Jestem wierząca, a mąż żąda ode mnie wyuzdanego seksu!

Gdy wychodziłam za mąż, rodzice ostrzegali mnie, że popełniam błąd. Mówili, że będę z Pawłem nieszczęśliwa, bo jest z innego świata niż ja.

On urodził się i całe życie spędził w dużym mieście, ja pochodzę ze wsi. Gdy się poznaliśmy, mieszkałam już jednak we Wrocławiu, tak jak Paweł. 

Reklama

Nie traktowałam poważnie słów rodziców. Dla mnie nie miało znaczenia, kto i gdzie się urodził czy wychował. Zresztą, dla Pawła też nie. Najważniejsze było, że byliśmy w sobie zakochani po uszy i świata poza sobą nie widzieliśmy. Pawłowi bardzo imponowało, że byłam taka religijna i taka skromna i że on był moim pierwszym mężczyzną. Ja z kolei nie wyobrażałam sobie, by mogło być inaczej. Tak mnie wychowano, że cnotę trzeba zachować dla męża. 

Dobrze nam się z Pawłem układało. Szybko doczekaliśmy się dzieci - córki i syna. Ale wraz z przyjściem dzieci na świat pojawiły się między mną a mężem pierwsze spory. Poszło właśnie o dzieci i o seks.  Oboje z Pawłem zdecydowaliśmy, że nie stać nas na to, by jeszcze powiększać rodzinę. Tylko że mąż nadal domagał się ode mnie seksu, a ja nie bardzo chciałam się godzić na współżycie. Seks ma służyć prokreacji, a ten etap mieliśmy już przecież za sobą. Z kolei antykoncepcja kłóciła się z moim sumieniem i wiarą. Poza tym, jak miałabym powiedzieć o tym wszystkim księdzu na spowiedzi? Przecież nie dostałabym rozgrzeszenia!  

Niestety, mąż tego nie rozumiał. Zaczął mi wypominać moje wiejskie poglądy i mentalność spod strzechy - jak to nazywał. Wziąłem sobie za żonę zacofaną wieśniaczkę - drwił. Mało tego, gdy wciąż odmawiałam seksu, zaczął przebąkiwać, że znajdzie sobie kochankę albo że się ze mną rozwiedzie. Było mi tak ciężko! Nie wierzyłam, że to mówi mój ukochany Paweł. Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, że nie wstydzę się swojego wiejskiego pochodzenia. I dlatego jest mi tym bardziej przykro, gdy słyszę jego słowa. Na próżno. Paweł nie wyobrażał sobie małżeństwa bez seksu. Co miałam robić - ustąpiłam. Zgodziłam się na seks, oczywiście bez antykoncepcji. Bardzo gorąco modliłam się za to, by nie zajść w ciążę. Ale też tak bardzo cierpiałam! Kochałam męża, nie mogłam pojąć, dlaczego on mi to wszystko robi.

Przez jakiś czas był spokój. Niestety, wkrótce okazało się, że mąż ma kolejne zachcianki. Tym razem zaczął domagać się seksu w jakichś wymyślnych, wyuzdanych pozycjach. Żądał ode mnie w sypialni takich rzeczy, o których nawet krępuję się pisać. Gdybym zgodziła się na to wszystko, ksiądz nigdy nie dałby mi rozgrzeszenia. Odmówiłam i nadal odmawiam mężowi, ale on znowu, jak poprzednio, grozi, że pójdzie do kochanki, że się ze mną rozwiedzie. Nie mam już do tego siły. Sama już nie wiem, co mam robić?

Joanna, 38 lat

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: seks | wiara

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje