Czy rozstanie to koniec, czy dopiero początek?

Jestem na skraju wytrzymałości. Przez 26 lat małżeństwa byłam i jestem pod wpływem mojego męża...

Z Janem poznaliśmy się na rodzinnej uroczystości. Szybki ślub, ciąża. Po roku kolejna. Siedziałam w domu, zahukana wychowywaniem dzieci. Córki rosły, a on coraz bardziej pokazywał swoje oblicze. Awantury były o wszystko. Zaciskałam zęby i trwałam, dla dobra dzieci. Nie pracowałam. Uzależnił mnie od siebie finansowo. Zamieszkaliśmy w domu jego rodziców, więc szybko dał mi do zrozumienia, że jestem tam jedynie dlatego, że mi na to pozwala. Gdy dziewczynki poszły do szkoły chciałam zrobić kurs księgowych. Nie pozwolił mi. Próbowałam jakoś wyjść do ludzi, znaleźć zajęcie, dzięki któremu mogłabym poczuć choć odrobinę niezależności. Skończyło się koszmarną awanturą i waleniem pięściami w stół. Córki są już dorosłe. Starsza wyniosła się właśnie do narzeczonego, młodsza wciąż jest z nami. Obie mają dosyć tego, co się dzieje. Namawiają mnie na rozwód. Ale ja nie wiem, czy jestem w stanie sobie sama poradzić. Jan, gdy miewa napady dobroci, obiecuje, że wszystko się ułoży. Nie wierzę w to, ale nie potrafię odejść. Boję się w tym wieku zacząć wszystko od nowa...

Reklama

Danuta (56 l.)

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje