Czy jestem pracoholiczką?

​Po skończeniu liceum pracowałam jako pomoc biurowa.

Zajmowałam się segregowaniem dokumentów, rozkładaniem korespondencji i odbieraniem telefonów, gdy nie było asystentki szefa. Nigdy nie spóźniłam się do pracy, zawsze wychodziłam ostatnia.
- Pani Marto, nie powinna pani być już w domu? Wszyscy już poszli - zagadywał mnie szef.
A mnie się wydawało, że jeszcze tyle jest do zrobienia. Przecież mogę listy z każdej firmy powkładać do teczek o tym samym kolorze. Łatwiej będzie je odszukać. No i kwiatki trzeba podlać, sprzątaczka często o tym zapomina...
Do kolejnej pracy trafiłam z referencjami: punktualna, pracowita, oddana firmie.
Awansowałam na stanowisko sekretarki. Byłam w swoim żywiole. Tyle miałam do zrobienia. Nie tylko dbałam o porządek i organizację pracy w firmie, ale z własnej inicjatywy umawiałam przełożonego do dentysty, dzwoniłam, gdy zapomniał odebrać garnitur z pralni.
- Marta, daj spokój, przecież to nie należy do twoich obowiązków - koleżanki z innych działów nie mogły zrozumieć, po co to robię. Każdy powinien zajmować się tylko tym, co ma w obowiązkach.
Na urlop trzeba mnie było wypychać siłą. Wydawało mi się, że to strata czasu. Zaczęłam zostawać po godzinach, bo zawsze znalazłam jakieś zajęcie. Właściwie nie miałam znajomych poza tymi z pracy. Nie miałam na to czasu!
- Dziewczyno, ty jesteś pracoholiczką! - usłyszałam niedawno od koleżanki z firmy.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Czy jest w tym coś dziwnego, że lubię pracować?

Reklama

Marta

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje