Mamo, chcę być z tobą!

​Zawieziemy go w weekend – powiedział mi mąż, kiedy odwiedzał mnie w szpitalu, a starsza córka wyszła z naszym 8-letnim Marcinkiem na skwer przy szpitalu.

Zawieziemy go w weekend - powiedział mi mąż, kiedy odwiedzał mnie w szpitalu, a starsza córka wyszła z naszym 8-letnim Marcinkiem na skwer przy szpitalu.

Reklama

- Jest dzielny, dobrze sobie radzicie, ale mówił mi, że nie chce jechać do dziadków...

- Wiesz, że to jedyne wyjście.

- Wiem, tylko jak mu to wytłumaczyć? Przyprowadzisz go jutro? Porozmawiam z nim.

- To dobrze, bo mnie nie słucha. Mąż wyszedł, a ja zostałam w szpitalnej sali z niewesołymi myślami. Kiedy urodziłam Marcinka, Gosia miała 9 lat. Ona była samodzielna, otwarta, lgnęła do innych dzieci. Jej brat był zupełnie inny. Wolał być ze mną niż szaleć z kolegami, w towarzystwie rówieśników zwykle milczał, potrzebował dużo czasu, żeby się otworzyć, a kiedy tylko spotykał jakieś trudności, od razu się wycofywał.

Co roku jeździliśmy z nim do dziadków na wieś, ale byłam tam ja albo mąż. Dlatego obawiałam się, że będzie się bronił przed wyjazdem sam.

Ale ja za kilka dni miałam przejść skomplikowaną operację, będę miała trudności w poruszaniu się. Po wyjściu ze szpitala będę codziennie spędzać kilka godzin na rehabilitacji. Mąż będzie mnie tam zawoził przed pracą i odbierał po niej, Małgosia wyjeżdża na dawno zaplanowany obóz. Ustaliliśmy, że zajmie się bratem po powrocie, ale na dwa tygodnie Marcin musi mieć inną opiekę. Tymczasem odkąd jestem w szpitalu mały zrobił się niegrzeczny, nie słucha się, potrafi nawet pyskować, czego wcześniej nie robił.

- Tak przeżywa, że cię nie ma - tłumaczy go moja siostra. - Tęskni. Na początku złościł się nawet, że to tata go kładzie spać...

Wszyscy go bardzo kochamy, ale sytuacja jest taka, że naprawdę nie będzie miał kto się nim zająć.

- Przecież kochasz babcię, dziadka. Oni cię też kochają - przekonywałam synka następnego dnia. - Podobało ci się u niej rok temu.

- Uhm. Pojedźmy tam razem! - Marcinek przytulił się do mnie.

- Ja nie mogę, muszą mi lekarze naprawić nogę. Ale za dwa tygodnie...

Rozmowa skończyła się płaczem. Serce mi się krajało, kiedy słyszałam:

- Ja chcę być z tobą!

Marcin musi wyjechać. Mąż nie dostanie teraz urlopu, wyjazd Gosi też jest ważny, a ja muszę mieć spokojną głowę, żeby jak najszybciej wrócić do sprawności. Tylko jak to wytłumaczyć synkowi? Żeby nie jechał do dziadków jak na ścięcie...

Monika Pruszkowska z Lublina

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje