Dobry obyczaj, nie pożyczaj?

Stałam się kasą pożyczkową w kamienicy. Na dobrą sprawę już dokładnie nie pamiętam, kto i ile jest mi winien.

Wynajmuję mieszkanie w starej kamienicy. Poza mną większość mieszkańców to starsi ludzie. Znam swoje sąsiadki-emerytki. Zwykle narzekają na swój los. Wysłuchuję ich grzecznie, bo sama mam pracę, choć zarabiam mniej niż średnia krajowa. Przed trzema miesiącami sąsiadka, pani Halinka, zawstydzona poprosiła mnie o pożyczkę: 50 złotych. Oddała, gdy listonosz przyniósł jej emeryturę. A po tygodniu znów pożyczyła - 30 złotych. Tym razem nie oddała w terminie, właściwie  to o tym zapomniałam, ale ona znów przyszła. Po 50 złotych.

Reklama


Zapytałam, kiedy mi odda. Zapewniała, że przy następnej wizycie listonosza. Zanim do tego doszło, zapukała inna sąsiadka, pani Jadzia. Potrzebowała na leki 20 złotych. Dałam... W ten sposób stałam się kasą pożyczkową w kamienicy. Na dobrą sprawę już dokładnie nie pamiętam, kto i ile jest mi winien. Ostatnio pracuję do późna. Kiedy wracam, sąsiadki już układają się do snu. Nie wiem, jak to rozwiązać. Żal mi tych kobiet, ale  dla mnie 100 czy 200 złotych w miesiącu - a tyle mam po ludziach - to też nie jest mała kwota. Ale nie potrafię odmówić.

Marta, 34 lata



Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje