Córka się nas wstydzi

​Kiedy Danusia zaczęła się uczyć w gimnazjum, byłam bardzo zadowolona.

 Córka dostała się do klasy z rozszerzonym angielskim. Chodziła dumna jak paw.

Reklama

- Kiedyś będę tłumaczką albo dziennikarką - marzyła.

Oboje z mężem cieszyliśmy się, że mamy taką ambitną córkę. A ona jak na skrzydłach biegła do szkoły. Wracała z niej w dobrym nastroju. Chętnie opowiadała mi o tym, co się dzieje na lekcjach, o swoich ulubionych koleżankach.

- Zaproś je do domu - zaproponowałam.

- To będzie spore zamieszanie, bo przyjdzie ich ze sześć - zapowiedziała z uśmiechem.

- Nie mam nic przeciwko temu - powiedziałam.

Niestety, po tej wizycie wiele się zmieniło. Danusia zaczęła nam robić jakieś dziwne uwagi.

- Dlaczego nie mamy płaskiego telewizora? Czy nie możecie kupić zmywarki? - pytała.

- Nie stać nas na to - tłumaczyłam.

- Innych stać, a was  nie - skwitowała ze złością.

Pokiwałam tylko głową. Byłam zdumiona, że moje dziecko zadaje takie pytania. Przecież zna naszą sytuację. Jestem fryzjerką, mąż łapie chałtury na budowie. Kiedy ma zlecenia, haruje całymi dniami. Ja też. A i tak z trudem wiążemy koniec z końcem. Mamy na utrzymaniu dwoje dzieci, starszy syn studiuje w innym mieście. Spłacamy kredyt, który zaciągnęliśmy, by pomóc mu opłacić czesne...

Nie minął tydzień, jak Danusia znów mnie zaskoczyła. Krzątałam się po kuchni, kiedy ni stąd ni zowąd przystąpiła do krytykowania mojego wyglądu.

- Mamo, dlaczego masz takie niemodne ciuchy? Do pracy chodzisz ciągle w tych samych spodniach i bluzkach. Nie możesz sobie kupić czegoś fajnego? - spytała poirytowana.

- Chętnie, jak mi pożyczysz z kieszonkowego - zażartowałam.

Danka fuknęła i wyszła. Nie przejęłam się tym i kończyłam gotować obiad. Zbliżały się urodziny Danusi. Zaproponowałam, żeby urządziła w domu przyjęcie dla koleżanek z klasy.

- Za nic. Ja tu już nigdy nikogo nie zaproszę. Mieszkamy jak w kurniku. Inni mają domy albo duże mieszkania. A my co? Duży pokój przedzielony na dwa! - prawie wykrzyczała. - Nie mamy nawet przyzwoitego samochodu, tylko takiego starego gruchota. Pracujecie, pracujecie i co?

Zrozumiałam, co moją córkę tak mocno gnębi. Czuła się po prostu gorsza od swoich rówieśników. Wstydziła się własnego domu, mnie, ojca. Przytuliłam ją.

- Powiedz mi, co naprawdę się dzieje - poprosiłam.

Okazało się, że po pierwszej wizycie koleżanki mocno skrytykowały nasze mieszkanie.

- Użalały się nade mną, że muszę męczyć się w takich warunkach - szlochała Danka.

- Żyjemy skromnie, ale w mieszkaniu jest czysto, przytulnie. Ciężko pracujemy na utrzymanie rodziny... - próbowałam tłumaczyć.

Ale chyba na nic to się zdało. Danusia chciałaby dorównać koleżankom. Jak pomóc córce? Jesteśmy przecież kochającą się rodziną. Ona jest mądrą, zdolną dziewczyną i nie powinna się czuć gorsza od koleżanek. Ale jak jej wytłumaczyć, że to jakie się ma ciuchy, auto, telewizor tak naprawdę nie ma znaczenia.

Anna K. z Przemyśla

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 12 (w sprzedaży od 20 marca 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne



Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: mama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje