Czy ja już ich nie obchodzę?

– Krysiu, więc wszystko ustalone: przychodzicie do mnie wszyscy w sobotę w przyszłym tygodniu! – podekscytowana rozmawiałam z córką o swoich urodzinach. Okrągłych, bo skończyłam właśnie 75 lat. – Zaprosiłam też Wandę i Zygmunta z rodzinami. Długo ich nie widziałam, a to przecież moje rodzeństwo! Razem z wami będzie 15 osób.

- Też bardzo się cieszę na to spotkanie, upiekę coś pysznego - uśmiechnęła się Krysia. - No a wy, macie już dla babci jakiś prezent? - zagadnęła Julkę i Jaśka - moje wnuki.

Reklama

- Noo... - 15-letnia Julia oderwała wzrok od smartfona i spojrzała na brata, który lekko się skrzywił. - Wiesz, babciu... właściwie to my z Jaśkiem nie możemy przyjść...

 - Jak to?! Dlaczego? - osłupiałam. - Przecież od tygodni o tym rozmawiamy i tak ustaliłam termin i godzinę, żeby wszystkim pasowało, wam też. Co się stało?

 - W sobotę jest koncert w mieście, przyjeżdża znany zespół, wszyscy tam idą, my też chcemy... - wyjaśnił Jasiek.

 - Ja się chyba przesłyszałam! - Krysia podniosła głos. - Babcia organizuje rodzinne spotkanie z ważnej dla niej okazji, a wy nie chcecie przyjść?! Nie zgadzam się na żaden koncert! Pójdziemy na urodziny babci.

 - I co my będziemy tam robić?! - wybuchnęła Julka. - Nudzić się przy stole i słuchać jak wujek Zygmunt opowiada stale te same stare dowcipy?

 - A ciocia będzie na pewno pytać,  jak nam idzie w szkole i takie tam bzdury. Nie idę! - dodał Janek.

 - Jeszcze o tym sobie porozmawiamy, a teraz zajmijcie się lekcjami - moja córka, wzburzona, odesłała dzieci do ich pokoju.

Słuchałam tej wymiany zdań ze ściśniętym sercem i szczerze mówiąc, z trudem powstrzymywałam łzy. Julka i Jaś to moje jedyne, ukochane wnuki. Jak byli mali, mieliśmy wspaniały kontakt - byłam dla nich najukochańszą babunią, a oni dla mnie wszystkim na świecie. Ale potem, gdy mieli już po naście lat, kilka lat temu, przestałam być w ich życiu taka ważna.

- Marysiu... to normalne - przekonywał mnie mąż, gdy wróciłam od córki. - Oni mają swoje sprawy, a my, starzy, jesteśmy dla nich tylko nudni.

 - Rozumiem to. Nigdy nie nalegałam, żeby mnie często odwiedzali albo stale dzwonili, ale teraz... A może przełożę tę imprezę na inny dzień, żeby dzieci mogły przyjść? - zaproponowałam nieśmiało.

- Nie ma mowy mamo! - obruszył się mąż. - Wnuki nie będą ci dyktować, kiedy masz wyprawiać urodziny! Zwłaszcza że ten cały koncert to zwykła wymówka. Wcale nie muszą tam iść, tylko kręcą, żeby się wymigać!

Jest mi przykro i czuję się nieswojo. Czy naprawdę już dla wnuków zupełne się nie liczę? Jak powinnam postąpić? Przełożyć uroczystość, czy nalegać by mimo wszystko przyszli w ustalonym terminie? A może zaakceptować, że ich nie będzie?

Maria Danielewicz z Łodzi

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje