Jedzenie było dla mnie nagrodą, stało się katorgą

Była z siebie zadowolona, robiłam sobie słodki prezencik – czekoladkę czy michałka. Z czasem coraz częściej.

Byłam szczupłą atrakcyjną dziewczyną. Miałam dobrą pracę i kochającego męża. Kiedy urodziłam najpierw córkę, a potem syna, ustaliliśmy, że zajmę się domem. Od tego czasu utrzymuje nas mąż. Ja zostałam... kurą domową. Na początku nawet się nad tym nie zastanawiałam, tyle miałam pracy przy dzieciach. Pochłonęło mnie prowadzenie domu: prałam, gotowałam, starałam się, żeby zawsze było coś smacznego na obiad. 

Reklama


Była z siebie zadowolona, robiłam sobie słodki prezencik - czekoladkę czy michałka. Z czasem coraz częściej.
W końcu jednak takie życie przestało mi sprawiać przyjemność. Rzadko wychodziłam z domu, żeby się spotkać choćby z przyjaciółką. Nie miałam na to czasu. Ale dalej podjadałam słodycze.

Męża ciągle nie było, robił karierę w pracy. Nawet jak wracał późno, dalej ślęczał przed komputerem. Poczułam, że jestem coraz bardziej samotna, nawet, gdy był w domu.

Siedziałam przed telewizorem i jadłam, nawet późnym wieczorem.  


Jakoś po miesiącu kupiłam sobie przez internet spodnie, na poprawienie humoru. Mój rozmiar - wiedziałam, że nie muszę przymierzać. Ale nie mogłam ich włożyć! Wydawało mi się, że w lustrze nie widzę wielkich zmian; może trochę zaokrągliły mi się policzki... Wtedy po raz pierwszy wymiotłam  lodówkę. Jadłam co popadło: wędlinę, ogórki, dżem ze słoiczka... Potem źle się czułam - fizycznie i psychicznie. Żeby siebie ukarać, jeszcze bardziej angażowałam się w prowadzenie domu. A potem znów jadłam. Przestraszyłam się, czy to nie bulimia, ale nigdy nie wymiotowałam. 


Teraz mam 15 kilo nadwagi. Mąż unika ze mną seksu, co powoduje we mnie jeszcze większy dół. Zaczynam siebie nienawidzić. Jak przerwać to szaleństwo?

Bianka, 36 lat




Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje