Dziecko, odłóż ten telefon!

​Wojtusiu, chodź do kuchni - uśmiechnęłam się do mojego 14-letniego wnuka. - Mam dla ciebie coś dobrego.

- Zaraz, babciu, teraz nie mogę, muszę skończyć - sapnął, nie odrywając wzroku od smartfona. Trzymał go w obu dłoniach i coś tam bez przerwy przyciskał.

Reklama

- Ten aparat chyba przykleił ci się do ręki - usiłowałam żartować. - Może chociaż na noc go odkładasz?.

- No co ty, babciu - Wojtek był śmiertelnie poważny. - Nigdy nie wyłączam mojego telefonu. Przecież ktoś może na fejsie coś napisać, albo smsa mogę dostać - tłumaczył. - Muszę stale być w kontakcie.

- Musisz? - zdziwiłam się. - Ale dlaczego?

- Bo wszyscy są - wzruszył ramionami.

- No dobrze, ale teraz wyłącz telefon albo schowaj go do plecaka i chodź jeść - powiedziałam zdecydowanie.

- No i przegrałem przez ciebie - niespodziewanie nadąsał się Wojtek. Spojrzał na mnie z wyrzutem i wstał.

 - Muszę już iść - mruknął.

Pocałował mnie szybko i... już go nie było.

Westchnęłam. Taka sytuacja zdarzyła się nie pierwszy raz. Wojtuś to naprawdę dobre dziecko. Kocham go bardzo. Odwiedza mnie często, więc zawsze mam dla niego ulubione smakołyki. Jak go poproszę, bez szemrania poleci po zakupy. Ufa mi, rozmawiamy o wszystkim. To znaczy rozmawialiśmy kiedyś... Teraz nie odrywa się od swojego telefonu, a dla mnie nie ma już czasu. Po prostu siedzi i gra.

- Martwię się, czy on sobie krzywdy nie zrobi - rozmawiałam z zaprzyjaźnioną sąsiadką. - Cały czas telefon przy uchu albo w ręku, to nie może być całkiem obojętne dla zdrowia, zwłaszcza dla mózgu - uważałam.

- No pewnie, że nie - potwierdziła sąsiadka. - Moja wnuczka Asia to samo ma. Rodzice są bezradni.- Jak to bezradni? - zdziwiłam się. Ja właśnie się zastanawiam, czy nie poprosić syna, żeby mu zabrał ten telefon chociaż raz na jakiś czas.

 - Ale skąd, to nie działa! - sąsiadka wzruszyła ramionami. - Asi zabrali, to takiej histerii dostała, że od razu oddali i już nie próbują...

Przyznam, że jestem bardzo zaniepokojona. Sama nie będę przecież walczyć z wnukiem. Nie chcę, by się na mnie obraził i przestał do mnie przychodzić. Ale jak do niego trafić? Przecież chodzi nie tylko mnie, ale i o jego zdrowie.  Sąsiadka twierdzi, że wszystkie dzieci teraz takie są, taki mają styl życia... A my tego nie rozumiemy. Czy to prawda? Czy powinnam pogodzić się z uzależnieniem wnuka czy z nim jednak walczyć?

Elżbieta Pławecka z Augustowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje