Chcę wrócić do starej szkoły

W pracy nie mogłam się skupić. Moje myśli wciąż biegły do domu i do tego, w jakim nastroju zastanę córkę. A przecież całą trójką tak cieszyliśmy się na przeprowadzkę to tego pięknego mieszkania!

W pracy nie mogłam się skupić. Moje myśli wciąż biegły do domu i do tego, w jakim nastroju zastanę córkę. A przecież całą trójką tak cieszyliśmy się na przeprowadzkę to tego pięknego mieszkania!

Reklama

- Cześć Karolinko, zaraz będzie obiad. Przygotowałam twoje ulubione danie - radośnie się z nią przywitałam. Ta siedziała w swoim pokoju pogrążona w myślach.

Dobrze, że nie płacze, jak było wczoraj i przedwczoraj - pomyślałam z nadzieją.

- Nie jestem głodna i w ogóle nic mi się nie chce - smutno odparła Karolina.

- Córeczko, rozumiem, że nadal nie zaprzyjaźniłaś się z żadną koleżanką w klasie? Zobaczysz, że lada dzień to nastąpi. Oni wszyscy muszą poznać ciebie lepiej, tak jak ty ich. Jesteś wspaniałą dziewczynką, niedługo dzieci z twojej klasy przekonają się do ciebie i wszystko się świetnie ułoży - tłumaczyłam.

- Mamo, oni wszyscy znają się od pięciu lat! Do końca roku szkolnego będę z boku, a tego nie wytrzymam - zaszlochała córka.

Miesiąc temu przeprowadziliśmy się do innego miasta i Karolina musiała zmienić szkołę. Tak niefortunnie wypadło, że na ostatnią klasę podstawówki. Myślałam, że z upływem czasu córka, choć nieśmiała, zbliży się do koleżanek, ale niestety z dnia na dzień jest coraz gorzej. Karolka idzie do szkoły jak na ścięcie, a po powrocie do domu popłakuje.

- Dlaczego nie mogę wrócić do starej szkoły? Będę odrabiać lekcje w pociągu. Zobaczysz, dam radę. Obiecuję, będę miała dobre oceny! - Karolina z nadzieją w głosie po raz kolejny wróciła do swego pomysłu.

- Dziecko, to przecież godzina jazdy pociągiem, a do tego kawał drogi do przejścia pieszo. Poza tym, co to za odrabianie lekcji w pociągu - perswadowałam.

Mąż także jest przeciwny.

- Absolutnie wykluczone, aby 12-latka spędzała codziennie trzy godziny w podróży do szkoły i z powrotem. Kto przy zdrowych zmysłach mógłby na to pozwolić? To przecież bzdura nie do przyjęcia - twierdzi.

Wiem, że mąż ma rację, ale martwię się o moją małą. I nie wiem, jak jej pomóc. Jak zachęcić do chodzenia do nowej szkoły? Jak dodać jej odwagi, aby sama zrobiła pierwszy krok i spróbowała zbliżyć się do którejś z nowych koleżanek?

Justyna Kostrzyńska z Kutna

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje