Chcesz seksu? To najpierw weź prysznic!

​Gdy pobieraliśmy się z Łukaszem, obiecaliśmy sobie absolutną szczerość. Od początku oboje uważaliśmy, że tylko wtedy związek dwojga ludzi ma sens.

To oczywiste - jeśli ludzie się kochają, mają do siebie zaufanie i dlatego mogą mówić sobie wszystko, i to, co dobre i to, co złe. U nas właśnie tak było. Dobrze się z tym czuliśmy. Zresztą, wszystko nam się układało, oboje mieliśmy pracę, zostaliśmy rodzicami, byliśmy młodzi, szczęśliwi. Wiadomo, jak to w małżenstwie, i nas nie omijały problemy, ale kto ich nie ma? Poza tym, wtedy jeszcze, gdy mieliśmy do siebie jakieś pretensje, umieliśmy obrócić to w żart. Najważniejsze, że po każdej kłótni szybko się godziliśmy. 

Reklama

Niestety, z czasem to się zmieniło. Wzajemnych pretensji było coraz więcej. A to że coś nie załatwione, zrobione nie tak, jak trzeba. Czasem szło o drobiazgi. Oczywiście, nadal mówiliśmy sobie z mężem wszystko. Tylko że już nie było tak łatwo wybaczyć niemiłe słowa, a po kłótniach przychodziły ciche dni. Prawda bolała o wiele bardziej niż kiedyś. 

I było, niestety, z każdym dniem coraz gorzej. Mąż na przykład zaczął częściej narzekać na nasze pożycie intymne. Mówił, że seks ze mną jest nudny, że za mało się staram, że chyba przestało mi już na tym zależeć, żeby mu sprawić przyjemność. Ja mu na to, że skoro on idzie do łóżka bez prysznica i z trzydniowym zarostem, to mnie się od razu seksu odechciewa. A jak jeszcze wypomniałam mężowi, że mógłby trochę schudnąć i zrzucić z brzucha fałdę tłuszczu, to on mi odburknął, żebym lepiej przyjrzała się swoim zmarszczkom pod oczami. No i zrobiło się nieprzyjemnie. Teraz to już nie chodzi nawet o to, że prawda boli i wzajemnie się na siebie za nią obrażamy. Gorsze jest to, że chyba oboje przestaliśmy sobie ufać. No bo jeśli mąż mi powiedział, że skoro on mi się już nie podoba, to może sobie znaleźć kochankę, to co ja mam o tym sądzić? Może już ją sobie znalazł? Oczywiście zrewanżowałam mu się, mówiąc, że niejeden kolega z pracy chciałby się ze mną umówić. Droga wolna - powiedział na to mój małżonek. 

Sama już nie wiem, co robić i co o tym wszystkim sądzić. Chyba jednak ta szczerość w małżeństwie nie popłaca. Wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle. Mam takie przeczucie, że jeśli dalej będziemy mówić sobie prawdę, nasze małżeństwo diabli wezmą. Czy w takim razie mamy zacząć się oszukiwać?

Marta, 44 lata


Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: łóżko | seks | para

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje