Kieszonkowe mu nie wystarcza

​Mamo, dałabyś mi kilka złotych na lody? - Kacperek, mój 12-letni syn uśmiechnął się do mnie prosząco.

- Ależ dziecko, dopiero co dostałeś kieszonkowe... - zdziwiłam się. - Już wydałeś? Przecież nie ma połowy miesiąca!

Reklama

- No to co? - wzruszył ramionami. - Wydałem, bo mało dostaję - dodał. 

- Mało? Moim zdaniem całkiem sporo i chyba nie mniej niż koledzy, sam mówiłeś. Ciekawe na co to poszło tak szybko? - spytałam.

- Na pizzę, hamburgery, colę... są wakacje, trzeba coś robić - wyjaśnił Kacperek.

Westchnęłam i wyjęłam z portmonetki kilka złotych.

- Proszę - dałam synowi. - Ale pamiętaj, że w tym miesiącu to już ostatnie. Możecie chyba, zamiast się objadać byle czym, iść na rower albo w piłkę pograć. I zdrowiej, i nic nie kosztuje.

- Tak, tak - Kacperek w okamgnieniu wziął pieniądze i tyle go widziałam.

Kilka dnia później sytuacja się powtórzyła, tyle że syn... zwrócił się do taty. Myślał, że nie słyszę, bo byłam w kuchni, a on rozmawiał z ojcem w pokoju. Zanim zdążyłam zareagować, wyprosił  parę złotych i zadowolony pobiegł na podwórko. 

- No wiesz, nasz mały spryciarz nauczył się wyciągać pieniądze raz od ciebie, raz ode mnie - poinformowałam męża. - Kieszonkowe mu nie wystarcza, jak tak dalej pójdzie, będzie wydawał na głupoty całkiem spore kwoty!

- Powiedział, że chce koleżankę na lody zaprosić, a potem z innymi idą na pizzę - uśmiechnął się Karol. - No to dałem, żeby chłopak nie czuł się gorszy...

- Co ty opowiadasz?! Jaki gorszy? - oburzyłam się. - Przecież znam jego kolegów, koleżanki i ich rodziców. Żadnych bogaczy tam nie ma. Kacper po prostu  nie umie obchodzić się z pieniędzmi. Co ma, zaraz wydaje, a potem żebrze po całej rodzinie, bo u babci i dziadka też już pewnie był! Uważasz, że to w porządku?

Postanowiłam porozmawiać z synem, jak tylko nadarzy się okazja. Nadarzyła się już następnego dnia, bo Kacperek... znowu poprosił o pieniądze. Tym razem szli z kolegami na hamburgery. Postanowiłam być twarda i odmówiłam.

- No przecież nie będę siedział jak głupi i patrzył, jak oni jedzą. Wyśmieją mnie, że nie mam kasy - syn miał łzy w oczach. - Proszę cię, daj mi ten ostatni raz...

- Synku, zrozum, nie może tak być, żebyś codziennie dostawał ode mnie lub taty pieniądze. Po prostu nas na to nie stać - tłumaczyłam - A zresztą, co to za koledzy, którzy śmieją się, gdy inni nie mają pieniędzy?  Czy nie wystarczy, że się spotykacie, żartujecie? Czy za każdym razem trzeba coś kupować?

- W takim razie w ogóle nie będę nigdzie wychodził! - Kacper naburmuszył się i obrażony zamknął się w swoim pokoju.

Sama nie wiem, co robić. Rzeczywiście jego kieszonkowe nie jest duże, ale to przecież jeszcze dzieciak, nie powinien wydawać bez opamiętania. Z drugiej strony wiem, że w jego wieku każdy chce się popisać przed kolegami. Dawać mu więcej czy nie?



Paulina Rybak z Suwałk

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje