Komputer, gierki... tylko to dla niego się liczy

​Antosiu, odrobiłeś lekcje? - spytałam, widząc, że mój 7-letni synek znów siedzi przy komputerze.

Odmruknął coś niezrozumiale.

Reklama

- Umawialiśmy się, że po obiedzie najpierw odrabiasz prace domowe. Zrobiłeś je?

- Tak - odparł szybko.

Zajrzałam do jego zeszytów i już wiedziałam, że kłamie. Zagoniłam go więc do lekcji.

W rozmowie z siostrą poskarżyłam się, że znowu mam kłopot z Antkiem.

- Poszliście na łatwiznę i teraz macie efekty - powiedziała.

Trochę mnie zdenerwowała, ale jak się zastanowiłam, to chyba... miała rację. Antek był zawsze bardzo żywiołowy. Wszędzie go było pełno. Jeśli chciałam cokolwiek zrobić w domu, to musiałam mu włączyć bajkę. Wtedy się uspokajał i mogłam zrobić pranie, obiad, coś posprzątać. Byłam zadowolona, że wreszcie udało mi się znaleźć sposób na synka. Korzystałam z niego, co tu ukrywać, codziennie. Kiedy Antek trochę podrósł, zafascynowały go gry komputerowe. Mąż był dumny, że tak szybko syn je "rozgryza". 

Cała rodzina cieszyła się, że nie ma kłopotów z prezentami. Właściwie nie uważaliśmy, że to jest jakiś problem, dopóki nie poszedł do szkoły. Długo musiałam Antosiowi tłumaczyć, dlaczego w szkole nie ma gier. Buntował się, ale w końcu jakoś przywykł. 

Za to natychmiast po powrocie do domu zasiadał przy komputerze i potrafił się od niego nie odrywać godzinami. Z trudem udawało się go zapędzić do odrabiania lekcji. Mieliśmy z mężem nadzieje, że z czasem sytuacja się poprawi. Ale niestety...

- Antosiu, od dzisiaj po powrocie do domu będziesz jadł obiad, odpoczywał chwilę, a potem odrabiał lekcje. Dopiero jak to zrobisz, możesz się bawić przy komputerze, ale nie więcej niż godzinę dziennie. A w weekendy trzy godziny w czasie całego dnia - powiedzieliśmy mu.

- Ale jak to? - oburzył się mały. - A w czasie śniadania? Przecież mogę jeść przy komputerze!

- Nie kochanie, będziesz jadł z nami.

Szybko okazało się, że Antek nie zgadza się na zmiany. Marudzi, płacze, ucieka z kanapkami do swojego pokoju. 

- Komputer powinien stać w dużym pokoju - stwierdził mąż. - Wtedy będziemy mieli większą kontrolę nad tym, co on przy nim robi i ile czasu.

Kiedy Antek to usłyszał, dopiero zaczęła się histeria.

No i teraz nie wiem, co dalej. Mąż mówi, że jestem dla syna za miękka, a ja bym chciała odzwyczaić go od komputera jakoś łagodnie. Tylko nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać.

Milena Tarasińska z Łomży

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje