Jest za młody na kierowcę!

​Kilka tygodni temu wybraliśmy się samochodem do znajomych na Mazury. Nasz 15-letni Adam usadowił się z przodu, obok ojca.

- Czemu go nie wyprzedziłeś? Nie wpuszczaj, niech sobie postoi. Dlaczego tak zwolniłeś? - komentował.

Reklama

- Będziesz miał prawo jazdy, to zrozumiesz.  Na razie siedź spokojnie i co najwyżej przyglądaj się znakom drogowym - rozzłościł  się mąż.

- Wiem, co mówię - powiedział z tajemniczą miną Adam, ale powstrzymał  od dalszych uwag.

Wyprawa się udała. Niestety, kilka dni po powrocie odwiedziła nas sąsiadka. Odczekała, aż wyjdzie Jurek i...

- To delikatna sprawa. Nie chciałam mówić przy mężu. Lepiej, jak najpierw pani się dowie - szeptała. - Chodzi o Adama.

-  O Adama? A co on przeskrobał? - spytałam.

Zdenerwowałam się. 

Okazało się, że sąsiadka dowiedziała się od córki, że jakiś 19-letni  chłopak z osiedla  pozwala Adamowi prowadzić jego samochód. Jadą za miasto i ćwiczą na polnych drogach. Ponoć za pieniądze.

- Porozmawiam z synem - powiedziałam.

Podziękowałam sąsiadce i dałam do zrozumienia, że muszę się pilnie czymś zająć. Chciałam ochłonąć. Nie mogłam doczekać się powrotu Adama. Od razu wzięłam go na spytki.

- Co ty, mamo, wygadujesz? - wyparł się wszystkiego.

Nie odpuściłam.

- Wiem to z pewnego źródła - powiedziałam.

Syn prychnął tylko.

- Kto by mi pozwolił jeździć swoim samochodem. Auta i kobiety się nie pożycza - rzucił na luzie.

Z mężem już tak łatwo mu nie poszło. Wzięty w krzyżowy ogień pytań, przyznał się w końcu:

- Tylko raz się przejechałem. I z czego taka afera? Inni też jeżdżą.

Co do płacenia za "instruktaż" wyraził głębokie zdumienie.

Wieczorem długo o tym rozmawialiśmy.

- Nie ma wyjścia, sam go pouczę jeździć - zapowiedział Jurek.

Wybrali się w najbliższe wolne popołudnie potrenować na płycie starego lotniska.

Wrócili w fatalnych nastrojach.

- Ojciec tylko wrzeszczał. Nie będzie mnie więcej uczył, nie chcę -  powiedział syn.

- Oczywiście, że nie będę. Ale dopilnuję też, żeby nie robili tego twoi kolesie - wykrzykiwał mąż.

Próbowałam łagodzić sytuację.

- Adam, przyjdzie czas, że zajmą się tobą prawdziwi instruktorzy. Poczekaj do osiemnastki. Na pewno zapiszę cię na kurs. Opłacę ci go w prezencie na urodziny - obiecałam.

- A można mieć prawko już od szesnastki - próbował coś wytargować.

- Ty od osiemnastki - stanowczo skończyłam rozmowę na ten temat.

 Wydawało mi się, że wszystko jest jasne. Poza tym postanowiłam sprawdzać, co syn porabia po szkole. Poprosiłam szefową w sklepie o poranne zmiany. Adam po lekcjach siedział w domu, czasem wyszedł na podwórko. Uspokoiłam się. I wtedy spadła na mnie wieść, że mój synalek chodzi na wagary. Dowiedziałam się tego przez telefon od wychowawczyni. A czujna sąsiadka nie omieszkała donieść, że rano widziała go parę razy wsiadającego z  dwoma innymi chłopakami do samochodu tego dziewiętnastolatka.

No i znów trzeba było porozmawiać.

- Mam dosyć tego gadania. Tak, uczę się jeździć. W lesie, na płycie lotniska... Nic się nie dzieje. Dobrze sobie radzę - usłyszałam.

- Dlaczego to robisz? - spytałam.

- Bo lubię - powiedział Adam.

Ręce opadają. Mąż odebrał mu kieszonkowe, dzwoni do szkoły, żeby sprawdzić, czy nie chodzi na wagary. Sytuacja w domu jest napięta. Wiem, że nie upilnuję Adama. Jest uparty. Boję się, że będzie jeździł dalej, że może zrobić krzywdę sobie lub komuś. Gotowa jestem puścić go na kurs za rok, ale co robić teraz? Jak wytłumaczyć Adamowi, że powinien być bardziej odpowiedzialny i cierpliwy, a jazda samochodem to nie żarty.

Joanna M. z Torunia

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje