Reklama

  •  

    Czy hazard to sposób na łatwe pieniądze?

Wygląda na to, że od lat mieszkam pod jednym dachem z hazardzistą i dopiero teraz wyszło to na jaw.

Zdjęcie

Boję się o przyszłość naszej rodziny /© Panthermedia
Boję się o przyszłość naszej rodziny
/© Panthermedia
Staszek, mój mąż, to tzw. złota rączka, wiele rzeczy umie w domu naprawić. Jakiś czas temu oznajmił mi uradowany, że wreszcie dzięki swoim umiejętnościom będzie mógł trochę dorobić. Trafiła mu się, jak twierdził, świetna okazja - znajomy odziedziczył po rodzicach stary dom i będzie temu znajomemu pomagał w drobnych naprawach. Odtąd mąż raz, dwa razy w tygodniu jechał po pracy prosto do znajomego.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Hanka powinna:

  • 64%
  • 36%
głosów: 22
A gdy wracał wieczorem, przynosił 100-150 zł, bo znajomy płacił od ręki. Bardzo się cieszyłam, to przecież w końcu niemałe pieniądze. I pewnie żyłabym w przeświadczeniu, że mąż dorabia jako złota rączka, gdyby nie przypadek. Któregoś wieczora odebrałam nasz domowy telefon. Dzwonił kolega męża. Pytał, czy nie wiem, co się dzieje ze Staszkiem, bo cała paczka już czeka, a bez Staszka nie chcą zaczynać. Od słowa do słowa, okazało się, że ta paczka to koledzy męża od gry w karty.

A mnie mówił, że tego wieczora miał, jak zwykle, pracować u znajomego! Gdy mąż wrócił do domu, od razu go o to spytałam. I wtedy... Nie wierzyłam własnym uszom, gdy mówił, że cały czas mnie okłamywał, że nie pracował u kolegi, tylko grał w karty na pieniądze. Zrobiłam mu awanturę. Bo nie dość, że mnie okłamał, to jeszcze wpadł w karciany nałóg i został hazardzistą.

Reklama

A mąż na to, że on to wszystko zrobił dla naszego, a zwłaszcza mojego dobra. Bo gdyby mi powiedział, że dorabia grą w karty, to bym mu tę awanturę od razu zrobiła.

A przecież nic złego się nie dzieje - on ma frajdę, a ja pieniądze. I gorzej by było, gdyby te pieniądze zatrzymywał dla siebie. Prawdę mówiąc, byłam na męża bardzo zła. Ale gdy sobie wszystko przemyślałam, doszłam do wniosku, że może ma rację? Postanowiłam nie wracać więcej do tego tematu. Mąż nadal więc gra w karty i oddaje mi wygrane pieniądze. A ja biorę i o nic nie pytam.

Tylko że gdzieś tam, w głębi duszy, odczuwam niepokój. Bo widzę, że mąż z taką radością zakreśla w kalendarzu terminy tych swoich spotkań, że wprost się ich doczekać nie może, tak się wciągnął! Przecież to czysty hazard!

 Może już się tak uzależnił, że ta gra to dla niego nie przyjemność, ale przymus? A jak dobra passa minie i zacznie przegrywać? Sama nie wiem, czy nie powinnam z nim porozmawiać, by poszedł do specjalisty od uzależnień? A może ja powinnam pójść - w tajemnicy przed mężem - i opowiedzieć o jego problemie?

Hanka, 52 l.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sprawy rodzinne

Chwila dla Ciebie
Więcej na temat:hazard | problemy | małżeństwo

Zobacz również

  • Wasze komentarze

  • Oceń tekst

    Ocen: 3

Reklama

Wasze komentarze (11)

  • 25.01 (12:30)
    ~Ostrozna
    Na twoim miejscu wystapilabym o rozdzielnosc majatkowa i kazala mu wszystko - mieszkanie, samochod - przepisac na siebie. Tak na w razie co.
  • 25.01 (12:29)
    ~Zojka
    Spokojnie, dopoki wygrywa, to co Ci to szkodzi? A nawet gdyby troche przegral, to tez nie problem, skoro mu to sprawia taka frajde. To przeciez taa sama rozrywka jak kazda inna. Jak idziesz do kina, to nigdy nie dostajesz przeciez "zwrotku kosztow". Po prostu dobrze sie bawisz i za to placisz, prawda? A tymczasem tu maz nie dosc, ze ma rozrywke, to jeszcze ma z tego kase. Do specjalisty go wyslij, kiedy zacznie przegrywac zbyt duzo i nie bedzie potrafil przestac.
  • ~Link sponsorowany
  • 25.01 (12:11)
    ~Ewa, 44 l
    Chyba za szybko przeszłaś nad całą sprawą do porządku dziennego. Jakoś mi się to wszystko nie podoba.
  • 25.01 (12:09)
    ~Irmina, 56 l
    Chyba bym nie chciała, żeby mój mąż zarabiał w taki sposób. Nie czułabym się z tym dobrze.
  • 25.01 (12:07)
    ~Anna, 49 l
    Moim zdaniem, twój mąż jest uzależniony. A co ty z tym zrobisz, to już twoja sprawa.