Czy naprawdę za bardzo go kocham?

Wojtek (37 l.) to mój jedyny syn, który zawsze był moim oczkiem w głowie, ale to chyba nic dziwnego, prawda?

Po śmierci męża 7 lat temu, wyszłam po raz drugi za mąż za Edwarda, którego pokochałam dojrzałą miłością. Mieszkamy razem w moim domu, on pracuje, ja nie, żyjemy zgodnie.  Mój syn jest żonaty, ma córeczkę. Mieszka ze swoją rodziną bardzo blisko nas. Jeszcze jak żył mój pierwszy mąż, syn codziennie do nas wpadał: rano na śniadanie, często też w ciągu dnia albo po południu, żeby odpocząć, pospać chwilę.

Reklama

On ciężko pracuje, a w jego domu, przy małym dziecku odpocząć się nie dawało. Jego żona też jest zajęta, więc ja i uprałam coś czasem, i uprasowałam Wojtkowi. Teraz, gdy jestem z Edwardem, nic się w zasadzie nie zmieniło. Tylko Edward ni stąd, ni zowąd, zaczął robić mi złośliwe uwagi, że nie jestem chyba matką, ale bardziej żoną mojego Wojtusia, i po co on on tu stale i bez uprzedzenia wpada, i że jego żonie to się na pewno nie podoba, bo jemu, Edwardowi, to się bardzo nie podoba!

Pokłóciliśmy się wtedy bardzo, pierwszy raz...  Czy to naprawdę jest takie dziwne, że kocham mojego syna i chcę dla niego jak najlepiej? Czy mam mu zabronić przychodzenia w odwiedziny do matki?! Albo żądać, by się zapowiadał? Przecież to absurd! Jak to wytłumaczyć Edwardowi? Chciałbym, byśmy nadal żyli zgodnie, za stara jestem na konflikty...

Halina (59 l.)

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje