Bo ty tylko pracujesz...

Nie ma mnie w dzień, ale i w nocy - taki zawód. Chyba z tej bezczynności mąż stał się zazdrosny. Najpierw zaczął się dopytywać, czy wszystkie pielęgniarki tak rzadko bywają w domu.

Jestem pielęgniarką w szpitalu. Od dwóch lat to główne źródło dochodów naszej rodziny. Mąż jest budowlańcem, nie ma stałej pracy. Zdarza się, że siedzi w domu z dziećmi, a ja biorę dodatkowe dyżury.

Reklama


Nie ma mnie w dzień, ale i w nocy - taki zawód. Chyba z tej bezczynności mąż stał się zazdrosny. Najpierw zaczął się dopytywać, czy wszystkie pielęgniarki tak rzadko bywają w domu. Potem wypytywał o lekarzy, z którymi pracuję.

Kiedyś zauważył, jak mnie podwiózł do domu po pracy doktor z mojego oddziału. Miał po prostu po drodze. A ten mój stary cymbał zobaczył to przez okno. Najpierw się nie odzywał, a potem zaczął awanturę. Nawet nie przypuszczałam, że jest taki zazdrosny! Z czasem jakoś się to wyciszyło. Wystrzegałam się podwożenia, a on znów załapał jakąś fuchę. Ale któregoś dnia, po nocnym dyżurze uciekł mi autobus. Byłam tak padnięta, że zgodziłam się, gdy młody lekarz zaoferował miejsce w aucie. Wracał do domu przez moją okolicę. Mąż znów to zobaczył... Dwa dni dochodziłam do siebie po tej awanturze. Zapowiedział, że jeszcze raz i się wyprowadza!


A teraz sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała. Lekarz z oddziału ma prywatną praktykę. Szuka pielęgniarki. Znamy się chyba z dziesięć lat. Zaproponował mi pracę. To dobra okazja. Ale mam kłopot. Pieniędzy wciąż brakuje, ale jak o tym powiem mężowi - całkiem dostanie do głowy...


Porozmawiać z nim czy zapomnieć o propozycji lekarza i mieć spokój...

Joanna, 45 lat


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje