienaruszona.

- I tak do szkoły w tym nie pójdziesz - zapowiedziałam i uznałam sprawę za zakończoną.

Kilka dni temu wróciłam do domu późnym wieczorem. Drzwi od pokoju Izy były zamknięte. Słychać było jakieś głosy, śmiech. Wniosłam torby z zakupami do kuchni. Nagle pojawiła się w niej córka.

- No, nie! Coś ty zrobiła? - krzyknęłam. Iza miała silnie rozjaśnione pasemka. 

- Nie podoba ci się? Wiedziałam - obraziła się.

Okazało się, że koleżanki pomogły jej przygotować wystrzałowy wizerunek z myślą o nowej szkole. Kiedy dziewczynki się wyniosły, nie obyło się bez awantury.

- Idziesz do gimnazjum, więc myśl o nauce, skompletowaniu książek, kółkach zainteresowań, a nie o strojeniu się i papuzich fryzurach - tłumaczyłam.

- Mamo, ty nic nie rozumiesz. Nie chcę wyglądać jak wieśniara! Nie da się z tobą wytrzymać - powiedziała rozgoryczona.

- Poczekaj, ojciec z tobą pogada - uprzedziłam.

Niestety, Andrzej zawiódł mnie. Na widok Izy i jej nowych, szkolnych ciuchów wzruszył tylko ramionami i zapowiedział, że nie będzie się wtrącał w "babskie sprawy".

Wydaje mi się, że jemu jest wszystko jedno, jak jego dziecko będzie wyglądać. Nie będę miała w nim sojusznika. Moja mama uważa, że powinnam dać jej więcej swobody.

- To mądra dziewczyna. Chce wypaść jak najlepiej. Jak się okaże, że wygląda jak kanarek wśród wróbli, dostosuje się do nich - stwierdziła. Co mam zrobić? Nie tak wyobrażałam sobie przygotowanie Izy do gimnazjum. Uważam, że traci zapał na to, na co nie trzeba.

A może nie mam racji?

Beata P. z Leżajska

 

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje