Do babci nie, na obóz nie...

Nigdzie nie jadę! – tak zareagował mój 14-letni syn na naszą propozycję spędzenia wakacji. Chcieliśmy, aby pobył u babci jeden miesiąc, a na obozie rowerowym dwa tygodnie. Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Mam po dziurki w nosie słuchania się nauczycieli przez cały rok, nie zniosę rozkazywania na obozie, nie po to są wakacje! - dodał rozzłoszczony - Nie chcę wstawać i kłaść się spać na zawołanie.

Reklama

Rzeczywiście, pobyt na obozie w ubiegłym roku nie przypadł Danielowi do gustu. Wrócił zmęczony, szczuplejszy i zdecydowanie w złym humorze. Przysyłał nawet rozpaczliwe sms-y i chciał, abyśmy po niego przyjechali wcześniej.

- To może na całe wakacje pojedziesz do babci? Przecież lubiłeś bawić się z Julkiem i Michałem - zaproponowałam nieśmiało. Julek i Michał to synowie mojej siostry, którzy mieszkają z moimi rodzicami
na Roztoczu.

- Zwariowałaś? Traktowali mnie jak dzieciaka i godziłem się na to, kiedy byłem młodszy, ale nie teraz! Julek ma pewnie z 18 lat, a Michał jest jeszcze starszy. Nie będę ich popychadłem - wybuchnął Daniel.

- Przecież znasz tam innych chłopców w swoim wieku, na pewno nie będziesz narzekał na brak towarzystwa - do akcji wkroczył mąż.

- Jeszcze lepiej, o czym mam gadać z wiejskimi dzieciakami? Michał i Julek przynajmniej uczą się  w mieście, a oni... - syn pogardliwie wydął usta.

Mój mąż aż się zagotował.  Szybko załagodziłam sytuację.

- Jest jeszcze sporo czasu do wakacji, na pewno coś sensownego wymyślimy - powiedziałam, choć wiedziałam, że to niemożliwe. Mąż stracił dobrze płatną pracę i zatrudnia się tylko na zastępstwa w różnych firmach. I właśnie w okresie urlopów ma najwięcej zleceń, z których nie może przecież zrezygnować.
Ja z kolei pracuję dopiero od czterech miesięcy i nie będę miała urlopu. Spłacamy kredyt zaciągnięty na mieszkanie i nie mamy oszczędności.

- Mamo, za nic nie pojadę do babci! - syn był kategoryczny. - Dlaczego nie mogę siedzieć w domu? Przecież jest telewizor, komputer, więc nudzić się nie będę. Znasz mnie, będę grzeczny!

Obiecałam, że się nad tym zastanowię, jednak do tego pomysłu mam zastrzeżenia. Daniel nie sprawia kłopotów wychowawczych, ale nigdy nie wiadomo, co może strzelić chłopakowi, gdy nie ma nad sobą nadzoru. Zresztą siedzenie w wakacje w domu jest nie do zaakceptowania. Syn w murach spędza przecież cały rok. Latem powinien przebywać jak najwięcej na świeżym powietrzu i to pod dobrą opieką.

Jak mam przekonać Daniela, aby gdzieś pojechał? Chciałabym bowiem, aby to była dla niego przyjemność, nie przymus.

Iwona Rydzewska z Krotoszyna


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje