Do zakochania jeden krok

Zawsze taka byłam: co pomyślę, to od razu realizuję.

Czasem nawet robię coś, zanim zdążę pomyśleć. Tak było też z moimi mężczyznami. Kazika poznałam na dorocznej, czerwcowej zabawie. Gdy tańczyliśmy ostatni taniec, już go kochałam. Rozwiodłam się z nim równie szybko. Z Alfredem chodziłam dwa tygodnie, gdy poczułam, że to jest ten jedyny. Stateczny, miał dobrą pracę, urodziłam mu troje dzieci. Tak sobie teraz myślę, że gdyby nie dzieci, rozstalibyśmy się już dawno. Nie wytrzymywał mojej gorączkowości. W domu, po pracy, chciał mieć spokój. Dzieci dorosły, a mąż zmarł przed rokiem. Miał raka żołądka. Niedawno byłam w sanatorium. Poznałam Tadka. Wdowiec, przystojny, żyje pełnią życia. Przypomniałam sobie, co to seks. Chyba go kocham. Nie wiem, co mam zrobić. Czy tak jak zawsze - pójść za głosem serca, czy tym razem poczekać? Lepiej go poznać. Co pani radzi?

Reklama

Halina 54 l.

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje