Kiepski żart

Podczas rodzinnej kolacji w zeszłym roku, którą z rodziną mojego brata, Jacka, spędzaliśmy u naszych rodziców, popełniłam gafę życia.

W pewnej chwili rozmowa zeszła na dzieci, każdy chwalił się swoimi latoroślami. Najmłodszy synek Jacka i jego żony, Agaty, ma 9 lat. Na zachwalanie jego sprytu i urody odparłam nagle "pewnie, że ładny, dobrze, że nie podobny do listonosza".

Reklama

Parsknęłam przy tym śmiechem, uznając, że to przedni żart. Przy stole zapanowała cisza. Los chciał, że pierwszy chłopak Agaty do dziś pracuje w naszym miasteczku jako... listonosz.

Jacek śmiertelnie się na mnie obraził. Mieliśmy spędzić wspólnie wakacje, wymigał się udawaną chorobą, potem przez wiele tygodni niemal się do mnie nie odzywał. Przeprosiłam go za ten głupi dowcip. On mówił, że "nie ma sprawy", jednak wydaje mi się, że nadal czuje urazę.

W tym roku znów spotkamy się u rodziców. Czy powinnam ponownie wyjaśniać tę sprawę, czy może uznać, że wszystko jest załatwione?

Agnieszka, 39 l.

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje