Czemu on jest niesamodzielny?

Długo staraliśmy się o dziecko. Kiedy urodził się Krzysio, chuchałam na niego i dmuchałam. Może przesadziłam…

- Mamo! - mój synek, obecnie 11-letni, jak zwykle zawołał mnie rano. - Nie chcę iść dzisiaj do szkoły, noga mnie boli - westchnął, a widząc mój niedowierzający wzrok, dodał:
- I koledzy mi dokuczają.

Reklama

- Dlaczego?

- Śmieją się, że mnie odprowadzasz do szkoły...

- Proponowałam, że będziemy się rozstawać za zakrętem przed szkołą - zauważyłam.

- Wolę z tobą...

- Krzysiu, zdecyduj się. Musisz chodzić do szkoły!

- No dobrze - skrzywił się.
- Ale na wycieczkę nie pojadę, nie chcę!

Nie zdziwił mnie ten wybuch. Na jesieni Krzysio był z klasą na zielonej szkole, co skończyło się tak, że mąż musiał po niego pojechać i go stamtąd zabrać. Płakał, chlipał, w końcu zachorował. W domu szybko nastąpiło "cudowne uzdrowienie"...

- Krzysiu, dzieci w twoim wieku nie chodzą wszędzie z mamami, to chyba jest fajnie pojechać z kolegami, bez nas, rodziców.

- Wcale nie! - przerwał mi. - Oni się stale biją, a mnie przezywają i śmieją się ze mnie, bo nie umiem grać w nogę...

Westchnęłam. Smutnego syna odprowadziłam do szkoły.

- Nauczę go, jak radzić sobie po męsku! - zdenerwował się mąż, gdy mu wszystko opowiedziałam wieczorem. - Wychowałaś go na maminsynka!

- Ja? Oboje jesteśmy rodzicami! - broniłam się.

- No więc ja teraz pokażę mu, jak być chłopcem, a nie mazgajem i babą - odparował mąż. Wziął zdumionego Krzysia za rękę i zamknął się z nim w pokoju.

Niestety, nic dobrego z tego nie wynikło.

-  Przecież pokazywałem ci, jak masz się zasłonić! Nie stój tak, zrób coś! - usłyszałam wściekłego męża. Zajrzałam tam.

- Ale ja nie umiem! - chlipał synek.

- Przestańcie! - krzyknęłam zła. - Co to ma być, uczysz syna bijatyki?

- Wcale nie, ale to już duży chłopiec, nie może stale trzymać się twojej spódnicy. Musi umieć sobie radzić - mąż był aż czerwony.

Skończyło się na tym, że Krzyś, widząc jak się kłócimy, rozpłakał się na dobre.

Nie wiem, co robić. Może rzeczywiście syn powinien już się ode mnie "odkleić", przebywać więcej z kolegami. Ale czy mam go do tego zmusić? To przecież absurd! Nie mam serca odepchnąć go od siebie, a chyba tego oczekuje mój mąż... Jak sprawić, by Krzysio stał się bardziej samodzielny?

Renata Chrzanowska z Iławy


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje