Mam prawo być szczęśliwa

Gdy tylko drzwi zamknęły się za moim kolegą z pracy Adamem, Wiktor, mój 13-letni syn, wparował do kuchni z naburmuszoną miną.

- Czy on musi do nas przychodzić? - warknął.

Reklama

- Kto? Adam? - zdziwiłam się.

- No pewnie, nie cierpię tego faceta! - wyrzucił z siebie syn.

- Ale on tak się stara być miły dla ciebie, poza tym bardzo mi pomaga, podwozi do pracy i...

- No i co z tego? - Wiktor nie dał mi skończyć. - Nie musi się starać. I tak go nienawidzę! - krzyknął i wybiegł z kuchni.

Usiadłam ciężko na krześle. Cóż, wiedziałam, o co chodzi... Rok temu rozwiodłam się z tatą Wiktora. Mąż pił, nie chciał się leczyć. Z tego powodu stracił pracę, a w końcu i nas - jego rodzinę. Wiktor jednak nie chciał się z tym pogodzić, mimo że ojciec po rozwodzie zupełnie się nim nie interesował. Od kiedy zaczęłam spotykać się z Adamem, otwarcie go ignorował, zachowywał się wobec niego niegrzecznie.

- On uważa, że to wszystko twoja i twojego nowego przyjaciela wina - tłumaczyła mi przyjaciółka, Agnieszka. - Nie pamięta pijackich awantur ojca, a tylko te chwile, kiedy było dobrze. Jak każde dziecko chciałby, żebyście się pogodzili. No a Adam, jego zdaniem, stoi wam na drodze...

- To absurd - oburzyłam się. - Wojtek całkiem się stoczył, nie zależy mu ani na mnie, ani na synu! Tylko wódka się dla niego liczy.

Postanowiłam poważnie porozmawiać z synem. Gdy wrócił ze szkoły poprosiłam, by usiadł ze mną w pokoju.

- Synku - zaczęłam. - Chciałabym, żebyś zmienił swój stosunek do Adama. To dobry człowiek, lubi cię, a ja lubię jego, proszę...

- No właśnie, lubisz go bardziej niż mnie! - zmienionym przez mutację głosem zapiszczał Wiktor. - A ja mam być szczęśliwy, że się jakimś obcym facetem puszczasz?

- Wiktor! Zabraniam ci tak mówić! Jak ty się zachowujesz? - miałam łzy w oczach.

- Mogę mówić, co chcę! Nie potrzebuję nowego tatusia! Jak on tu będzie mieszkał, przeniosę się do domu dziecka! - wrzasnął syn.

Przyznam, że opadły mi ręce. To dziecinada, ale co mam robić? Oczywiście, że nie mogę się zgodzić na takie zachowanie Wiktora, na obrażanie mnie i Adama. Ale z drugiej strony ta jego nieprzejednana postawa  zaskoczyła mnie. Może za wcześnie związałam się z innym mężczyzną? Ale przecież nie planowałam tego. Tak po prostu wyszło. Czy powinnam zrezygnować ze swego szczęścia i powiedzieć Adamowi, że nie będę się z nim spotykać?  Zrobiłabym to wbrew sobie, tylko czy mój syn to doceni? I czy nie uzna, że już zawsze będzie mógł "ustawiać" mi życie?

Justyna Gwarek z Żywca

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje